Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (100/109) > >>

Narrator:
Kunanin skonał na rękach Ayi. W tym momencie było słychać tętent koni. Jak widać, a raczej teraz słychać, nie dbają o dyskrecję. Strzelcy puścili salwę w potencjalne cele w wysokich trawach. Kunanie rzucili się, by zamknąć bramę, ale nie zdążyli. Parunastu konnych z pełnym impetem wjechało prosto w środek obozu częstując strzałami wszystko dookoła. Jedni dobyli szabel i próbowali ciachać wręcz. Momentalnie rozgorzała się walka.


12 xStraceniec
//Każdy z nich jedzie na szkapie
//Nie mają ze sobą pistoletów ani kul do nich

Nawaar:
Krasnolud nie zareagował, kiedy kunanie oddali drugą salwę, strzelając na chybił trafił. Brodacz wolał poczekać, bo drugiej okazji do oddania strzału z muszkietu nie będzie mieć szans. Na szczęście długo czekać nie musiał, gdyż przeciwnicy nie srali się z dyskrecją, a wparowali bezpośrednio do obozu, co brodaczowi się spodobało - mają jaja- do czasu aż strzała, nie świsnęła mu koło głowy.
    Krasnolud obserwował na już na spokojnie co dzieje się nico niżej od niego i automatycznie, zmienił kierunek oraz cel, do którego bez problemu mógł trafić. Kiellon patrzył jak człowiek na koniu, wymachuje szablą w stronę kunana, ale miał pecha, że mierzy do niego brodacz. - Zartat vult! Wykrzyknął i nacisnął na spust muszkietu. Pocisk ze znajomym już kłębem dymu i hukiem wystrzału, opuścił lufę i przemierzył Zueshką ziemię, by zatopić się w piersi jednego przeciwnika. Człowiek miał pecha, że nie dostał w głowę, bo kula ładnie przebiła mu płuco i w sumie nie było co zbierać, ale ten jeden raz się wydarł, po czym zsunął się z konia, a paladyn uratował jednego kunana. Szkapa natomiast zestrachana uciekła w głąb obozu. Krasnolud nie miał czasu na ponownie ładowanie muszkietu, gdy walka była w kulminacyjnym momencie, więc go odłożył na plecy i wyjął dwa pistolety.
    Kanclerz mając w dłoniach dwie bronie gotowe do wystrzału, zszedł z podestu, bo zasięg pistoletów był mierny, ale kule zabójcze! Paladyn mając wszystko gotowe i wykorzystując okazje zawieruchy i to, że pomimo tego, iż został zauważony kiedy strzelił z muszkietu to przeciwnicy nie mogli się ruszyć w jego kierunku, gdyż zebrała się tam kupa rycerzy i kunan. Dlatego krasnolud wymierzył i oddał kolejny strzał, naciskając na spust "odkupienia", bo ten człowiek musiał odkupić swoje winy u Rashera! Dźwięk wystrzału, świst kuli, która miała mniejszy dystans i trup praktycznie na miejscu. Człowiek oberwał tym razem w łepetynę. Kula odłupała trochę czaszki i zmieliła mózg. Kolejny trup na koncie brodacza, ale to nie był koniec walki, gdyż jeden z najeźdźców wyłamał się z pobojowiska i na szkapie, zamierzał staranować zapuszkowanego krasnoluda albo ciąć go szablą w głowę, bo to praktycznie jedno z niewielu miejsc osłoniętych. Kiellon mógł sobie w brodę pluć, że nie wziął hełmu, ale zdążył natomiast szybko dobyć tarczy wcześniej, upuszczając jeden z pistoletów, i zasłonić swój łeb, i zrobić przysłowiowy krok w bok, żeby uniknąć stratowania, a następnie szabli, która metalicznym dźwiękiem odbiła się od tarczy. Jeździec widocznie wkurzony, nawracał swoje konia, ale to zajęło już za dużo czasu, bo kolejny wystrzał pistoletu "Miłosierdzia" unieruchomiło go na dobre, bo kula ugrzęzła w kręgosłupie. Człowiek nagle stracił władzę w nogach, ale jeszcze żył chociaż niedługo, gdyż koń zrzucił go z siodła i zemdlał, ale krasnolud zajmie się nim później i dobije go. W międzyczasie schował pistolet do kabury, by teraz posłużyć się magią!
    Paladyn nie wypuszczając już tarczy, zbierał w sobie energię magiczną ze swej skarłowaciałej duszy, którą natchnął miłymi wspomnieniami i wykrzyknął inkantację pocisku esencji. - Izeshar! W prawej dłoni krasnoluda pojawiła się kula bladej energii gotowej do wykończenia kolejnego przeciwnika w imię Zartata. Krasnolud posłał pocisk magiczny za pomocą telekinezy w sam plac boju, zręcznie omijając walczących kunan i rycerzy. W końcu złapał okazję i uderzył w niewidomego ludzia, wypalając mu ładną dziurę w miejscu jego głowy. Zwłoki straciły jakąkolwiek wolę walki a miejsce walki wypełniło się zapachem spalonego mięsa. Smród musiał być niemiłosierny, ale to jego nie dotyczyło. Wrogowie znikali w oczach, ale to nie był koniec kuglarskich sztuczek kanclerza, bo znowu zebrał resztki mocy magicznej i znów wypowiedział inkantację pocisku esencji. - Izeshar! I ponowie w dłoni pojawiła mu się kula energii, którą ponownie posłał w wir walki dzięki telekinezy. Pocisk esencji znów musiał zręcznie omijać swoich sprzymierzeńców i trafić bezbłędnie w człowieka. Krasnolud trafił kolejnego przeciwnika na koniu tym razem w brzuch nieco ponad grzywę konia. Człowiek zaskomlał jak pies, kiedy jego organy zostały wypalone i zdążył jedynie chwycić się za brzuch kiedy bezwładnie spadł na ziemię. Trup, że nawet nie było co zbierać.
    Kiellon stracił już całą moc magiczną i nie zamierzał wchodzić dalej w głąb tej walki, bo był za niski, ale zrobił coś jeszcze. Krasnolud sięgnął po leżący pistolet i schował go za pas, by po chwili dobyć młota i cofnąć się nieznacznie do tyłu, żeby dobić tego co dostał kulą w plecy. Paladyn już wiedział, że reszta powinna sobie poradzić. Dlatego w miarę szybko przebierał nóżkami i gdy stanął nad żyjącym jeszcze mężczyzną rzekł. - Taka wola Zartata, a życie jako kaleka jest bezsensu. Kończąc pizdnął srebrnym młotkiem w głowę mężczyzny, co skutkowało natychmiastowym zgonem, bo jakoś trudno żyć, gdy mózg znajduje się na zewnątrz czaszki i do tego zdobi młot oprawcy, ale czy mężczyzna słyszał go przed śmiercią? Tego się nikt już nie dowie.
Kanclerz praktycznie skończył swą walkę, ale mając teraz sporo czasu naładował sobie pistolety, gdy to szło szybciej niż muszkiety i powolnym krokiem zbliżał się do podestu skąd, strzelał muszkietem.

Pozostaje :

11 żelaznych nabojów
35 żelaznych pocisków, bo 1 straciłem podczas spotkania z nosorożcem i kunanem
 
7 xStraceniec         

Zaidaan:
I obok Emericka pojawiła się ta srebrna, brodata puszka. Uśmiechnął się serdecznie. - Obyśmy przeżyli. Mam już dość tego upału. - narzekając zauważył jakiś ruch i tętent koni. Prawdopodobnie goście już nadchodzą. Strzelcy wystrzelili kolejną profilaktyczną salwę na chybił trafił nie trafiając w nic. Zwykłe marnotrawstwo strzał! Specjalnie tak robią żeby doprowadzić do rozkazu szarży i zbierania broni po zmarłym towarzyszu skoro tak nie dbają o swój ekwipunek. Hetman natomiast stał i obserwował, nie chciało mu się marnować bełtów, którymi na pewno nikogo nie trafi. Wtedy z tych wysokich traw wypadło kilku jeźdźców kierujących się prosto na bramę, którą oczywiście nikt nie pomyślał zamknąć, bo i po co? Zrozpaczeni kunanie rzucili się do zamknięcia bramy, ale niestety zdążyło do środka obozu wparować kilku nieproszonych gości, którzy zaczęli napierdalać swoimi strzałami w każdą stronę świata. - Oho. No i świetnie, tego nam brakowało... - narzekał po raz kolejny gdy musiał odruchowo schylić się, bo tuż nad głową przeleciała mu strzała. Szybko zszedł z tej palisady, bo tu jest łatwym celem dla łucznika konnego, który jest najbardziej skutecznym żołnierzem, a zarazem najbardziej upierdliwym cholerstwem jakie wymyślił człowiek. Emerick przycupnął przy jakiejś prowizorycznej osłonie złożonej z kilku beczek na krzyż i w ostatniej chwili, bo już tuż za nim przeleciała jakaś zagubiona strzała. Hetman wychylił się szybciutko i gdy wybadał sytuację zauważył, że dosyć tego bezczelnego strzelania ze strony bandytów i zamierzał już uciszyć jednego wrogiego strzelca. Zauważył jak pewien jeździec zwolnił nieco i skupił się bardziej na strzelaniu do kotołaka, który rozpaczliwie szukał osłony. Hetman jako, iż miał dobre serce to od razu zamierzał mu pomóc i celując prosto w plecy zajętego strzelaniem łucznika wypuścił bełt, który poszybował nad głowami obrońców i między najeźdźcami lecąc prosto na ten wybrany cel. Ledwo minęła sekunda, a śmiertelny pocisk wbił się w kręgosłup paraliżując go i jednocześnie odbierając mu ostatnie szansę na przeżycie. Ugodzony tym okrutnym bełtem opuścił łuk i powoli zaczął odchylać się do tył€, by finalnie spaść z konia i ułożyć się na wznak. A wiadomo, że jak przeciwnik upadnie na wznak to znaczy że umarł i nie żyje. Tak oto Emerick Hetman "Wielki" Koronny ubił wrednego łucznika i uratował życie kunańskiemu mieszkańcowi tej wyspy. Hetman uśmiechnięty pod nosem zamierzał znowu zniknąć pomiędzy beczkami żeby znowu załadować broń, ale niestety jakiemuś innemu bandycie nie spodobał się strzelec wyborowy usytuowany gdzieś z boku skąd mógł bezpiecznie ostrzeliwać jego towarzyszy. Z szabelką w ręku podjechał koniem tuż pod stanowisko Emericka u już zamierzał znad głowy zadać cios w Hetmana, jednak plan ten zniweczyła szybka reakcja królewskiego radnego, który odłożył szybko kuszę i wyciągnął miecz, którym szybko zadał szybkie i precyzyjne cięcie po brzuchu rozcinając parę tych brzusznych mięśni i lekko wyłaniając jelito. Zraniony bandyta szybko złapał się za to miejsce żeby zatrzymać jakiekolwiek krwawienie i ewentualne próby ucieczki wnętrzności na zewnątrz. Emerick w tym czasie zdążył nieco wystraszyć konia, a właściwie na tyle żeby niespodziewanie stanął dęba i wywrócił swojego pana na plecy. Sama szkapa uciekła gdzieś w dal znaleźć spokojne miejsca, kiedy zraniony łucznik leżał teraz z raną w brzuchu. Hetman chciał szybko załatwić ten problem więc nie czekając na nic, rozciął mu krtań i za chwilę przeciwnik zaczął się krztusić krwią żeby po chwili umrzeć już tak na dobre i udać się w podróż do Rashera. Emerick w tym czasie powrócił do swojego stanowiska ogniowego i zajął się przeładowywaniem kuszy.

Pozostaje:
5xStraceniec

26xÂŻelazny bełt

Marduk Draven:
Najeźdźcy przybyli szybko, oznajmiając przyjście tętentem koni. Konni łucznicy. Draven przyłożył kolbę kuszy do ramienia, obrał za cel jednego z  wrogów, a raczej jego rumaka i wstrzymał oddech. Dokładnie przycelował. Najeźdźca zamachnął się szablą na biednego, bogom winnego kunanina, który nie miał szans na obronę. Paladyn wystrzelił, a bełt pofrunął ze świstem przez powietrze, godząc konnego łucznika w kark. Napastnik zawisł bezwładne na koniu, który pobiegł w nieokreślonym kierunku, widocznie przerażony krwią. Marduke odłożył kuszę, lecz nie zsiadł z konia. Dobył szabli i zaszarżował na niczego nie spodziewającego się woja, który gonił innego kunanina.
- Za Zartata, Valfden i kunan!- zakrzyknął, a konny odwrócił się i wstrzymał konia, w porę by zablokować cios, który Marduke wyprowadził. Silne cięcie od prawego skosu, skierowane w szyję straceńca, jednak blok na nic się nie przydał. Czarna ruda z łatwością przecięła stal i skórę, mięso i kość, rozcinając do połowy szyję skurwysyna, z której strzeliła krew. Jego koń się spłoszył, zaś Marduke zawrócił konia. Poczuł mały wstrząs, jakby coś uderzyło jego. Strzała innego wroga odbiła się od jego napierśnika. Paladyn zmusił Zirael do galopu i zaatakował pchnięciem w przeciwnika, który nie zdążył nawet schować łuku, a co dopiero dobyć szabli. ÂŻniwiarz nie spotkał żadnego oporu, gdy przebijał straceńca na wylot, niby szaszłyk, czy świnia na rożnie. Zbir padł na ziemię, gdzie skonał.

2x straceniec
Zostaje 18 bełtów żelaznych

Torstein Lothbrok:
Kusza wikinga była napięta w chwili, gdy wojowie wroga wbili się do wioski. Kompani dali mu czas na załadowanie broni, znacząco uszczuplając siły wroga. Więc gdy broń bękarta była załadowana, ten wycelował w konia jednego z jeźdźców i posłał bełt prosto w szyję konia, który wywrócił się, zwalając z siebie przy tym tego, kto go dosiadał. Siła upadku była tak duża, że jego kark nie wytrzymał. Biedaczek zginął na miejscu. Torstein odłożył kuszę. Rozglądnął się. Kto jeszcze został? Dobył miecza i zaszarżował na ostatniego straceńca, który chciał uciec. Wróg wikinga w porę się opamiętał i zablokował pierwszy cios - wymierzony w głowę skubańca, który odpowiedział tnąc szablą tak, by trafić od boku w szyję Lothbroka. On jednak się nie dał, zablokował pionowo i kontratakował tak samo jak przed chwilą został zaatakowany. Straceniec chciał blokować, lecz Grabarz przeciął się przez stal. Wróg został bezbronny, nie miał nawet czasu na reakcję, gdyż Torstein pozbawił go życia, tnąc przez jego brzuch od lewej do prawej. Flaki poleciały tu i tam, razem z życiem straceńca.

0x straceniec
Zostaje 27 srebrnych bełtów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej