Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (71/109) > >>

Evening Antarii:
Anielica kiwnęła Marduke'owi głową. Może niedługo będzie czas, jak kunanin uczepiony jej nogi odzyska rodziców, albo chociaż jakichś opiekunów.
Mały kotek zdawał się bać nawet własnego cienia... A szkoda, bo Eve przez moment rozważała nawet wzięcie malucha na Valfden, chociaż na trochę, by uczynić go swoim niewolnikiem mógł zobaczyć nieco świata.
-On też? Możecie spytać jak ma na imię? Ciężko się dogadać z takim maluchem... Ile on właściwie ma?

Zaidaan:
- Kogo my tu mamy? - zapytał retorycznie, bo odpowiedź jest prosta, ofiara! Emerick splótł ręce za plecami i przyglądał się pierwszym zmaganiem Thema z jeńcem. Niestety dobrowolne pytanie bez stwarzania bólu nie przyniósł rezultatu, jaka szkoda. ÂŁucznik chyba jednak obawiał się o swoje genitalia. Jednak nie czekając na więcej, kapitan zabrał się do pierwszego cięcia delikwenta. - Czyli co, żywa lekcja anatomii? Niech będzie i tak. - odparł spokojnym głosem, zaraz zamilkł aby dodać szczypty dramatyzmu i odrobinę niepewności w umyśle bandyty. Podszedł kawałek bliżej, patrząc w oczy ofiary, szukając strachu. - Nie martw się, nie zginiesz podczas tej lekcji, przecież mamy tu teraz lekarza, jak coś to cię opatrzy. Jaj też narazie nie stracisz, może. Będą jeszcze ci potrzebne aby przysporzyć radości naszym żołnierzom. Zostaniesz przywiązany do konia za te jaja i zwiedzisz całe Kenin jeszcze raz, natykając się na twoich martwych kolegów. - i znowu nastąpiła chwila dramatu. Hetman, dzisiejszy oprawca schylił się nie co, by jego twarz była na tym samym poziomie, co głowa bandyty. Teraz odległość między ich twarzami to może z dwa centymetry. - Co byś chciał później doświadczyć? Może pogruchotamy wszystkie twoje kości żelaznym, ciężkim kołem? Zaczynając od kostek byś lepiej się bawił. Albo weźmiemy łańcuch i przyozdobimy nim i tobą jedno z drzew. W pierwszej chwili stracisz przytomność, potem powróci i będziesz się tak męczył dość długo, zobaczymy ile wytrzymasz. Albo zwykły sznur, stopniowa obniżając ciebie, aby sznur mógł coraz bardziej się zaciskać na twojej kurewskiej szyi. - Uśmiechnął się znów, nie tak jak do kunanina, bardziej jak demon z Otchłani. Zaraz spojrzał na ucho jeńca. - Ou, co to ucho tak bardzo ci odstaje? - nie czekając na odpowiedź, odsunął się kawałek i wyciągając miecz z pochwy przy towarzyszącym syknięciu. Jednym bolesnym ruchem odciął biedne ucho jeńcowi. Zakrwawione ucho wylądowało na podłodze, a polik bandyty zaczął barwić się na czerwony. - To co? Zaczniesz grzecznie gadać, czy może jeszcze to brzydkie oko ci wydłubać?

Marduk Draven:
- To było skurwysynu powiedzieć...- mruknął. - A teraz WYPIERDALAJ. I przynieś mi psubracie ręcznik, bo tak Cię pokiereszuję że jeść będziesz nogami, chodzić rękoma, żreć dupą i srać tą krzywą mordą!- dodał.

TheMo:
Młody kunanin na widok Kiellona nie przestraszył się, a zaczął się stroszyć i parskać. Widocznie poczuł się teraz pewniej.
-Kuondoka? Cóż, to jest coś, czego nie powinno się nawet wymawiać. Zwłaszcza z ust takiego kociaka.
Głaskaniem starał się uspokoić kotka, którego tak denerwował widok krasnoluda.
-Klu minwala nu uh ghywele?
Zapytał starszy kunanin w swoim wyspiarskim języku, który tutaj rozumiały jedynie trzy osoby. Wszyscy byli rdzennymi mieszkańcami Zuesh.
-Me Klaakier. Tri wolata nuu, hak nizbi i tuhla ne...
-Mówi, że nazywa się Klaakier. Poszedł na polowanie i się zgubił.
W międzyczasie kolejna ofiara Kiellona była zastraszana przez hetmana. Kropla krwi pociekła mu po policzku.
-Kurwa, jestem tylko zwykłym szeregowcem, co zachciało mu się złota! Czego chcecie?!
-Miło by było, jakbyś na początek odpowiedział na poprzednie pytania.
ÂŻeby jeszcze bardziej zachęcić gościa do rozmowy powoli wbijał mu skalpel pod paznokieć, mocno przy tym trzymając jego dłoń, by trudniej mu było się wyszarpać.
-Nie wiem! Jedni przypływają, inni odpływają. W Hesperos widziałem przedstawicieli wszystkich ras i kompanii najemnych! Tam mamy główną siedzibę. Przynajmniej szef tam ciągle siedzi. A co do moich jaj to wolałbym zachować oba.

Nawaar:
Krasnolud nie otrzymał czystej, klarownej odpowiedzi, ale mógł sobie wyobrazić co ono mogło oznaczać. W każdym razie młody kunan nadal się bał, brodatej persony kanclerza. Klaakier, bo tak się nazywał będzie musiał w przyszłości iść na terapię i opowiedzieć jak to krasnolud go uratował! I jakie przeżycia miał z tym związane, ale abstrahując od tego wszystkiego każdy miał chwilę, wytchnienia i wszystko szło nader dobrze, jednakże nie mógł się doczekać wyników przesłuchania. Biedy pojmany chłop pewnie nie raz wolał zostać zabity, aniżeli przyprowadzony i torturowany. Człowiek miał pecha, że trafił na bardziej rozmyśl jednostkę, która nie zabijała bez takiej potrzeby. - To chociaż wiemy jak się młody nazywa, ale czy wiecie gdzie was jest więcej? Ponoć jakiś ruch oporu macie albo partyzantkę? Zapytał dorosłych osobników, którzy pomimo niewoli musieli coś chociaż słyszeć na ten temat.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej