Drago usiadł sobie przy drzewku. Wykorzystał do tego valfdeński przykuc.
- Jak mówię "młodziki" to mam na myśli takich prawdziwych leszczy - odparł. - Pewnie niedawno zostali przemienieni i wciąż uważają się za nie wiadomo kogo. Podejrzewam, że przybyli z Revar... mamy tam spory problem z dzikimi wampirami. No, ale teraz to nieistotne! - Machnął ręką. Teraz istotne były ruiny zamku.
- Jak wcześniej ustaliliśmy, zaatakujemy za dnia, po wchodzie słońca. Nie powinno być wtedy wampirów na zewnątrz. Wybadamy spokojnie teren, potem sprawdzimy wieżę. Cholera wie, czy tam nic nie będzie siedziało. Jak będzie już czysto, zejdziemy do lochów. Może z wieży będzie tam druga droga? Byłoby miło. Ilaro, ty zaczekasz na zewnątrz. Jeżeli ktoś będzie próbował uciekać - zatrzymasz go. Już ty masz na to swoje sposoby. - Uśmiechnął się tajemniczo, jak gdyby coś wspominał. Driada kiwnęła głową. Wiedziała, że jej łuk straci sporą część swojej przewagi w ciasnych pomieszczaniach. A i tez sama wolała tam nie wchodzić. Bo jakże to tak, mieć kamienny sufit nad głową, zamiast nieba i gałęzi?
- Adamus, jak wcześniej mówiłem. Staraj się uszkodzić mózg albo odcinać głowy lub kończyny. Masz może jakąś runę? - zapytał.