Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kłopoty Panny Kariny
Mohamed Khaled:
- Szczerze watpię, żeby to było prawdziwe zioło. Ale niech się cieszy, co nie, A'abiel? - mruknął pod nosem, uśmiechajac się. Poprawił opaskę na oku i znów skierował się do pensjonatu.
- Jesteś za dobry, Mohu. Za dobry - A'abiel odezwał się w jego głowie.
- A co ty byś zrobił?
- Zabił go i wziął cały towar za darmo.
Narrator:
Nikt oczywiście nie słyszał wewnętrznego dialogu Mohameda. Po części dlatego, że nikogo w pobliżu nie było. A po części, ze też mauren nie mówił na głos. Chyba. Ale wracając! Droga do pensjonatu Pod Tchórzliwym Psem trudna nie była. Ulice Chmielskiej Khaled znał całkiem nieźle. Nie wyróżniała się ona czymś specjalnym. Ot, jedna z wielu ulic Efehidonu. W końcu mauren tam trafił. Widział domy, kilka stoisk z różnymi towarami, a także dwie konkurencyjne "pijalnie piwa". Jeden z szyldów wiszących nad wejściami do budynków przedstawiał uczłowieczoną postać psa chowającego się drzewem. Jego postawa i spojrzenie zdradzały drżenie ze strachu. Pies był różowy i miał dziurawe zęby.
Mohamed Khaled:
Popatrzył się na szyld, szybko odgadując, że too ten przybytek chodzi. Poprawił na sobie szaty i z baardzo miłym wyrazem twarzy ruszył ku drzwiom pensjonatu. A co, trzeba pomagać! Chociaż bardziej, jak by tak przejrzeć jego intencje, to mu należało na nagrodzie.
Zapukał do drzwi, otworzył je lekko i wszedł cicho do środka
- Bry... Jest tu ktoś?
Narrator:
Z zewnątrz budynek był schludny. A wewnątrz jeszcze bardziej. Było tak czysto. Pomieszczenie do którego wszedł Mohamed, coś w rodzaju przedpokoju połączonego z miejscem przyjmowania wchodzących gości, było zadbane. Na podłodze leżał dywan, ściany zdobiła boazeria i obrazy z kotami. W powietrzu unosił się zapach kurzu, zaś światło wpadające przez okna wydawało się ciepłe. Za czymś co robiło za ladę stała dama. Inaczej tej osoby nie sposób było określić. Kobieta, już trochę starsza i trochę przy kości, lecz reprezentująca sobą dość wysoki poziom wytworności.
- Och... - zawołała, widząc Mohameda. - Tak, słucham pana, w czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmie.
Mohamed Khaled:
Mohamed, choć prowadził dziki tryb życia, często znikał miesiącami z domu i miasta i wracał w o wiele gorszym stanie, niż wyjechał, był teraz jednak wyjątkowo zadbany. Opaska dokładnie zakrywała szarawe oko, które jakiś czas temu stracił. Broda, choć nie była wielka, była uczesana i wymyta. A włosy, spuszczone były luźno na plecy.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Jakieś problemy?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej