Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Zaidaan:
Widocznie zastraszenie i odcięcie, w sumie niepotrzebne, pozbawienie jeńca ucha, przyniosło efekty. Cóż, teraz gorzej będzie słyszał, ale dalej jeszcze jedno ma! - Widzisz, jednak coś wiesz. To pewnie też wiesz coś o tej wymianie na Ghuruk, o której wasz szef wspomina? A jak nie wiesz, to lepiej żebyś się zaraz dowiedział. Będzie wtedy lepiej dla ciebie. A z tymi jajami to zależy od kaprysu konia, czy przy pierwszym ruchu nie oderwie ich, zobaczymy. - Uśmiechnął się niemile, prawie jak sadysta. Ale sadystą to on nie jest! Jedynie przesłuchania wymagają uszczerbku na zdrowiu i psychice przesłuchiwanego. - Zaraz przygotujemy sznur i konia. - poinformował jeszcze łucznika o jego dalszym losie.
Evening Antarii:
-Polowanie? Nie jest za mały, by sam polować?- zdziwiła się anielica. Jednak teraz bardziej ją obchodziło to, o co pytał Kiellon.
TheMo:
Marduke po słowie "wypierdalaj" więcej już nie zobaczył oficera, który zaoferował mu przymusową kąpiel.
A kunanie dalej rozmawiali z rycerzami i aniołami Bractwa.
-Aj tam za młody. Czasy ciężkie, niech od najmłodszego się uczy dbać o siebie. My tutaj o wszystko musimy zadbać sami. Ruch oporu? Cóż, kiedy wy bohatersko się wycofaliście z Zuesh my zostaliśmy sami. Całkiem sami. Nasi przywódcy zginęli. Byliśmy w rozsypce, ale jedna z wojowniczek wyrwała się przed tłum. Aya Biały Pazur. Własnoręcznie zabiła behemota i wyprowadziła nas poza zajęte przez demonów tereny. Nie wiem kto by się uratował, gdyby nie ona. Udało nam się skutecznie przetrwać wojnę z demonami i utworzyć nowe społeczeństwo. Po wszystkim wróciliśmy tutaj, ale przybyli piraci. Ich siły były znacznie większe niż nasze i ponownie musieliśmy uciekać. My, podczas osłaniania odwrotu trafiliśmy w niewolę i pracowaliśmy dla nich.
Zwierzył się ze swojej historii.
W obliczu takich gróźb psychika każdego by siadła. Zwłaszcza, jeśli jest się w takim położeniu, jak przesłuchiwany jeniec.
-Ghuruk? Ja naprawdę nie wiem. Pewno broń, albo niewolnicy. Głównie tym handlujemy.
Themo widząc, że pojmany dość szybko został złamany przestał mu wbijać skalpel pod paznokieć.
-Handel? No dobra, a co oprócz tego "handlu" robicie?
-Piractwo, przemyt, różnie takie działania.
Zaidaan:
Najwidoczniej stan psychiczny przesłuchiwanego osiągnął już poziom zero, chyba zbyt wiele okrutnych gróźb już usłyszał spod adresu hetmana. Jednak wspomnianego hetmana zbytnio to nie interesowało. Ale sądząc po tym co już jeniec powiedział, to już chyba więcej się z niego nie da wydusić. A jeszcze niedawno był taki twardy co nawet nie myślał o rozmowie, a teraz to marzy żeby się to skończyło. I się skończy, za chwilę. - No dobra, resztę już się dowiemy od tego twojego szefa. To już na tyle z tej pogawędki. Jakieś ostatnie słowo? A może chcesz wybrać sposób śmierci? Stryczek, rozstrzelanie, zachłostanie na śmierć, lub rozerwanie końmi. Raz, dwa, trzy, czas na wybór się kończy. Inaczej sam coś wybiorę. - okazało się, że ten okrutny człowiek zwany Emerickiem ma trochę "litości" w sercu i pozwolił jeńcowi na wybranie sobie własnego sposobu śmierci.
Nawaar:
Krasnolud dobrze pamiętał, co działo się podczas drugiej bitwy, o Zuesh. Była to jednostronna rzeź, bo nawet wsparcie Valfden nie pomogło. Kiellon wtedy był wolnym strzelcem, który nie szkolił się w wojaczce a strzelał jedynie z muszkietu. Teraz lepiej wyposażony, a przede wszystkim wyszkolony do walki z demonami. Zartat podzielił się z brodaczem małym ułamkiem swej mocy, ale czuł się niezwykle pewnie, bo inaczej nie udałoby mu się, przyprowadzić jeńca. Jednak przeszedł po nim dreszcz, bo musiał się jakby tłumaczyć za wszystkich, ale co on sam mógł tutaj wskórać? Chyba nic, bo kunanie mają już wyrobioną opinię. - Tak byłem wtedy z wami i walczyłem jako osoba z ulicy. Właściwie jedynie muszkietem mogłem coś im zrobić, ale tak obrona portu była koszmarem, nie mięliśmy szans już na starcie, ale cóż w końcu samy byliście wtedy to wiecie. Mogę jedynie was przeprosić w swoim imieniu. Tutaj skłonił się na tyle ile, pozwalała mu zbroja, by po chwili wyprostować się. - Teraz jest zgoła inaczej, bo nam tez nieco tyłek przetrzepali na Valfden. Walki były zaciekłe dobrze, że Wy się jakoś ogarnęliście w tej zawierusze i żyjecie. Trzeba będzie tej kobiecie pogratulować i zaoferować każdą pomoc, wszak po to przypłynęliśmy tutaj. Krasnolud skończył swój wywód, ale przynajmniej zachował jakieś resztki honoru i pokłonił się parze kunan inaczej kodeks rycerski nie pozwalał, oby kunanie przyjęli ten gest serdecznie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej