Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (94/109) > >>

TheMo:
Teraz już było wiadomo, że ktoś się do nich zbliża. Wszyscy to wyczuli. Nawet trawa wokół nich zaczęła się poruszać, mimo braku wiatru. Niemal każdy dzierżący broń był gotów jej użyć. W końcu krzaczyska się rozchyliły i pierwszy się z nimi spotkał kunanin wojownik ujeżdżający nosorożca i trzymający na rękach małego Klaakiera.
-Macie szczęście, że ten kociak przybiegł, inaczej byśmy was zaatakowali. Widzę, że w końcu sobie o nas przypomnieliście. Czego chcecie?
-Pomóc wam.
-Dobra, dobra. Zaprowadzę was do Ayi. Tam się będziecie tłumaczyć.
I cała kompania ruszyła ponownie, z ulgą chowając bronie. Tylko przewodnika zmienili.

Zaidaan:
Napięcie rosło z każdą minutą, zwłaszcza że kroki były już słyszalne, a nawet trawa zaczęła się już poruszać w pobliżu kompanii. W dodatku Klaakier jak znikł, tak go dalej nie ma, przepadł, albo naprawdę trafił do swoich. Tym decydującym momentem okazała się chwila później, kiedy to z krzaków wylazł kunanin na nosorożcu z Klaakierem na rękach. Jednak nie było co się obawiać o młodego kotka, po prostu poznał swoich pobratymców. Najbardziej interesowała Emericka sztuka jeździectwa kunan na nosorożcach. Na takim wielkim rogatym bydle, jak takie zaszarżuje to już nie ma zmiłuj. Przebity na wylot. W sumie teraz i hetman zapragnął zgłębić tą tajemnice jazdy na rogatych wierzchowcach. Pewnie i żyrafy wykorzystują do obserwowania okolicy i dlatego tak szybko ich zlokalizowali. Ciekawy system partyzantki mają te koty. Emerick schował już swoją kuszę i ruszył w dalszą podróż, jedynie ze zmienionym przewodnikiem.

Nawaar:
Dla krasnoluda czas, jakby stanął. Minuta wydłużała się niemiłosiernie, a upał wcale się nie zmniejszał i przeciwników wcale nie było widać tak samo jak Klaakiera, który zginął w gąszczu i ani widu, ani słychu. Kiellon stworzył jakąś dziwną więź z tym kunanem, ale nie taką jak z Evening z nim wytworzyła, lecz i tak się martwił o małego na swój sposób! W każdym razie palec wskazujący był cały czas na spuście muszkietu, palec lekko się trząsł, bo nie chciał wypalić za wcześnie, żeby nie zabić ewentualnych swoich. Jednak obrót sytuacji zaskoczył go, bo kiedy potencjalny wróg się zbliżał w ich stronę to w pewnym momencie każdy wiedział skąd, nadchodzą a potem ruch traw bardziej wskazać nie mógł, gdzie są owi "źli", a tu niespodzianka wjechał na jednorożcu dorosły kunan wraz z Klaakierem! Sytuacja doprawdy nietuzinkowa, ba można nawet powiedzieć, że mały uratował wszystkim dupę! Zbieg okoliczności czy raczej przeznaczeniem było spotkanie Klaakiera w ruinach świątyni? Kanclerz tego jeszcze nie wiedział, ale na pewno skierował lufę w stronę ziemi, bo walka nie miała sensu tutaj, lecz ważniejsze, że mogą jechać dalej i poznać ich przywódczynię. Dlatego Kiellon smagnął lejcami konia, który ruszył powoli, dostosowując się do tempa nosorożca na bogów.   

Marduk Draven:
Paladyn odetchnął, chowając miecz. Puknął piętą konia w brzuch, a ten wznowił jazdę.
- Kto jeździ na nosorożcu?- mruknął.

Torstein Lothbrok:
Wiking zdjął z kuszy bełt i odłożył ją na miejsce, po czym wznowił jazdę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej