Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Zaidaan:
Maszerowanie przez całe miasto, w pełnej gotowości bojowej, z oczami dookoła głowy, żeby nie oberwać niespodziewanym bełtem trochę zajmowało. Ale w końcu dotarli do tej lepszej dzielnicy, gdzie budynki wiadomo, są zbudowane z lepszych materiałów niż chatki z portu, czy centrum. Większość i tak była zniszczona, gdzie szczyt to były 3 cegły, jedna na drugiej. Mimo to jeszcze inne budynki zachowały się o wiele lepiej niż te gruzy, w których nic nie ma. Może po prostu demony darowały te domy? Nie, to byłoby zbyt dziwne, pewnie to jest coś kolejnego w rodzaju posterunku bandytów. - Uwaga, pilnujcie się teraz. - powiedział krótko do swojego oddziału, a ci jakby schowali się za tarczami jeszcze bardziej, że ledwo za nich wystają. Emerick ruszył ostrożnym krokiem do najbliższego budynku, żołnierze będący na końcu otoczyli swoich towarzyszy, kierując swe tarcze na otwartą przestrzeń, z której mogły by paść strzały, chroniąc przy tym plecy oddziału. Reszta się schowała i czekała na dowódcę. Hetman nie czekając na zbędne ceregiele, zapukał jak to zawsze miał w zwyczaju, wyważając drzwi butem. A nawet jeśli mieszkają tu niewinni kunanie to trudno, drzwi się wymieni, ale to były rozważania na później, teraz Emerick wszedł do środka, a zanim reszta rycerzy.
W tym samym czasie dwójka eskortujących i eskortowanych dotarła w końcu do portu. Przeszukując swoim wzrokiem, odnaleźli szybciutko Themo, Evening, dwóch innych rycerzy i małego kunanina z maślanymi oczkami. Podeszli od razu do towarzystwa. Dwójka żołnierzy tupnęła w ziemię swoimi stalowymi butami, tak po żołniersku, salutując, tuż obok Themo. - Panie, jesteśmy z oddziału Hetmana, znaleźliśmy tych dwóch kunan w wieży, w której doszło do walki z bandytami, wyeliminowaliśmy posterunek, a ich uwolniliśmy. Hetman rozkazał odeskortować ich tutaj.
Odezwał się jeden z nich, a po chwili zamilkł, czekając czy kunanie, Lord Elekt, albo ktoś inny ma coś do powiedzenia.
Nawaar:
Krasnolud dobrze uczynił, że się zasłonił tarczą, a odłożył muszkiet, bo dzięki temu był w stanie zablokować jeden pocisk i sprowokować drugiego człowieka do walki wręcz. Kiellon sobie lepszej sytuacji nie mógł wyobrazić, gdyż miał szanse wygrać jeśli szybko, zareaguje.
Brodacz na początek zrobił tak, iż opuścił młot, by na chwilę skumulować energię magiczną i szarpnął telekinezą za nogę łucznika, który chciał zastrzelić paladyna. Człowiek wywrócił się na plecy upuszczając łuk wraz ze strzałą, co dało chwilę krasnoludowi na dalsze działania, a właściwie to na blok sztyletu swoją mocną tarczą. Broń sieczna prześliznęła się po stali, ale taki człowiek jest szybszy niż kanclerz w pełnej płycie, więc zadał kolejny cios, który miał dosięgnąć szyi wojownika Zartata, lecz i ten atak skończył się skutecznym blokiem, a potem Kiellon odepchnął lekko swojego przeciwnika i sięgnął po młot, umieszczając rękę w małej pętelce, potem podciągnął do góry i miał go już pewnie w swych dłoniach. ÂŁowca bandytów jednak szybko się ogarnął i ponowił atak, ale teraz nie miał szans na zabicie krasnoluda, o ile w ogóle były jakieś! Kiellon ponownie udaremnił atak, blokując swoją tarczą ostrze sztyletu, które było wymierzone w jego głowę. Kątem oka sprawdził, że drugi łucznik powoli się ogarniał! Czyli otrzepał z szoku, bo nie wiedział co go nagle przewróciło. Dlatego paladyn szybko zakończył sprawę z pierwszym człowiekiem, a zrobił to tak. Kiellon już ostatni raz zablokował atak na głowę, bo tylko to miejsce miał nie odkryte, by potem uderzyć w łapę, która trzymała sztylet. Trzask kości, ryk oraz powolne zwycięstwo krasnoluda! Jednak brodacz nie skończył na złamaniu ręki, ale szybkim dobiciu swego oponenta. W takiej zaistniałej sytuacji miał już wszystko jak na tacy. Brodacz zrobił jeszcze jeden zamaszyste, machnięcie młota, które dosięgło szczęki bezbożnika, pozbawiając go kilku jeszcze zębów, ale następny cios okazał się ostatecznym, bo ów człeczyna się przewrócił, a krasnolud uniósł do góry młot i puścił go, trafiając w czaszkę nieszczęśnika, mówiąc. - Szukaj odkupienia u Rashera! Czaszka pękła, kończąc już jego żywot. Mózg wypłynął z pęknięcia, ubarwiając ruiny na bordowo każdy kamień zaczął nabierać barwy, jakby na chwilę się zarumieniły.
Jednak nadeszła pora na kolejnego człowieka, lecz tym razem Kiellon nie zamierzał go zabijać przynajmniej na razie, więc szybko do niego podbiegł i nadepnął mu na rękę swoimi ciężkimi butami ze srebra, by ten nie próbował sztuczek ze sztyletem, ale teraz nic nie mogło mu zagrozić. Dlatego spytał się człeczyny.
- Zrób jeden dobry uczynek przed śmiercią i powiedz wszystko co wiesz na temat tutejszej sytuacji, a sprawię, że szybko umrzesz lub pójdziesz na tortury. One nie będą takie przyjazne jak mój młotek. Wybieraj!
Krzyknął, trzymając człowieka w garści. W razie próby ucieczki, użyję on ponownie telekinezy, by go znów obalić!
1x kłusownik, który jest skazany na mą łaskę.
Marduk Draven:
Marduke odetchnął, zebrał siły i wychylił się do źródła niewyraźnej rozmowy z zamiarem ustrzelenia jednego z wrogów.
Evening Antarii:
Rzeczywiście wielkie oczy kotka przybrały magiczny wygląd. Jakby iskrzyły się z radości. Evening jednak nie przejawiała takiego podekscytowania jak kunanin. Właściwie to była zła, że najpierw ją po drapał, a gdy tylko wspomniała o jedzeniu, zrobił się przesłodki i milusi.
-Kobiety może tak, ja niekoniecznie zaliczam się do grona nianiek i gospodyń domowych- stwierdziła i nie było to żadne odkrycie. Mimo wszystko jakieś tam instynkty miała, których natura nie poskąpiła żadnej kobiecie.
Wzięła w palce kawałek mięsa, taki na kilka gryzów, aby mały nie jadł zbyt łapczywie, bo nierzadko kończyło się to zakrztuszeniem. Mięso, o dziwo, wyglądało na bardzo dobre, na dodatek z sosikiem.
-Spróbuj. Pewnie nie jadłeś już dość długo- wszak nie wiadomo jakie mogły być losy tego malucha. Wyglądało na to, że on i zapewne jego rodzina, długo musieli się gdzieś ukrywać.-A później się pobawimy, jak będziesz chciał- anielica do końca nie wierzyła w to, co sama mówi. Przecież były ważniejsze sprawy do załatwienia!
W między czasie przybyli kolejni uwolnieni kunanie. Oczywiście Eve starała się zignorować fakt, że żołnierze nie przywitali się z nią. Zapamiętała też dokładnie, iż byli podwałdnymi hetman... Westchnęła i wstała z kucek. Zmierzyła przybyszów wzrokiem.
-Tu jesteście w miarę bezpieczni- odezwała się pierwsza. -Potrzebujecie czegoś, jesteście głodni?- rzuciła okiem na małego kunanina. Oblizywał słodko swój pyszczek po zjedzonym mięsie. Eve uznała, że najpierw należy udzielić potrzebnej pomocy, a potem wypytać kunan o sytuację, której doświadczyli.
TheMo:
//Emerick
Drzwi dość łatwo popuściły. Wnętrze domostwa było w podobnym stanie co miasto. Powywracane meble, ślady łap i butów na podłodze, porozrzucane naczynia i rozbite szkła. Wszystko doprawione kurzem. A to dopiero był przedsionek.
//Marduke
Dalej nie usłyszałeś rozmowy. Za to jakieś 50 metrów od ciebie znajdowało się dwóch niziołków w pozycji bojowej i czekających na coś.
2x kurdupelek
//Kiellon
ÂŁucznik ciężko przełknął ślinę i trochę się zbierał, żeby coś powiedzieć. W końcu przemówił
- Czyli podobnie jak szef. Więc dla mnie żadna różnica.
//Statek
Themo przyglądał się jak malec zajada. Wtedy to przybyli kolejni. Byli nieco zdezorientowani całym widokiem tego, co się dzieje w porcie.
-Marynarzu, jedzenie, apteczka i nowe ubrania dla naszych gości.
Podwładny szybko poleciał po zaopatrzenie. Mały kunanin kiedy ich zobaczył aż miałknął z radości.
- Dziękujemy wam. Strasznie jesteśmy zmęczeni i chcielibyśmy chwilę odpoczynku.
Lord elekt wysłuchał ich i nakazał ręką wrócić żołnierzom do swoich obowiązków, by dłużej nie drażnili anielicy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej