Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (74/109) > >>

Nawaar:
Krasnolud uspokoił swoje rycerskie sumienie, kiedy usłyszał słowa zrozumienia ze strony kunana. Wiedział, że od wojny minęło sporo czasu, ale czasami, niektóre rzeczy trzeba powiedzieć w prost i przeprosić! - Dziękuje za rozumienie i zawsze możecie liczyć na pomoc moją oraz moich synów, wnucząt czyli do końca mego rodu. Dopóki przodkowie nie wezmą nas do swych górskich królestw! Ponowie się ukłonił i przysiągł na całą swoją rodową linię, że pomoże tej rasie na ile będzie w stanie! Po tym powrócił do normalności. - Teraz i my jesteśmy lepiej zorganizowani i powinniśmy dać sobie radę z nimi. Jesteśmy lepiej wyszkoleni, ale szkopuł w tym, że nie znamy tych terenów zbyt dobrze po tej wojnie, bo piraci mogli pochować się wszędzie. Dlatego kontakt z ruchem oporu przyniesie bardzo pozytywne rezultaty, ale musicie nam pomóc się do nich dostać. Jesteście w stanie nas zaprowadzić? Zapytał w sumie o ważną rzecz, po rzuceniu tak wielkiej deklaracji w stronę kunan. Lud ten powinien się do brodacza przekonać, ale najważniejsze czy wiedzą, gdzie jest ruch oporu bez tego nie zaczną ekspansji w celu odbicia całej wyspy! Kiellon czekając zaczął, czyścić swój muszkiet, bo może mu się przydać, więc nasypał prochu, włożył nabój i oczekiwał odzewu od kunan. 

Evening Antarii:
-Ciekawe czy w ogóle byli z Valfden. Może z Doral albo Chatal... Może kontynentu. Ale przesłuchiwaniem już się ktoś na pewno zajmuje- zapewniła ich. -A co do naszej pomocy, gdyby nie poprzednie walki z demonami na waszej wyspie, nic by z was nie zostało. Ci bandyci nie mieliby czego rabować, gdybyśmy kilka lat temu nie przypłynęli wam z pomocą. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, że dobrze, że was rabują. Ale demony mocno namieszały w świecie jaki znaliśmy, musieliśmy też bronić się sami. Jak widzicie jednak wasz los nie jest nam obojętny. Pomogliśmy w walce wtedy, w bitwie na Zuesh, potem zaś musieliśmy sami walczyć o naszą wyspę i tam ostatecznie zakończyły się losy wojny. Teraz chcemy wam pomóc w bardziej podstawowych sprawach. Jedzenie, opieka medyczna, odbudowa domów, zaopiekowanie się chociażby... sierotami- Eve nieco zmieniła ton rozmowy. Oczywiście nie dodawała nic o tym, że to ona pozabijała dowódców zueskich wojsk... Miała świadomość, że to mogłoby wiele zmienić, może nawet Zuesh zaczęłoby traktować valfdeńczyków jak wrogów? Dlatego to miało pozostać dla nich tajemnicą, dla ich własnego dobra. Nie wszyscy byliby skłonni zaakceptować fakt, że tak silną istotę, uosobienie łask Zartata, mogło coś opętać i zmuszać wewnętrznie do wykonywania rozkazów. Antarii chciała już ten rozdział traktować jako zamknięty. Wychodziło jednak na to, że zawsze będzie musiała się z tym bardzo kryć, szczególnie tu.
-Co z Klaakierem? Zaopiekujecie się nim?- spytała po chwili przerwy w monologu.

TheMo:
-Cieszymy się, że dalej chcecie nam pomagać. Jednak kontakt z ruchem oporu jest utrudniony. Będzie trzeba przetrząsnąć pół wyspy, gdyż nie wiemy gdzie ich szukać.
Themo uspokoił dłonią hetmana, który już zdecydował się wydać wyrok na pojmanego.
-Nie będzie żadnego przeciągania po mieście. Mamy go ukarać a nie robić przedstawienie.

Nawaar:
Krasnolud wysłuchał co mają do, powiedzenia kunanie oraz Evening. Jednak on bardziej skupił się na temat ruchu oporu. - To będziemy przeczesywać całą wyspę, bo innego wyjścia aktualnie nie ma, ale na szczęście dobrze orientujecie się w terenie, co nam bardzo pomoże. Wszystkie zmiany jakie nastały, po przemarszu wojsk demonów i tam gdzie zastawione są pułapki. Skończył, trzymając muszkiet w dwóch łapkach i czekał na dalsze rozkazy, żeby coś innego zrobić, bo to przesłuchanie trwa naprawdę długo a łowca pewnie już umarł od odniesionych ran albo jest już na skraju śmierci. - Ciekawe ile z niego wydobyli? Dobrze, że ja jeden zachowałem trzeźwość umysłu i kogoś pojmałem, oby tylko nie była to gruba afera. Podzielił się rozważeniami ze wszystkimi, którzy stali stali z boku, gdyż jeśli sprawa sięga daleko nawet samego kontynentu to szykuje się nowa wojna! W sumie zawsze chciał odwiedzić rodzinne strony, jeśli nadarzy się okazja bycia na kontynencie, ale wolał w taki sposób tego nie robić.

Zaidaan:
I całe niecne plany Emericka poszły, jak to się mówi w piach! Niestety Lord Elekt jakoś nie chce takiegoż przedstawienia, a szkoda! No ale co się będzie hetman kłócił, nie o to tu chodzi. Ale i tak gdzieś tam w środku, w serduszku posmutniał, że jego pomysł zawiódł. Ale tego nie pokazywał! - I tak samo to przesłuchanie to duża kara dla niego. Ale i tak trzeba się go pozbyć, niepotrzebny nam dodatkowy żołądek na wyżywienie. - zwrócił się do Themo. Następnie spojrzał na biedaczynę. - No to co tu z tobą zrobić? Może niech po prostu zwisa z rei na sznurze. Miałby widok na większość miasta. A jak nie, to po prostu niech go ktoś zastrzeli. -  podał kolejne pomysły na wykonanie wyroku śmierci na łuczniku. Ale pewnie to będzie za duże przedstawienie!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej