Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (104/109) > >>

Nawaar:
Kiellon czekał na kontratak swych braci, ale kunanie w szale ochrony resztek swego istnienia, nabrały woli walki. W końcu widać było koniec tej mordowni! Krasnolud lekko rozmarzony widział siebie w domku, ale jednak nie było fajnie, bo nagle zauważył jak kilka orkowych wojowników się przemieszcza i atakuje Emericka. Brodacz chciał uniknąć walki z tymi bestiami, jednakże trza hetmana uratować niestety!
    Kanclerz cofnął się trochę będąc cały czas za zasłoną, żeby nie oberwać od swoich bełtem, które latały na lewo i na prawo! Dziwna taktyka strzelając do wszystkiego co się rusza. W końcu oddalił się na odpowiednią odległość i zarzucił młotem powyżej swojej dłoni, żeby mógł spokojnie zawisnąć na pętelce. Teraz brodacz pobrał energię magiczną i wypowiedział inkantacje pocisku esencji. - Izeshar! Wrzasnął na placu boju, ale nikt w tym zgiełku go nie usłyszał, lecz najważniejsze, że w jego dłoniach pojawiła się kula energii, która może posłużyć się czemuś dobremu. Kiellon posłał swój pocisk w stronę zielonego potwora, przy użyciu telekinezy. Paladyn już zręcznie sobie działał z magią tak obcą jemu ludowi, że bez niej czułby się jak bez ręki! Pocisk czystej esencji doleciał do nieświadomego orka, który stał plecami do krasnoluda. Brodacz szybko pchnął kulę w jego plecy. Zielony skurczybyk oberwał wypalając mu wnętrzności i jego wrzask dał znać Emerickowi, że nie jest sam! I ktoś nad nim czuwa hehe! Energia zniszczyła ciało orka, który padł przed nogami człowieka w sumie dając mu szanse ucieczki. Kiellon jednak nie skończył ataku i znów pobrał energie magiczną ze swej kaprawej duszy i znowu wyzwolił ją w postaci kuli energii, krzycząc. - Izeshar! Pocisk esencji ponownie się wytworzył w jego dłoni, który natychmiast poleciał za pomocą telekinezy w kolejnego orkowego wojownika. Kula szybko przemierzała dystans i trafiła w zielonego skurwysyna w łeb, nad którym już górował topór, wymierzony w nieopancerzonego Emericka. Niestety plan orka nie wypali, bo wypalona została jego głowa cóż za ironia. Zielony nie wiedział co się stało, ale umarł na miejscu, bo resztki spalonego mózgu nie były dość przyjemnym widokiem dla nikogo zwłaszcza widzącemu to z bliska człowiekowi. Zielona maszyna do zabijania opuściła topór, padła na kolana, a potem przewróciła się na bok. Pech jak to mówią.
    Kiellon skończył już czarować, bo nie miał skąd wziąć nowego zapasu magii, więc padł na dość karkołomny atak. Krasnolud podciągnął młotek, który wylądował w jego dłoniach i zaczął się rozpędzać na pozycje Emericka, gdy był był już biegnącą puszką, użył przemieszczenia i zasłaniając się tarczą dosłownie wpadł na orka, który pod wypływem rozbiegu i masy jaką stanowił krasnolud w zbroi musiał się obalić i dać innym szanse na kontratak. Brodacz nic więcej nie mógł zrobić i czekać na dalszą pomoc swych towarzyszy, bo było już za daleko, by mógł dobiec i trafić przeciwnika swym młotem.

 2xWściekli orkowie (na jednego wystarczy 1 finiszera  drugi powinien leżeć na ryju, ale to ocena prowadzącego hehe)
5xBiedna piechota

Zaidaan:
Emerick już stał i przypatrywał się nacierającym na niego przeciwnikom, którzy mieli już zgnieść biednego człowieczka. Hetman właściwie modlił się do bogów, między innymi do Rashera, bo wiedział że nie przeżyje tego, a wolałby już być martwy niż wykorzystany. Chwycił pewniej miecz, przybrał bojowej postawy i... Nagle jakaś dziwna latająca esencja spopieliła ciało jednego orka dając szansę na drobne wycofanie, ledwo się obrócił i zauważył kolejnego skurwysyna celującego już swoim toporem w łeb człowieka. Emerick już miał coś zrobić kiedy w ostatnim momencie znowu, ta sama magiczna esencja spaliła doszczętnie łeb zielonoskórego przeciwnika, robiąc niesamowity smród przy okazji, ale przynajmniej życie Radnego zostało uratowane! Z czterech orków pozostało dwóch, jeden ranny, który nie ma jak się ruszyć i drugi w takim szoku co jego ludzki wróg. Wtedy hetman ujrzał nacierający srebrny czołg, który przy wykorzystaniu małego przemieszczenia niczym zueshki nosorożec staranował orka obalając go na ziemię i pozbywając się na chwilę kolejnego wroga. Emerick został magicznie uratowany i o ironio przez zakonników Bractwa, o którym człowiek zdążył już sobie wyrobić zdanie po dziwnych fochach ich przełożonej. Mimo to cenił zwykłych paladynów i wierzył, że raczej nie są tacy jak szefowa, i oby się tacy kiedyś nie stali. W ogóle komicznie wyglądałby krasnoludzki anioł, to by było coś! Ale już wracając do walki i odrzucając te myśli na później, Emerick ruszył na orka z rozerwanymi ścięgnami, atakował idealnie od pleców przez co prawdopodobieństwo oberwania przypadkowym toporem zmalała. Hetman zamachnął się od boku i potężnym cięciem zamachowym przeciął łeb orka na dwie części. Przeciął kość ciemieniową czaszki na pół, a następnie ostrze stalowego miecza przecięła jeszcze kość czołową, a sam miecz wyszedł gdzieś trochę wyżej nad nosem. Ogólnie łeb orka został brutalnie rozcięty na dwie dziwne części, co zaowocowało również rozcięciem mózgu i natychmiastowym zgonem przeciwnika. Emerick splunął z pogardą na martwe truchło, bo czterech na jednego to banda łysego! I ruszył następnie w stronę Kiellona pomóc mu z ostatnim orkiem i podziękować za Odsiecz Kielońską.

1xWściekli orkowie (leżący na ryju)
5xBiedna piechota

Nawaar:
Krasnolud dobrze zadziałał i pomógł Emerickowi na swój "genialny sposób" i wypierdzielił orka na ryj. Taktyka dość szalona, ale przeważnie takie rzeczy skutkują najbardziej i najdziwniej! Jednakże to było najważniejsze, że hetman przeżył! Choć wcale nie musiał go ratować od taka przysługa, która powinna zaprocentować i to dość znacznie w przyszłości. Człowiek sobie poradził z rannym orkiem, czego się brodacz spodziewał, ale to jemu przyszło dobić zielonego, który dopiero ogarnął co się stało.
    Kanclerz kiwnął najpierw głową w stronę człowieka, że wszystko w porządku, by podejść do nieświadomego orka i stanąć nad nim okrakiem, by potem zamachnąć się z góry na dół, i zdzielić go srebrnym obuchem w łeb. Potylica choć niezwykle twarda, uległa na poważnie dopiero drugiemu uderzeniu, które zakończyło żywot orka na momencie. Ogromy mózg choć raczej bez dużych ilości szarych komórek wydobywał się na zewnątrz kończąc część rzezi, którą było zaatakowanie hetmana. Na szczęście wojownicy Zartata zawsze są na miejscu! W końcu jednak krasnolud już po trzecim uderzeniu zaprzestał procederu, bo zrobił to dla tak zwanej pewności, bo te bestie są niemal niezniszczalne!
Kanclerz po wszystkim podszedł do hetmana, który powinien się cieszyć, że żyje!
- No i zaorane, i wisisz mi flaszkę oraz wizytę w burdelu heheheheh Zaśmiał się jak miał w zwyczaju i położył swą rękę na ramieniu człowieka, aby później już się nie wychylać, gdyż miał dość tych walk i przelanej krwi swych braci.


5xBiedna piechota

Zaidaan:
I ostatni z homoseksualnej drużyny zielonoskórych orków poszedł w pizdu do Rashera. Emerick odetchnął z ulgą i zbił rękę wraz z Kiellonem, trochę nad nadgarstkiem. - Dzięki Ci, całą skrzynię rumu ci postawię jak wrócimy! A teraz pozbądźmy się już tej reszty.. - podziękował ładnie, ślicznie i odsunął się od srebrnej mini-fortecy. Poprawił chwyt w rękojeści miecza i ruszył biegiem do kolejnego krasnoluda, który mimo, że wie o taktycznym odwrocie to nie może się wycofać z powodu kotołaka, który się go uczepił i związał go z walką. Kunanin został po chwili obalony puklerzem krasnala i już zaraz miał zapaść decydujący moment, który miał osądzić czy kot przeżyje, czy też nie. Na szczęście w pobliżu był Emerick, a że już był rozpędzony wcześniejszym biegiem, wbił się właśnie w tego brodacza obalając go na ziemię. Szybkim sprawnym ruchem wytrącił mu kopniakiem młot z ręki, a następnie spróbował mieczem wbić się w łeb krasnoluda. Na swoje szczęście ten dał radę się jeszcze obronić swoim puklerzem, ale na jak długo? Hetman zaraz szybkim ruchem specjalnie uderzył mieczem w naramiennik aby móc odsłonić sobie krasnala. Jak się okazało podziałało od razu, nic się nie stało w rękę brodacza, ale ręką ta odleciała na ziemię wraz z trzymanym puklerzem, a zanim krasnolud zdążył ponownie podnieść tarczę i się zasłonić, to Emerick zdążył szybkim cięciem rozciąć krtań, a tylko po to żeby krasnal zaczął się krztusić swoją własną krwią, i za chwilę zakrztusić się na śmierć i umrzeć. Liczba przeciwników spadała z każdą chwilą.

4xBiedna piechota

Marduk Draven:
Marduke z kolei wyłowił pozostałych. Zaszarżował. Biegnąc pchnął jednego z krasnoludzkich wojów telekinetycznym pchnięciem. Krasnolud upadł na ziemię. Draven zaś wbił się w resztę. Drugiego oszołomił kopniakiem, po czym zablokował na raz dwa uderzenia młotów szablą i mieczem. Odepchnął przeciwników. Ten pierwszy już się podniósł. Chciał zaatakować od góry, lecz paladyn zablokował. Inny już poszedł w ślady, lecz za sprawą poziomego cięcia stracił broń. Marduke odepchnął tego drugiego i bez wahania rąbnął tego, którego pozbawił broni w głowę. Następnie zablokował dwa ciosy naraz, po prawej i lewej i kopnął trzeciego, odepchnął wrogów by  wyjść ze zwarcia i zaatakował na lewo szablą, tnąc krasnoluda po torsie, załatwiając go. Pozostała dwójka dalej nacierała, lecz nie mieli szans. Dwa szybkie cięcie zniszczyły ich młoty. Draven wykonał dwa kolejne cięcia - po skosie, podrzynając im obu gardła. I taki był koniec krasnoludów, oraz najeźdźców.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej