Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (31/109) > >>

Nawaar:
- No w końcu! Warknął krasnolud, który był gotowy do boju już od dawna. - Dobra robota kapitanie! Teraz my zajmiemy się resztą, nie panowie? Zapytał retorycznie i tak oto rozpoczął się abordaż i nadal ekipa galeonu "Evening" była w lepszej pozycji i na pewno zwyciężą, kiedy trupy będą się ścielić. - Za alkohol! Krzyknął jeszcze raz i rozpoczął atak a wybijać było co.
    Kiellon oczywiście nim ruszył do walki wręcz, postanowił najpierw jednak oddać strzał, więc na spokojnie sobie, przymierzył w nadbiegającego pirata, który chciał przeskoczyć na jednostkę pilnowaną przez brodacza. - Po moim trupie. I wystrzelił, naciskając spust muszkietu. Fuzyjka jak zawsze wystrzeliła i zapewniła mu przewagę na dystans, kłąb dymu lekkie hukniecie, a pocisk został wypuszczony. Kula poleciała w kierunku prostym, trafiając nic nie świadomego pirata bezpośrednio w tors. Pocisk zatopił się w klatce piersiowej nie osłoniętą niczym i już było wiadomo, że to trup na miejscu, ale najpierw było pewne widowisko, bo ów mężczyzna złapał się za pierś, zrobił kilka kroków w tył, zahaczył o burtę i spadł, ostatni raz wrzeszcząc z bólu. - Nie zadziera się z nami! I splunął na pokład galeonu dla lepszego efektu.
    Krasnolud odłożył muszkiet na plecy, dobył tarczy i młota, biegnąc już do przodu w okolice trapów, bo tam zrobiło się zbiegowisko. Paladyn w płytowej zbroi miał znacznie większą przewagę, bo mógł zawsze lekko popuścić wodzę fantazji i przyjąć na siebie kilka ciosów, jednakże najpierw walka, więc na początek doskoczyło do niego dwóch dryblasów z mieczami, którzy wydali na siebie wyrok! Krasnolud blokował ich ciosy, parując swą tarczą i kontrując ciosy swym młoteczkiem. Kanclerz jako jedyny z brodacz prezentował ten zacny lud na placu boju, więc poradził sobie w końcu w taki sposób. Zbił tarczą miecz, który miał zadać mu pchnięcie na głowę następnie się obrócił i przygrzmocił piratowi w rękę, która trzymała miecz. Trzask kości przedramienia zdało się na spokojnie usłyszeć, potem upadek miecza i przeraźliwy krzyk! Jednak to nie wytrąciło krasnoluda z boju, ale przynajmniej wyeliminował na chwilę zbira, ale drugi nie próżnował i doskoczył do Kiellona, który otrzymał cios na korpus. Ostrze miecza zjechało po srebrnej zbroi nic nie robiąc krasnoludowi. Dziękuję tatko. Pomyślał i wyprowadził kontratak, który wyglądał następująco. Paladyn to zrobił wprost i potężnym zamachem z prawej do lewej uderzył w dłoń pirata, który się jeszcze zbierał po poprzednim ciosie. Miecz wypadł, dłoń złamana i pozostało szybkie dobicie czyli, upuszczenie młota na dół i porządne pociągnięcie z dołu do góry, trafiając człowieka prosto w szczękę ten wyskoczył i upadł, obalając się na pokład bez zębów, ale wciąż żył. Kiellon nie czekał dłużej, tylko doskoczył do niego i dwoma silnymi uderzeniami w czaszkę pirata zakończył jego żywot w mgnieniu oka. Młot zdobiła krew oraz mózg lekko szpecąc wygląd tak wspaniałego oręża. Jednak pozostał drugi pirat, który się ocknął, ale walczyć dalej nie chciał, lecz ten drań uciekał na klęczkach. Krasnolud wolnym krokiem z racji noszenia zbroi, dopadł go i wykończył, odkładając tarczę, obrócił jego głowę i uderzając obuchem w potylicę. Czaszka pękła, ukazując mózg, bo czaszka nie wytrzymała takiego uderzenia a zawartość głowy wylewała się nawet przez oczy! Okrutnie się zachował paladyn Bractwa ÂŚwitu, ale tak musiało się stać! Gniew go już opuścił, gdy zostawił zwłoki, które padły bezwładnie na pokład galeonu. Brodacz schował młot i tarczę, by skupić się na chwilę.
    Krasnoludowi minął gniew, ale walka trwała nadal, jednakże przed następnym atakiem zastanowił się czy użyć mocy jaką, obdarzył go sam Zartat! Rozterki były wielkie, gdyż magia była potężna i miała służyć zabijaniem potworów mrocznych potworów rodem z otchłani. Jednak Zartat był bogiem, który nie przebacza wrogom a pomoc przyjaciołom w wyeliminowaniu złych ludzi powinna, oczyścić jego sumienie prawda? Dlatego postanowił użyć mocy Zartata, brodacz zebrał w sobie pozytywne myśli, pobrał energię magiczną ze swojej duszy i wypowiedział inkantacje pocisku esencji. - Izeshar! Wykrzyknął a w jego dłoni pojawiła się kula życiodajnej energii, która teraz będzie odbierać życie! Kiellon miał już cel czyli kolejnego pirata walczącego z rycerzem bractwa  i to na niego skierował pocisk, manipulując nim za pomocą telekinezy. Magiczna kula trafiła bezpośrednio w głowę człowieka, wypalając dziurę i pozostawiając popiół. Szyba śmierć bez ekscesów, ale życie zakonnika uratowane. Następnie brodacz znów zaczerpnął energię z duszy póki mu jeszcze jakaś została i ponowił inkantację pocisku esencji. - Izeshar! Ponownie w dłoniach pojawiła się kula bladoniebieskiej energii. Krasnolud się nie już pieprzył i posłał kolejny pocisk za pomocą telekinezy a on bezbłędnie trafił w pirata, nadbiegającego na niego ze sztyletem i mieczem w dłoniach, ale miał pecha, gdy pocisk trafił go w serce, robiąc fajną dziurę w klatce piersiowej. Kolejna szybka śmierć i trup na miejscu. Krasnolud władał już wszystkimi aspektami, ale wciąż mu brakowało wprawy. - Mój bóg nikomu nie wybacza! Wykrzyknął jeszcze, żeby uspokoić sumienie, jednakże na razie skończył się pojedynkować, bo mocy magicznej mu zabrakło, ale cofnął się trochę do tyłu i zaczął ponownie ładować muszkiet. Kula tam, proch tutaj i powinien się wyrobić na następną akcję.

Pozostaje 39 żelaznych pocisków

14xPirat
         

Marduk Draven:
Nastąpił abordaż. W końcu to on - paladyn i podwójny marszałek mógł się czymś zająć. Rozerwać, a przy tym przysłużyć się światu i kunanom. Kilku żołnierzy postąpiło na pokład wroga. Rycerz Zartata dołączył do kilku wojowników boga światła, którzy ruszali na pokład wrogiego statku
- Zygfryd, Marlon, niech nas nie okrążą, jesteście moimi obrońcami flanek.- zarządził-  Za Zartata, Valfden i Kunan!- zawołał.
I tak o to dwójka rycerzy i paladyn wbili się w piratów, rąbiąc i uderzając swym orężem. Zygfryd, ten po prawej walczył buzdyganem i tarczą. Jeden z piratów zaatakował go mieczem. Rycerz zablokował tarczą, a pirat podstępnie dobył sztyletu, którym chciał dźgnąć między kraty przyłbicy hełmu oponenta, Zygfryd jednak nie dopuścił do tego, odpychając od siebie zbira i nacierając buzdyganem w potężnym ataku od góry w głowę bandyty. Ten spróbował zablokować mieczem, jednak obuch złamał klingę i zmiażdżył kości czaszki i mózg pirata, którego bezwładne ciało padło. Z głowy lała się gęsto krew.
Marlon z kolei posługiwał się młotem i tarczą. Natarł także i na niego bandyta morski, tnąc wściekle mieczem w bok rycerza. Ten przyjął cios broniąc się drzewcem młota i zdzielił tarczą w bok zbira, który zachwiał się. Marlon zaatakował od prawego górnego skosu, lecz pirat szybko odzyskał równowagę i odskoczył, by po chwili zaatakować znów. Jednak i to mu się nie udało, gdyż Marlon przyjął cios znowu na swą broń i zdzielił wroga tarczą. Tym razem ten upadł. I choć próbował się wywinąć, rycerz dobił go, miażdżąc mu pierś uderzeniem młota.
Marszałek bractwa i marszałek koronny w jednym nie radził sobie gorzej. Zaatakował go jeden psubrat, dzierżący w prawej ręce miecz, a w lewej sztylet. Mieczem ciął celując w głowę lub ramię paladyna. Marduke bez problemu zablokował cięcie swą szablą, lecz pirat nie ustępował. Gdy klingi się zwarły, zaatakował sztyletem, chcąc zatopić go w szyi wojownika Zartata. Jednak i tym razem paladyn nie dał się tak łatwo. Złapał pirata za nadgarstek w chwili gdy ten próbował dźgnąć. Chwilę się tak siłowali, póki Marduke zauważył kątem oka innego pirata, który biegnie na ratunek swemu kumplowi. Wojownik uderzył głową na której miał hełm w czoło pirata, a tak zachwianego kopnął pancernym butem w brzuch, powalając chwilowo na ziemię. W tym czasie zaatakował ten drugi, rabiąc mieczem, machając nim przy tym jak debil. Szlachcic blokował bez problemu każdy cios, lewą rękę trzymając po szermiersku za plecami. Ostrza się skrzyżowały ze zgrzytem.
- Machasz waść jak cepem.- rzucił obelgę do pirata. Ten spróbował dobyć sztyletu, lecz Draven odepchnął go od siebie, przerywając wyciąganie sztyletu, który wypadł mu z ręki. Dwaj piracie podnieśli się ziemi i zaatakowali, jeden zamaszyście od góry, drugi ciął od lewego boku. Nie było mowy o uniku, ostrze trafiłoby jednego z kompanów marszałka. Nie mógł też blokować, drugie ostrze by go dosięgło... chyba że zaryzykuje pewien manewr. Zadał cios, ale nie w ciało, nie w przeciwnika. Uderzył szablą w miecz tego pirata, który ciął od góry, w momencie gdy broń spadała ku jego hełmowi. Udało mu się. Cios był pod takim kątem, że jeden bandyta uderzył miecze w broń drugiego, wybijając się z rytmu nawzajem. Wpadli na siebie. Marduke wykorzystał to. Ciął szybko i pod kątem w szyję jednego z piratów, rozcinając jego gardło jak kartkę papieru. Krew bluzgnęła szkarłatną fontanną na twarz tego drugiego, oślepiając go na kilka sekund. Draven wykorzystał to użył nowo nabytej umiejętności. Telekinezą podciągnął do siebie pirata, nabijając jego klatkę piersiową na ÂŻniwiarza. Szybkim ruchem wyszarpał broń z ciała, które padło, tak jak ten z rozciętym gardłem.

10x pirat

Zaidaan:
Gdy Emerick pozbył się pirata, wyrzucając go za burtę, reszta też dawała sobie radę robiąc psubratom krwawy koszmar. A, że Emerick nie lubi zwlekać ruszył od razu do kolejnego szczura, który już więcej sobie nie popływa tą fregatą. Akurat podszedł gdy dwóch piratów walczyła z jednym z marynarzy królewskiego galeonu. Z impetem wparował między dwóch piratów, a wilka morskiego. Dwóch bandytów zaskoczyła się nieco gdy dla już pewnej ofiary, nadeszła odsiecz, ale nie znaczyło to że piraci stracili ducha walki, co to to nie. Jeden z mieczem spróbował ciąć Hetmana od dołu, w międzyczasie gdy drugi ze sztyletem i mieczem atakował marynarza, mieczem z boku a sztyletem od góry. Emerick szybko kopnął tego z dwoma brońmi w biodra, co spowodowało utratę równowagi przez niego co umożliwiła marynarzowi atakować. Ale Emerick też się musiał obronić, żeby nie stracić teraz w takiej sytuacji życia. Obronił się szybko, stal otarła się o siebie, a potem Emerick wyprowadził kontratak. Niestety dla pirata to oznaczały ostatnie sekundy, nie miał tej dobrej zwinności. Otrzymał ostrzem pod żebrami, potem jeszcze kopniakiem w klatę próbując odepchnąć go, co udało się bez problemu. Teraz aby całkowicie go dobić, szybkim zamachem w łeb ukazując jego jakże obrzydliwy mózg. A obok walczył marynarz, który dawał już sobie dobrze radę, ale żeby szybciej poszło, Hetman zaatakował pirata w plecy, raniąc go. Nie było to zbyt honorowe, ale nie trzeba o to dbać. w walce z tymi szumowinami. Gdy ranny pirat był osaczony z dwóch stron, wilk morski z galeonu dobił go, godząc go ostrzem w serce. Kolejny z bandytów morskich stracił na piraceniu życie.

8xPirat

TheMo:
Dość spora liczba żołnierzy weszła na pokład i walczyła z piratami. Wyszkoleni żołnierze Valfden spisywali się znacznie lepiej od bandyckich żeglarzy.
-Przygotować statek do cumowania! A wy tam, wyczyścić cały wrogi okręt.!
Wydał kolejne rozkazy i odbił od fregaty. Marynarze wzięli się za zwijanie żagli i szykowanie kotwicy, a kapitan spokojnie podpływał do brzegu zostawiając dość spora liczbę żołnierzy na wrogim statku w nadziei, że nie wysadzą go razem z pasażerami. Tymczasem na obcym pokładzie zaczęło się pojawiać więcej piratów, którzy wychodzili spod pokładu.

10 x pirat

Nawaar:
Krasnolud zdążył na szczęście, przeładować muszkiet! Trochę trwało to, ale padły kolejne rozkazy, które brodaczowi w ciężkiej zbroi bardzo się nie podobało, ale nie zamierzał się jeszcze poddawać, bo kiedy statek dobijał do brzegu, postanowił jeszcze wystrzelić.
    Kiellon stał jak wryty patrząc jak walka go omija, lecz musiał pomoc swym braciom i przyjaciołom. Dlatego oparł muszkiet o burtę i spokojnie brał poprawkę na wiatr oraz to, że okręt skręca inaczej nie mógłby strzelić z prostego kąta. Brodacz, przymrużył jego oko i wystrzelił w pirata, który wyszedł z pokładu walcząc z valfdeńskim rycerzem. Kula pomknęła a zarazem, wytworzył się kłąb dymu i lekki huk. Krasnolud wyciągnął trochę dymu i się nakręcił, ale obserwował tor lotu pocisku, który przeleciał na drugi okręt zabijając pirata. Czysty strzał w potylice i trup na miejscu. Wilk morski nawet nie wiedział co go trafiło, a jedynie osunął się w stronę rycerza, padając na ryj. Nie było co z niego zbierać. Tak oto pomógł swoim przyjaciołom, ale odłożył muszkiet i wyjął tarczę oraz młot.
Jednak, kanclerz nie dał za wygraną i wykorzystał specjalną umiejętność bractwa czyli przemieszczenie! Krasnolud wyobraził sobie jak jego ciało rozpada się na kawałeczki, atomy nawet i powoli jego świadomość jak i ciało znikało, by za chwilę pojawić się na obcym okręcie! Ta sztuka musiała wywołać, poruszenie wśród załogantów, ale jedno było pewne, że nie będzie mógł się bronić dopóki nie zregeneruje sił! Teraz musiał liczyć na przyjaciół, którzy muszą pośpieszyć mu z pomocą nim będzie za późno!

Pozostaje 38 żelaznych pocisków 

9 x pirat

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej