Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (40/109) > >>

Zaidaan:
Emerick coraz to ciekawsze rzeczy się dowiadywał, to że już dobrze wiedzieli o nadpływającym galeonie, cóż. Trudno aby taki wielki okręt umknął czyjejś uwadze, w dodatku kunańska partyzantka na wschodzie zaczyna powoli podgryzać piratom Kenin, co dobrze wróży! Jednak równie ciekawy był tekst o jakiejś wymianie na Ghuruk, tylko czym oni mieliby się wymieniać z orkami? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Może z czasem dowie się więcej, ale był zadowolony, że to on znalazł te wszystkie informacje, a nie ktoś inny! Szkoda tylko, że ta plama atramentu tak bardzo pobrudziła kartkę, przez co mało co dało się wyczytać z tej nie wysłanej jeszcze korespondencji. No cóż, więcej już nie mógł poradzić. Włożył kartki z powrotem do koperty i włożył za pazuchę, tak samo zrobił z mapą. Zaczął ją zwijać badając krótko wzrokiem półkę, czy nie ma na niej czegoś ciekawego, po zrolowaniu mapy, schował ją tam gdzie kopertę. Strzelił karkiem i ruszył w kierunku skrzynki z rumem. Podniósł ją i jeszcze przed wyjściem rozejrzał się po kajucie kapitana, czy wybadał te najważniejsze rzeczy.

Evening Antarii:
-To przez to, że dawno nie walczyłam- usprawiedliwiała się anielica. Ogólnie było jej głupio, więc tylko spuściła wzrok i cierpliwie czekała, aż Themo dokończy zabieg. Napar zaczął działać, więc dziewczyna była wdzięczna Zartatowi, że więcej nie musiała cierpieć. Gdy tylko kula została wyjęta z ciała, rana powoli, ale widocznie, zaczynała się zasklepiać.
Evening odwróciła głowę i spojrzała na pobrudzone skrzydło. Cóż, będzie musiała poczekać na dogodniejsze warunki by zażyć trochę higieny i prowizorycznie naprawić ubrania. Wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście. Włosy rozczochrane, ubranie rozdarte i brudne... Godny pożałowania widok.
Wstała z "krzesełka operacyjnego" i ładnie podziękowała za zabieg. Na jej ramieniu w tym czasie pojawiła się już blizna, która powoli znikała.

Marduk Draven:
- Odpocznij.- poradził anielicy- Zajmę się Bractwem.- dodał, jakoby chciał ją zapewnić, że sobie poradzi. Otworzył jej drzwi i puścił ją pierwszą, tak jak przystało.- Themo, kiedy wyruszamy?

Evening Antarii:
-Nie wątpię. Przyjdź później jak będzie chwila wolnego, chcę porozmawiać- powiedziała i wyszła po trapie na ląd. Tam rozpostarła skrzydła, by sprawdzić, czy jej coś nie boli w okolicy niedawnej rany. Wszystko było jednak w porządku. Prócz jej wyglądu oczywiście. Ale to chwilowe. Zapewne wyglądała teraz jak "miotła", jakby to określił pewien wampir.

TheMo:
W kajucie oprócz łupów był jeszcze kałamarz z rozlanym atramentem. Eve nie odczuwała już żadnego bólu od czasu podania naparu. Tym bardziej, że rana dość szybko się zagoiła dzięki jej anielskim umiejętnościom.
-Kiedy wyruszamy? Właśnie przejmujesz dowodzenie nad jedną z grup wywiadowczych. Weź kogo ci trzeba i rozeznajcie się w okolicy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej