Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (73/109) > >>

Evening Antarii:
-Zdawało mi się, że piraci w porównaniu do demonów to znacznie łatwiejsi przeciwnicy... Ale rozumiem, "braki" w ludziach, brak przyzwoitych broni. I tak dobrze daliście sobie radę. Ogólnie to na innych terenach Zuesh chyba nie ma problemu bandytów?- dopytała o sytuację w innych regionach wyspy. -Macie w ogóle jakieś wieści z głębi wyspy? Tam ktoś się ostał?- Eve brała pod uwagę specyficzny klimat Zuesh. A i tak, im dalej od morza, tym mniej kunan.

Torstein Lothbrok:
Torstein po powrocie umył się. Następnie napił trochę na rozluźnienie, no i zjadł coś. Czekał na dalsze zadania.

Marduk Draven:
Marduke znalazł jakiś ręcznik i wytarł swe włosy w nie, po czym zawinął turban, dając im kilka minut na przeschnięcie. Potem rozczesał je i pozwolił im normalnie wyschnąć. Gdy już się to stało, wyszedł z kajuty. Zasłyszał rozmowę o Zuesh, ale nie wtrącał się.

TheMo:
Kunanin wysłuchał Kiellona i skinął głową.
-Ja ci wybaczam. Sam dobrze rozumiem wasze położenie. Nie ma co rozdrapywać starych ran, ważne, że ciągle jesteście z nami. I to nie byli zwykli bandyci, czy przypadkowi piraci. Ci są dobrze zorganizowani i uzbrojeni. Co do pozostałych miejsc to nie mamy pojęcia co się tam dzieje.
Jeniec zaczął się trząść ze strachu.
-P-panie, litości! Jestem tylko łucznikiem. Darujcie życie!
-Zamknij się! Jak coś to tylko nabijemy na pal i wystawimy jako znak ostrzegawczy.

Zaidaan:
Postawa jeńca z każdą minutą diametralnie się zmieniała. Było to widać gołym okiem. Nawet ślepy by zauważył! Emerick słysząc wytłumaczenie łucznika i ofiary w jednym, prychnął jedynie kpiąco. Schował ten miecz, którym odciął ucho do pochwy, bo tak jakoś o nim zapomniał. Splótł ręce za plecami i wyprostował się chowając brzuch i wystawiając klatę. Zmierzył wzrokiem dwójkę żołnierzy, którzy ciągle przypatrywali się przesłuchiwaniu. - No cóż.. Dałem ci wybór, ale go nie wykorzystałeś. Mogłeś po prostu dostać kule w łeb i byś zginął od razu, jednak ty wolisz trochę się pomęczyć. - Niby nie patrzył na jeńca, a na żołnierzy, ale i tak wiadomo było że mówi do niego, zrobił chwilę przerwy i westchnął, tak teatralnie. - Jak chcesz.. - odezwał się jeszcze raz do niego, dodając ciut niepewności. - Przygotujcie konia i jakąś linę, którą można by przywiązać tego skurwysyna do wierzchowca, zwiedzi jeszcze przed śmiercią Kenin. - teraz pewne było, że mówi do żołnierzy. Klamka zapadła, taki był oto wyrok śmierci na łucznika.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej