Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (95/109) > >>

TheMo:

Po kolejnej godzinie wędrówki oczom podróżnych ukazała się biedna palisada zrobiona na szybko. Jak widać kunanie postawili sobie obóz. Nie była to forteca z prawdziwego zdarzenia, ot cienki wał obronny i dwie wieżyczki na krzyż. Gdy tylko wszyscy zajechali pod bramę, otworzono ją i wpuszczono całą drużynę do środka. Teraz można było podziwiać zagospodarowanie terenu. "Wioska" z jednej strony była otoczona sawanną, z drugiej znajdowało się jezioro. Nie były to luksusowe warunki, ale wystarczające do egzystencji. Kilka prowizorycznych chat ze słomy czy drewna, zagroda dla nosorożców i plac na którym ćwiczono walkę. Te rzeczy wyróżniały się w środku.

Nawaar:
Krasnolud jechał za jeźdźcem, który siedział na jednorożcu i o dziwo było mu wygodnie. Jednak to było mało ważne. Grunt, że wszyscy cało mogli się zbliżyć do obozu i w końcu zbliżyć do końca tej morderczej przez warunki atmosferycznej wyprawy. Kiellon prawdopodobnie więcej nie założy zbroi płytowej, kiedy będzie ponawiał swoje wizyty tutaj. W każdym razie po około godzinnej jazdy pośród gęstych traw, które przerastały kanclerza o głowę pomimo tego, że siedział na koniu! Kłącza ciągle mu wpadały do oczu, ust a nawet zawijały mu się w brodę. Brodacz miał istne utrapienie z tą trawą, ale po przebiciu się przez nie, ujrzał zarys prowizorycznego obozu. Imponujący to nie był, bo w głowie brodacza wciąż była wizja fortecy w górze, której nie dało się zdobyć, jednakże podziwiał kunan za szybką organizacje po takiej sromotnej klęsce! Wszystko wskazywało, że dowodzenie przez kobietę, podniosło ten lud z kolan, ale jeszcze daleka droga, żeby powrócili do świetność swej rasy. Obóz stał otworem przed całą kompanią i nawet jakoś to było zorganizowane, bo dostęp do bieżącej wody mięli i ochrona w postaci sawanny była, więc w każdej chwili byli gotowi się bronić znając wcześniej pozycje swego przeciwnika. - Szczerze spodziewałem się gorszych warunków. Skomentował, rozglądając się dookoła, lecz było prawie normalnie, bo to taka wieś zabita dechami, gdzie w zagrodzie trzymali jednorożce nieopodal, trenowali szermierkę, a bandytów czy innych piratów brakowało taki azyl dla wszystkich kunanńskich uchodźców. Krasnolud zwrócił uwagę na te wszystkie warte uwagi rzeczy, ale najważniejsza będzie rozmowa z dowódcą, w której brodacz chciał uczestniczyć miał takie marzenia na tą chwilę.         

Zaidaan:
Jakież dobre to było, że na czele podążali jeźdźcy, którzy najbardziej musieli się męczyć z wysoką trawą, a zwłaszcza ten brodaty krasnolud Kiellon, któremu widocznie zueshka trawa nie przypadła do gustu. Konie wszystko ugniatały, a piechota jedynie przydreptywała nie mając większych problemów z nieposkromioną trawą. W końcu dzięki przewodnictwie kunańskiego wojownika nosorożcowego, Valfdeńczycy dotarli do obozu ruchu oporu. Obóz nie wyglądał jakoś niesamowicie potężnie, ot taki obóz wybudowany na szybko jak i sama palisada postawiona na raz. Po prostu postawili jedną bele obok drugiej żeby było prosto i nie było zbyt dużych szczelin i dziur w palisadzie. W wewnątrz obozu oczywiście tętniło życie. Jedno ćwiczyli szermierkę, a gdzie indziej ktoś tam opiekuje się oswojonymi nosorożcami. Teraz zastanawiało Emericka gdzie ta kunanka bohaterka jest. - A więc którędy do Ayi? - zapytał grzecznie przewodnika o dalszą podróż.

Narrator:
Nie trzeba było odpowiadać. Aya sama wyszła. W końcu tacy goście nie mogli pozostać niezauważeni. Bez żadnej eskorty, bez ceremonii, bez zdobionych szat. Ot, wyszła ze swojego namiotu i skierowała się w stronę świty Valfden.

- Witam delegację z Valfden. Jestem Aya Biały pazur. Więc to wy weszliście na naszą wyspę. Równie chyżo z niej uciekaliście. No dobra, wygląda to na wizytę dyplomatyczną. Czegoż więc chcecie?

Nawaar:
Krasnoludowi nikt nie odpowiedział, ale w sumie jeno określił obóz. Najważniejszym było zapytanie o przywódczynie, która wyszła, jakby usłyszała o czym mówi cała kompania. Kocica wyłoniła się z namiotu, ale zbyt przyjazna to ona nie była, lecz i tak dobrze, że nie kazała rozstrzelać całej ekipy na miejscu. Teraz nadeszła chwila dyplomacji, ale jak zawsze nikt nie chciał zawrzeć głosu, więc krasnolud druga głowa po królu, rozmyślał najpierw w umyśle, żeby zabrzmiało to poważnie. Z pomocą? Nie raz im pomogliśmy i klęska jaka wtedy była nic nie wzniosła, a może to być kością niezgody inaczej, tak inaczej bardziej doniośle, to będzie to! Brodacz odchrząknął i wtedy każdy zwrócił na niego uwagę. - Chcemy na nowo waszą rasę obsadzić jako władców tej wyspy, pozbywając się plugawych piratów i innego tałatajstwa. Oczywiście kanclerz nie wspomniał nic o pomocy, bo to drażliwe słowo mogło być, ale na początek rozmów to co powiedział powinno wystarczyć jeśli nie to właśnie Kiellon zabił wszystkich.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej