Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
-Piję bo lubię, a klin z rana wchodzi jak śmietana-Krótko odpowiedziałem wampirowi z szczerym uśmiechem i następnie dodałem już poważnie.-Jakby trzeba było to mógłbym nie pić, już nie raz musiałem zachowywać abstynencje. Więc jak jest okazja to pije, a że zdarza się z reguły codziennie to już nic nie poradzę.-Co prawda brzmiało to jakbym faktycznie miał problem z alkoholem, no ale zawsze jak ktoś ma się wytłumaczyć, to tłumaczenie działa źle na jego stronę. Bo zawsze to wygląda jakby się starał usprawiedliwić z tego co robi.
-Jeśli Ci to przeszkadza, to mogę przestać. Jakby nie było przysięga posłuszeństwa wobec korony dalej mnie obejmuje, tylko głowa pod koroną się zmieniła. Więc mam przestać sobie popijać królu?
Dragosani:
Drago machnął ręką.
- Dobra, dobra, nie tłumacz się - odparł. - Pij, jak chcesz. Tylko żebyś mi jutro, jak wtargniemy do zamku nie zataczał się. Chociaż też chyba nie masz aż tyle tego wina, żeby się tak sponiewierać - zauważył.
- Alkohol szkodzi zdrowiu! - dodała od siebie Ilara. - Jeżeli bardzo chcesz się napić mogę przygotować ci napar z ziół. Bardzo dobry na trawienie. Ma smak trawy. - Drago parsknął cicho. Albo zrozumiał to jako jakiś dziwaczny leśny żart, albo po prostu uznał to za zabawne.
Adaś:
-Ty jeszcze chyba nie wiesz ile jestem w stanie wypić.-Odparłem Dragowi. Następnie spojrzałem na Driadę. Jak to zwykle bywało, tak i w tym przypadku kobieta czepia się najwięcej. Zawsze mnie zastanawiało o co im chodzi z tym alkoholem? Ale na to pytanie nigdy pewnie nie znajdę odpowiedzi. Więc grzecznie Ilarze odpowiedziałem.
-Jak mnie tylko zaprosisz to się chętnie napije. Ziołowe napary zawsze są dobre.
Dragosani:
- Jak dotrzemy do celu, albo zrobimy postój, co zrobię - odpowiedziała driada. - Jeżeli tylko znajdę odpowiednie składniki.
No i jechali tak, a dzień mijał. Wedle wyliczeń Draga mieli do zamku dotrzeć w nocy. Oczywiście nie zamierzali atakować już wtedy. Atak na siedzibę wampirów w nocy byłby mało rozważny dla Adamusa i Ilary. Podróż mijała na rozmowach i rosnącym bólu stóp. Zbliżał się wieczór.
Adaś:
Powoli sobie tak wędrowaliśmy lasami. Pozwoliłem sobie iść bardziej krok za towarzyszami, po pierwsze z powodu nawyku. Jakoś nie lubiłem wyprzedzać przewodnika, a po drugie przewodnikiem była urodziwa Driada. Więc trzymając się krok z tyłu miałem dość przyjemny widok, umilający podróż prawie tak samo jak rozmowa.
I tak sobie podróżowaliśmy zabijając czas rozmową i obserwacją różnych ciekawych widoków. Co prawda ból nóg i stóp dawał się we znaki, ale nie była to dla mnie pierwszyzna. Człowiek wędrując po kontynencie nawykł do tego odczucia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej