Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Krasnolud uśmiechnął się pod nosem, kiedy jednak udało się przemówić kunance do rozumu, bo już miał się zrzekać po powrocie tytułu kanclerza, ale tak chyba doczeka do końca kadencji. Aya zwiesiła głowę i to był znak, że się poddała i Valfden będzie mieć co szukać tutaj, lecz oczywiście wszystko nie mogło się skończyć szczęśliwie, bo zaraz zakomunikowano, o ataku na wioskę uchodźców, a już wszyscy mięli wracać na okręt i na spokojnie, dopłynąć do domu. Jednak jak zawsze musieli się przypałętać bandyci, piraci czy jakieś inne cholery? Tego jeszcze nikt nie wiedział, jednak krasnolud nie zamierzał czekać na innych i natychmiast rozpoczął, ładować muszkiet i wiedział już, że jedna kula mu wypadła to sięgnął po nową ta sztuka powinna mu się szybko udać, bo chciał jeszcze zestrzelić jednego przeciwnika siedząc na koniu, by dopiero później wdać się w bezpośredni pojedynek.
TheMo:
Jeden z kunanów na wieży wskazał strzelcom cel i sam zaatakował swoim łukiem. Pozostali poszli w ślad za nim. Wtedy to do obozu wparował wściekły nosorożec z rannym kunaninem na grzbiecie. Themo szybko zerwał z konia swoją torbę chirurgiczną i razem z Ayą podbiegli do zwiadowcy. Zwierzę zostało szybko uspokojone, wszak kotołaki mają z nimi doświadczenie.
-Zdejmijcie go, znam się na chirurgii, pomogę mu.
Po chwili ranny już leżał na ziemi z trzema wystającymi z pleców strzałami. Zakaszlał krwią.
- Chakaanie, co się stało? Gdzie reszta?
Themo w tym czasie oceniał obrażenia. Strzała w ramieniu zająłby się bez problemu, ale...
-Zatrzymała nas ich grupa pościgowa. Zmierzają tutaj... dużo...
-Kurwa!
Zaklął pod nosem chirurg. Cicho, ale Aya to usłyszała. To jedno słowo znaczyło wiele. Trudno inaczej określić stan rannego, który ma w sobie trzy strzały. Częsta rana na ramieniu, głęboko siedząca pomiędzy żebrami i przebijająca płuco oraz prosto w kręgosłupie przerywając rdzeń kręgowy. Zwiadowca dusił się krwią i był pozbawiony władzy w nogach. Themo wściekał się w duchu na swoją bezsilność w tej sytuacji.
-Dwie dziesiątki konnych i piechota... sporo piechurów... Moja drużyna... Oni...
Z ledwością składał kolejne sylaby, a przy każdej głosce wypluwał krew z pyska, a życie powoli z niego uchodziło.
- Jak widać znowu będziemy walczyć ramię w ramię.
Zaidaan:
I tak stali dopóty dopóki jeden z kunan rozkazał wystrzelić salwę strzał w jakiś punkt, w międzyczasie do obozu przez bramę wleciał niczym taran nosorożec niosąc swego pana na grzbiecie. Jak dobrze, że Emerick nie był na torze szarży nosorożca, źle to by się skończyło. Zaraz za Themo i Ayą podszedł i hetman żeby zbadać sytuację. Biedaczyna z trzema strzałami w plecach nie wyglądał zbyt obiecująco. Najpewniej nie dożyje wieczora, a sam krwisty kaszel nie polepsza sytuacji, ale na szczęście zdążył jeszcze powiedzieć ostatnie słowa, które mogą pomóc Kunańskiemu Ruchowi Oporu i Valfdeńskiej Ekspedycji Zueshkiej obronić się przed najeźdźcami. - No to czas się przygotować na zaciekłą walkę. - powiedział jakby sam do siebie słysząc do umierającego zwiadowcy liczebność wroga. - Niech bogowie mają go w opiece. - mruknął jeszcze patrząc na umierającego Chakaana i odsunął się. Szybkim krokiem dostał się na mury, a z pleców ściągnął kuszę, załadował ją dość szybko i był gotowy do ewentualnego wystrzału w stronę wroga. Wraz z resztą strzelców mógł pozbyć się pierwszych przeciwników. Czekał jeno aż jakiś się pokaże.
Nawaar:
Krasnolud tak siedział wpatrzony w te trawy, a tu żadnej wieści o przeciwnikach. Wszystko wyglądało dość słabo, bo czekanie na koniu, męczyło bardziej niż to wyglądało, ale to na szczęście trwało zaledwie dłuższą chwilę, bo nagle wparował nosorożec i omal nie wyłapał kulką w między oczy na dzień dobry! Jednakże czujność krasnoluda była większa i natychmiast ściągnął palec ze spustu inaczej ranny kunan, by jeszcze został bardziej poturbowany. Kiellon smagnął jeszcze lejcami konia, aby ten ruszył lekko do przodu i dał miejsce zwierzęciu z rogiem. Dopiero wtedy mógł się nieco przysłuchać, ale z zsiadał z ogiera, bo była wystarczająca cisza, żeby usłyszał najważniejsze czyli liczebność przeciwnika! - Kurwa, więcej ich matka nie miała? Zaraza! Zapytał retorycznie i splunął na ziemię, brodacz dopiero po tym wjechał za ostrokół i pozostawił konia na uboczu, gdzie szedł z niego jak zawsze powoli, by wdrapać się na prowizoryczny murek i stanąć obok hetmana. - Przypomina mi się obrona tego miejsca przed demonami. Wtedy dopiero była rzeź. Powodzenia hetmanie, obyśmy dożyli jutra heeh. Zaśmiał się wesoło, ale całą sprawę brał na poważnie. Krasnolud nim zaczął mierzyć w gąszcz traw to jeszcze naładował dwa pistolety, bo czuł, że mogą się przydać, przy takiej ilości ścierwa do ubicia. - Matka mówiła dmuchać na zimne. Dodał chowając w pasie dwie pukawki. Dobrze, że nie zanosiło się na deszcz w takich klimatach o niego trudno, więc był dobrej myśli, żeby sobie postrzelać nim dojdzie do bezpośredniej konfrontacji.
Marduk Draven:
Nie mając nic innego do roboty, Paladyn załadował kusze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej