// W sumie mogłem, ale nie chciałem pozbawić cię tak istotnego wyboru - czy wiosłować.
ÂŁódź zaczęła sunąć powierzchnią wody w kierunku wyspy. Ta wodna eskapada nie trwałą jednak długo. Dwójka silnych chłopów szybko dowiosłowała do wysepki. ÂŁódka przybiła do brzegu, wsuwając się na piaszczystą plażyczkę. Ilara zgrabnie wyszła z łodzi. Za nią wyszedł Drago. Odłożył wiosło do łodzi.
Wysepka byłą nieduża, lecz rosło tutaj kilka drzew i krzewów. Ogólnie tyle, że liście, zarośla i inne chaszcze zasłaniały jej centrum. Prowadziła tam kręta ścieżka, tak sprytnie poprowadzona, że nie było widać jej celu. Driada poprowadziła ich ścieżką. Dotarli do drzewa o dość nietypowym kształcie. Jego gałęzie i konar były ukształtowane w taki sposób, ze w dziwny sposób przywodziły na myśl kobiecy kształt. Te gałęzie to ręce, to zaokrąglenie to biodra, a tamto to piersi. Drzewo nawet miało coś, co łudząco wyglądało jak twarz. No kobieta drzewna, no. Część jej korzeni wystawało nad ziemię, tworząc coś co przypominało jakiś stojak. Jakby wcześniej coś było w nim umieszczane, lecz teraz był on pusty.
- To kapliczka Ventepi - powiedziała Ilara, tłumacząc to Adamusowi. - Odprawiamy przed nią nasze obrzędy. Zaginęła jednak misa, używana w nich. - Wskazała ma pusty stojak. - Wiemy kto to zrobił, śledziłyśmy ich, próbując zatrzymać. Bez powodzenia. Wiemy gdzie się ukrywają, lecz same nie jesteśmy w stanie odzyskać misy. Nawet mając do pomocy centaury. To dlatego wysłałam do Dragosaniego prośbę o pomoc. - Dragosani milczał na razie, patrząc na drzewo, jakby zastanawiając się nad czymś.