-I postąpiłeś słusznie- zapewniła go. -Chciałam z tobą porozmawiać o aniołach trochę- zaczęła tajemniczo. -Otóż, by stać się aniołem, trzeba umrzeć i dopiero wtedy Przystań staje się widoczna i ten wymiar staje się dla nas dostępny. Trzeba bezgranicznego zaufania Zartatowi. Zaś anioł, który potrafi do Przystani dotrzeć, zaczyna rozumieć, że wszystko co ziemskie jest marne. Widziałam tam archaniołów którzy trwali tam w jedności z bogiem, stali na straży kaplicy, w której jest Artefakt Pana ÂŚwiatła. Mam nadzieję, że będziesz mógł go kiedyś zobaczyć, być może niedługo. Ale do rzeczy. Otóż tym aniołom sprawy ziemskie jak głód, choroby, czy wspomniana już śmierć, stają się nieważne. Odcinają się powoli acz stopniowo i nieubłaganie od tego. Tak samo jest ze mną. Nie mam już trosk takich jak to, że "nie mam czasu", albo chociażby to, że umrę od przypadkowych ran. Z czasem coraz mniej czasu będę spędzać na ziemi... Chciałam ci powiedzieć, że nie chcę się w nic angażować, gdyż kiedyś odejdę w pewnym sensie, może stanę się jakimś astralnym bytem, esencją, nie wiem... Nie chce tu nikogo "zostawić"- starała się wytłumaczyć najlepiej jak umiała. Miała nadzieję, że Draven pojmie, co miała na myśli.