Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Krasnolud tak jechał, rozglądając się na boki według polecenia przełożonego, ale nic nie było same gruzy jak wspomniał wcześniej. Tutaj na bank piraci się nie ukryli. Jednakże, Kiellon nie przestawał mieć nadziei na jakąś większą bitkę, bo konfrontacja z kotem nie była zbyt epicka i nikomu nie zapadnie ona w pamięć! Kanclerz już lekko znużony tym wszystkim, powoli się rozleniwiał, ale nie z powodu wypitego alkoholu po prostu z nudów. Nagle jak grom z jasnego nieba ukazał się towarzyszą dym, który mógł wskazywać położenie piratów. - Rozkaz. Brodacz wykonał, zwrot konia, który ruszył w kierunku kłębu dymu w międzyczasie przeładował swoje pistolety, komentując jeszcze coś. - Jeśli to piraci to głupio postąpili, żeby tak łatwo dać się odnaleźć. Dziwne. Tak dla niego w rzeczywistości ta sytuacja wyglądała, bo była jakaś inna i nietuzinkowa.
TheMo:
//Emerick
Przez kraty zauważyłeś dwójkę kunan siedzących pod ścianą, którzy nawet nie zareagowali na wasze wejście.
//Marduke i Kiellon
Jadąc w stronę dymu ktoś wystrzelił bełta w waszą stronę. Minął o włos Marduka i trafił w jadącego za nim rycerza Bractwa prosto w głowę. Postrzelony upadł na ziemię pod wpływem pocisku. W pobliżu nikt nie dostrzegł żadnego wroga.
//Statek
Themo zakończył operację i udał się za rycerzami z kunanem. Dotarł z nimi do Evening i pierwszy zabrał głos.
-Możecie mi wyjaśnić gdzie znaleźliście tego kunanina i czemu jest taki niespokojny?
Nawaar:
Towarzysze w zwartym szyku jechali w stronę kłębu dymu i nic nie wskazywało na to, że coś złego może się dziać. W każdym razie przez pierwsze pokonane metry. Wtedy ni z dupy ni z pietruchy poleciał bełt! Pocisk dosłownie musnął głowę Marszałka, Bractwa ÂŚwitu, by zatopić się w czaszce jednego z rycerzy zakonnych. Krasnolud zatrzymał natychmiast konia, kiedy martwe ciało upadło na ziemię, tak głucho. Brodacz nie mógł się zorientować skąd padł pocisk, ale jedno było pewne musiał przelecieć spory dystans, bo nawet strzelca nie było widać! - Skurwysyny! Marduke całyś jest? Zapytał pewnie oszołomionego człowieka jak on sam, ale teraz musiał zachować zimną krew i przygotować kolejne rozkazy. - Zapłacą za to! Rozkazy!? Bo zaraz nas wystrzelają jak kaczki. Zakrzyknął brodacz w nerwach, wyciągając oba pistolety, lecz nie wiedział do kogo mógłby celować, ale to nie zmieniało faktu, że rozglądał się cały czas!
Zaidaan:
Jak się okazało, za kratami siedzieli zniewoleni kunanie. Przypuszczenia okazały się trafne, właściwie to nawet głupi by wiedział, że coś jest na rzeczy i wiadomo kto jest więźniem tego lochu. Emerick nie pojmował tego co tu się dzieje, ten ból, brak nadziei na wolność i na powrót do domu. W jednej chwili ogarnęła go złość i chęć zemsty na bandytach, a jednocześnie współczucie dla tych kunan. - Niech no ja dorwę tego H, albo innego sukinsyna.. - szepnął pod nosem, obserwując dwóch więźniów, tak przybitymi i przerażonymi, oraz zszokowanymi. Zaraz odwrócił się do żołnierzy i zawołał. - Otworzyć te cele, w jakikolwiek sposób! - a valfdeńczycy zaczęli wykonywać rozkaz dowódcy próbując na różne sposoby otworzyć kraty, a sam Emerick także zaczął szukać jakiegoś sposobu na wyzwolenie kunan. Przypomniał sobie o kluczyku i spróbował nim otworzyć kraty.
Marduk Draven:
// [member=25802]TheMo[/member] można prosić o dokładniejszy opis miejsca? W sensie tego, gdzie są jakieś osłony?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej