Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Zaidaan:
Chwila minęła, a od razu jeden z żołnierzy coś znalazł. - Lochy? Prawdopodobnie mogą tam być uwięzieni kunanie. - Emerick wstał tak gwałtownie, że aż krzesełko które wcześniej podniósł do siedzenia, wywróciło się z powrotem. - Niech ktoś się zajmie przeszukiwaniem ciał, może któryś z nich ma klucze, a reszta niech nie przestaje szukać, niech oglądają się też za kluczami. - zrobił malutką przerwę i poprawił pas. - Prowadź żołnierzu. - i ruszył za żołnierzem w miejsce gdzie znajdują się lochy, a jakaś trójka zaczęła przeszukiwać ciała zabitych, gdzie pozostała część żołnierzy dalej zajmowała się przeszukiwaniem wieży, a nuż może znajdą klucze albo coś innego. W międzyczasie ranny z eskortą był coraz bliżej portu i nie przestawali iść w tamtą stronę.
Marduk Draven:
- Wy dwaj.- wskazał dwóch rycerzy.- Weźmiecie go na galeon, po czym oddacie go pod opiekę panience Antarii. A potem wrócicie do nas. Kierujemy się do górnego miasta.
- Tak jest, marszałku.- odrzekli.
Marduke podszedł do kunanina, pochwycił go zdecydowanie, tak by nie uciekł, ale także w sposób taki by mu nie uciekł, po czym przekazał go dwójce wskazanych rycerzy. Jeden z nich złapał go tak, by uniemożliwić mu wyrwanie się i pojechali.
Paladyn wsiadł na konia.
- Do górnego miasta.- zarządził i pojechał.
Nawaar:
Marduke nie czekał, tylko podjął szybko decyzję! Być może złą, ale nie jemu oceniać czy była ona słuszna, może mały kunan coś im powie na galeonie. W każdym razie oddał dziecko w opiekę dwóch rycerzy, którzy mają rozkaz przekazać je Evening. Paladyn żałował, że tego nie zobaczy to zaskoczenie na jej twarzy będzie pewnie zabawne w cholerę, a brodacz miałby co opowiadać innym towarzyszom. Jednak i tak pewnie się nie raz uśmiechnie, wspominając tą chwilę. Kiellon dotknął miejsca, gdzie oberwał kamieniem, ale krew już przestała się sączyć, tylko pozostał guz, który irytował jego właściciela, bo powoli nabierał sinego koloru, ale z tym również nic nie zrobi wtedy padły następne polecenia, by jechać dalej. Krasnolud dosiadł swego konia i ruszył w stronę górnego miasta pewnie tak samo zniszczonego jak reszta tutejszych budowli. Normalnie masakra. Trzeba by całe miasto krasnoludów, żeby przywrócić to do normalnego stanu. - Zawsze jeden obywatel uratowany. Wtrącił jadąc za Mardukiem, żeby przełamać tą chwilę ciszy i skupienia.
TheMo:
//Emerick i Torstein
ÂŻołnierze wzięli się za przeszukiwanie ciał. Hetman z kolei poszedł osobiście obejrzeć drzwi do lochów. Po zejściu ze schodów zobaczył wielkie, stalowe drzwi z solidnym zamkiem, pozbawione klamki. Po chwili zjawił się żołnierz z jakimś kluczem.
- Znaleźliśmy to przy tym opancerzonym.
//Kiellon i Marduke
Rycerze wzięli szamoczącego się ze wściekłości młodego kunanina i z trudem go we dwójkę utrzymali. Z takim zakładnikiem udali się do portu. Reszta z kolei udała się w stronę górnego miasta. Krajobraz nawet się nie zmienił. Tylko zabudowania były rzadsze.
//Statek:
Ranny żołnierz został doprowadzony do miejsca zbiórki. Szybko wezwano Themo, by go opatrzył. Ten zjawił się ze swoimi zestawami i rozpoczął operację. Na początek podał rannemu napar z maku. Dobrze, że pomyślał o apteczce na statku. Następnie złapał za bełt szczypcami i zaczął go delikatnie piłować piłką, która służyła do kości. Jednak z drewnem też sobie radziła. Kiedy to zrobił było łatwiej zdjąć naramiennik i przeprowadzić operację. Ostrożnie rozciął ranę jeszcze bardziej, by przy wyciąganiu pocisku nie poszarpać rannego bardziej. W końcu usunął ciało obce z rany i odkaził ją. Następnie wziął igłę i nić i wziął się za łatanie żołnierza.
Zaidaan:
I gdy żołnierz zaprowadził swojego dowódcę na miejsce, faktycznie były tam wielkie, trudne do ruszenia drzwi, w dodatku ze stali. Oby się klucz znalazł, bo inaczej bez jakiegoś taranu, czy czegoś innego zajmie otwieranie tego o wiele dłużej. Choć samym taranem byłoby ciężko. Na szczęście jeden z żołnierzy znalazł klucz, ale w sumie jeszcze nie wiadomo czy to jest ten, którego tak szukają. - Daj mi go. - wyciągnął ręke po klucz, a żołnierz dobrowolnie go oddał. - Dobrze się spisaliście, ale żeby sprawdzić czy to ten to musimy wpirew otworzyć drzwi. - pogratulował i poinformował swoich ludzi. Następnie odwrócił się do drzwi i włożył kluczyk do zamka, przekręcił ten właśnie klucz i złapał za klamkę sprawdzając czy się otworzyły. Oczywiście ostrożnie, bo nie wiadomo co jest po drugiej stronie.
W międzyczasie dwójka rycerzy patrzyła jak Themo leczy ich kompana.
- Ah. To wszystko przez tych kuszników. Okropna broń. Właśnie wyruszyliśmy w głąb miasta i natknęliśmy się na wieże. Z góry ktoś wystrzelił i postrzelił naszego. Na szczęście to nic poważnego. A z bandytami z wieży się rozprawiliśmy, pewnie to był jeden z tych posterunków, o których mówił hetman. Zanim wyszliśmy, usłyszeliśmy że znaleziono jakieś ciężkie, stalowe drzwi. Ciekawe co jest za nimi. My też będziemy właściwie zaraz wracać do wieży. - wygadał się jeden z nich kapitanowi rejsu, zerknął na swojego towarzysza, a potem na rannego. Poczekał jeszcze co mu powie Themo.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej