Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Zaidaan:
A więc Emerick wyszukał wszystko co w kajucie było najważniejsze. Odwrócił się i wraz z ważnymi informacjami i skrzynką rumu wyszedł z kajuty, a potem po trapie zszedł z fregaty i po raz pierwszy jego stopa dotknęła zueshkiej ziemi. Rozejrzał się chwilę po porcie, jak reszta żołnierzy i załogi, która miała pomóc kunanom w powrocie do normalności, rozstawiała się już jako tako. Długo jednak tak nie patrzył. Próbował odszukać Themo, jednak tutaj go nie było, o dziwo, nie zobaczył anielicy, która jest już chyba po operacji i ma się dobrze. Postanowił w takim razie wejść na galeon, a potem od razu udać się w stronę kajuty kapitana. To było pierwsze miejsce gdzie miałby zacząć szukać. Od razu po wejściu odłożył skrzynkę gdzieś z boku, bo tak. Nie miał gdzie indziej jej schować, ale zobaczył w kajucie, tego kogo szukał. Nawet jeszcze Marduke'a i Kiellona. - Sprawdziłem kajutę kapitana tej fregaty. Z wyjątkiem skrzynki rumu znalazłem cząstkowe informacje. - Zwrócił się do wszystkich trzech, teraz zrobił przerwę by wyciągnąć te wszystkie papiery. Podał mapę jak i kopertę z korespondencjami kapitanowi Themo. - Z tego co tu wyczytałem to Kunanie organizują partyzantkę na wschodzie, przy okazji próbowali zahaczać o miasto. Ten tajemniczy "H." wspomina też o jakiejś wymianie na Ghuruk. A ta druga kartka to tego kapitana, którego zabiłem, wychodzi na to że pisał na żywo i w końcu atrament się rozlał na kartkę. Ledwo co tu się da wyczytać. - zamilkł w końcu i czekał na reakcję towarzyszy.
Nawaar:
Krasnolud patrzył sobie na plażę, malownicze morze, ale jakoś go to znudziło. Brodacz powalczył sobie i odpoczywał, przed następnymi wypadami, jednakże coś zwróciło jego uwagę! Powrót Emericka z pełną skrzynką alkoholu! Takiego rarytasu nie mógł sobie odmówić wszak jak się inni rzucą to dla niego nie starczy a chciał być pierwszy! Dlatego wzrokiem odprowadził człowieczynę wzrokiem, by za chwilę ruszyć za nim! Kiellon sądził, że skoro nie słychać krzyków, wrzasków oraz lamentów mógł się przy okazji dowiedzieć jak ma się pani kanclerz bractwa świtu. Paladyn stanął za hetmanem, który podzielił się fajnymi informacjami. - Jak się miewa panienka? Zapytał w sumie retorycznie, bo wszak istoty anielskie praktycznie nie dało się zranić, ale troska była tutaj na miejscu! Krasnolud następnie wrócił do akcji kunan, którzy sobie nawet dobrze radzili! - Dobrze, że żyją. Odpowiedział z ulgą i wcześniejsze wyobrażenia, przeminęły. - Długa droga przed nami, ale przynajmniej mamy komu pomagać inaczej trzeba, by ich zamknąć w klatach i pokazać dzieciom jak wyglądała ta rasa kiedyś. Dziwnie zażartował dla rozluźnienia atmosfery, bo tak mogło być, gdyby demony zrobiły naprawdę swoje a piraci dokończyli dzieła. Jednak nie wiedział jakie są rozkazy oraz czy można jedną buteleczkę sobie wziąć na przechowanie. Dlatego patrzył na skrzynkę nerwowo, ale nikt tego nie mógł zobaczyć, bo za duży tłok się zrobił.
TheMo:
-Rum zostaw tutaj. Przynajmniej będzie czym świętować. A co do tych kartek - tutaj odebrał listy od Emericka, uważając by nie pobrudzić się atramentem -to mamy potwierdzenie, że ktoś się tutaj nieźle zadomowił.
Doczytał dokładnie co jest wypisane w listach.
-Czyli mają jeszcze posterunki na mieście. Trzeba ich powybijać, potem skontaktować się z partyzantką. Emerick, dowodzisz drugą grupą. Obaj z Mardukiem macie zrobić porządek w tym mieście. Weźcie tylu ludzi, ile uznacie za stosowne. Wiedzcie jednak, że przemarsz całej armii nie pozostanie niezauważony wśród bandytów.
Zaidaan:
Po wysłuchaniu słów dowódcy tej ekspedycji i po otrzymaniu od niego rozkazów, odezwał się. - Rozumiem, zaraz zabiorę się za zorganizowanie oddziału i znalezienia tych posterunków. - Wyprostował się tak, że bardziej wyprostowanym się być nie dało i zasalutował jak to należało. - Do zobaczenia. - Pożegnał się z towarzyszami i odwrócił się na pięcie, ale wyjść nie mógł, bo na jego drodze stanęła, srebrna mini-forteca z brodą. Emerick chwilę zdumiony zaraz sobie przypomniał, że przecież za nim stał Kiellon. Tak nie wiedząc za bardzo jak tu się wydostać, chwilę się tak poruszali aż w końcu mógł normalnie wyjść nie wyciskając się jakoś nadzwyczajnie. Zaraz po tym ruszył szybkim krokiem z kajuty i po trapie zszedł ponownie na ląd. Rozejrzał się po żołnierzach i poszukał jakiegoś oficera, lub kogoś kto ma choć trochę łeb na karku, podszedł od razu do niego nie zwlekając. - Witajcie żołnierzu. Zorganizujcie dwunastoosobowy oddział. Potrzebuję ludzi do grupy na rozkaz generała Themo, która wejdzie w głąb miasta, znajdzie i rozprawi się z posterunkami wroga. Czekam. - wydał napotkanemu żołnierzowi rozkaz, a teraz wyczekiwał w spokoju, aż ów żołnierz zorganizuje ludzi.
Nawaar:
Krasnolud również wysłuchał rozkazu, ale z nietęgą miną, bo alkohol zostanie rozdany dopiero po walce. Jednak nie to było najgorsze, gdyż kapitan nie wziął pod uwagę tego, że brodacz też by się nadawał na dowódce. Widocznie Themo jako dowódca bękartów wolał obstawić swojego człowieka nim zastąpić go drugim z bractwa! Kiellon nie reagował na to, ale jego umysł się rozjaśnił. Dlatego, że może na posterunku znajdą jakiś alkohol, ale żeby on był legalny. W każdym razie już miał się wycofać do tyłu, kiedy to hetman mu przeszkodził! Przeciskając się pomiędzy nim a brodaczem, co to trochę wpieniło jako, że w takiej zbroi poruszanie się na boki było ciężką sprawą, jednak człowiek przeszedł za nim ruszył krasnolud. Paladyn na razie nie został wybrany do ekipy "sprzątającej", ale liczył na to, iż Marduke weźmie swojego brata zakonnego do ekspedycji! Jeśli jednak, by tak się nie stało to poszedłby sam szukać szczęścia w pogromie pirackiej hołoty mimo, że nie padł taki rozkaz a paladyn mógłby się przydać i to bardzo nawet. Dlatego oczekując Marduke, Kiellon zaczął ładować swoje pistolety one się bardziej przydadzą niż muszkiet, więc tu wsypał proch za chwilę włożył kulkę i czekał cierpliwie, marząc o chociaż łyku alkoholu na tej gorącej wyspie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej