Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (61/109) > >>

Marduk Draven:
- Nie wiemy. Wpierw rzucił w tą pijaczynę... to jest Kiellona kamieniem, a gdy marszałek chciał z tym małym pogadać, to uciekł. Kiellon go złapał w dość nieprzyjazny sposób.

TheMo:
//Emerick
- Możemy przewodzić, ale nie wiemy gdzie się nasi teraz podziewają. Ale postaramy się wam pomóc. Jeśli możemy się tak odwdzięczyć. Jeszcze raz dziękujemy.
I wyszli z lochów, po czym w eskorcie żołnierzy udali się w stronę portu.
//Marduke i Kiellon
Na miejse z którego Kiellon się przemieścił spadły dwie strzały. Wystrzał jednak zwrócił czyjąś uwagę. Marduke po przemieszczeniu się do kolejnej osłony usłyszał z drugiej strony murku szczęk ładowanej kuszy.
//Statek
Themo złożył dłonie na piersi i przypatrywał się próbom uspokojenia kunanina. Ten na chwilę się przestał szamotać. Czy to z braku sił, czy taki wpływ Evening, on sam wiedział. Jednak gdy zbliżyła dłoń szybko ją drapnął swoimi pazurkami. Lekkie zarysowania natychmiast się zagoiły.
-Widocznie jedynych ludzi jakich spotkał w swoim życiu, byli wrogo nastawieni. Stąd ta niechęć. I Zartat wie jak go potraktowaliście. Goniąc i łapiąc jak szczura?
Tutaj obdarzył dwójkę rycerzy groźnym spojrzeniem.

Zaidaan:
- Do zobaczenia. - Rzucił jeszcze na pożegnanie uwolnionej dwójce, a ci zniknęli po chwili z pola widzenia. Odwrócił się następnie do żołnierzy, którzy zaczęli brać swój ekwipunek i przygotowywać na dalszą podróż. - Oddział, za mną. - powiedział nie za cicho, nie za głośno. Tak żeby go dobrze usłyszeli. Uniósł rękę w górę i odwracając się na pięcie ruszył przed siebie opuszczając swoją rękę wskazał na drzwi wyjściowe z wieży. I tak oddział Hetmana ruszył w kierunku górnego miasta, najbogatszej części, ale teraz równie biedną co reszta miasta. - Tym razem trzymać broń w pogotowiu i nie dać się zaskoczyć. - powiedział w marszu wyciągając miecz, zaraz za nim reszta żołnierzy trzymała broń gotową do użycia, oraz tarczę którymi mogą się szybko zasłonić. Oddział zaczął iść do przodu rozglądając się przy tym bacznie, żeby nikt nie został ranny, albo co gorsza zabity.

Evening Antarii:
Draśnięcie, jak po pazurach zwykłego kota, nie było jakoś szczególnie bolesne, ale przyjemne też nie. Na szczęście zadrapania zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. Eve starała się nie pokazywać swojego niezadowolenia. Mimo wszystko oczekiwała milszego powitania.
Zniesmaczona wstała i odsunęła się o krok. Z góry zmierzyła kunanina wzrokiem. -Więc nie wie, że gdyby nie pomoc innych istot, wciąż panoszyłyby się tu demony?- w jej głosie dało się słyszeć nutkę wrogości. Albo zwyczajnego niezrozumienia.
-Widocznie sobie zasłużył- anielica próbowała bronić brata z organizacji.

Marduk Draven:
-  My nie interweniowaliśmy. Marszałek chciał go uspokoić, lecz Kiellon przygniótł go do ziemi, gdy uciekał.- rzekł jeden z rycerzo do Themo.- Mały jest, nie rozumie jeszcze świata panienko.- odrzekł drugi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej