Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (22/109) > >>

Zaidaan:
Czas mijał dość szybko, a ląd stawał się coraz większy i bardziej wyraźny. Wtedy obserwator z gniazda bociana zobaczył trzy okręty, jednak nie mógł dostrzec bandery, a to źle wróżyło. W końcu dwa z trzech statków postanowiły wypłynąć z portu, a bandery dalej nie widać. Okręty od razu ustawiły się burtą do królewskiego galeonu, tworząc blokadę. Z tego wynika, że raczej nie mają przyjaznych zamiarów, odległość malała z każdą sekundą. Teraz nastała ta grobowa cisza i oczekiwanie na kolejny ruch komitetu powitalnego. Emerick dalej stał na mostku za kapitanem, nie przeszkadzając mu w zarządzaniu. Czekał ze spokojem i splecionymi rękoma za plecami, czekając na dalszy rozwój sytuacji.

Nawaar:
Krasnolud gotowy i jeszcze bardziej podniecony, widząc co się wyprawia w okolicach brzegu. Okręty stanęły burtami pewnie szykując swoje działa, ale rozmowa kapitana z jednym marynarzem rozbawiła go nieco, a brzeg był blisko i zaraz dojdzie do starcia na kule i proch. Kiellon już widział jak galeon wbija się pomiędzy dwie fregaty! - Taranem ich! Nasz okręt jest jak forteca nic z nich niezostanie! ehheheheheheh. Zaśmiał się jak lubił i dobrze, że to nie on wydawał rozkazy również, oczekiwał na nadchodzące wydarzenia opierając swoją niezawodną broń o burtę, którą trzymał mocno i pewnie, by oddać ten jeden celny strzał. W głębi liczył na to, że dojdzie do abordażu potencjalnych piratów, ale skoro nie mają bandery to mogą być to również kunanie! Oby nie, bo cała zabawa pójdzie w cholerę!

Aziz:
Mauren z jednej strony cieszył się że dopłynęli. Powoli miał dość ciągłego kołysania. Z drugiej strony obawiał się tego co nastąpi dalej. Miał przeczucie że źle wybrał, bał się walki i tego czy da rade zabić od tak innego człowieka.

Evening Antarii:
Monotonny obraz morza i białych bałwanów tworzących się po przepłynięciu statku wreszcie urozmaicił widok zueskiej ziemi. Mew zaroiło się wokół galeonu coraz więcej, chytrych na jakiś łatwy posiłek. Niestety okręt flagowy to nie była byle łajba do połowu ryb. Statek zbliżał się powoli i majestatycznie. Zuesh zawsze budziło w anielicy tylko miłe uczucia, aż do wojny oczywiście. Wyspa to była dla niej egzotyczna kraina, ciepła, zupełnie inna od Valfden. Inna flora i fauna i oczywiście mnóstwo ciepłych prądów wznoszących, które ułatwiały szybowanie, a nawet sprawiały, że jakikolwiek wysiłek był zbędny. Nad Valfden rzadko można było uświadczyć tego zjawiska, częściej się w górze marzło i mokło. Tu zaś, można było podróżować kilometrami bez jednego machnięcia skrzydłem, a przy tym podziwiać bezkres ziemi skąpanej w słońcu. I nieco... pogrążonej w chaosie. Wszak Zuesh nie dźwignęło się jeszcze tak sprawnie. Dla Kunan wojna jeszcze się nie skończyła, wciąż w trudnych warunkach musieli walczyć o przeżycie, walczyć o swoją własną ziemię, która przecież była ich i należała do niej. Tymczasem bandyci rozpanoszyli się po tych pięknych ziemiach i należałoby ich zwyczajnie przetrzebić, choć to wcale może nie być takie proste, jakby się wydawało.
Eve bardzo dobrze pamiętała własny strach przed tym, jak pierwszy raz miała postawić nogę na tej wyspie, a na dodatek walczyć w imieniu królestwa z demonami. Pomimo przeciwności, jej srebrne ostrze cięło demonie cielska bez litości. Aż do momentu, gdy Kunanie zostali całkowicie wyzwoleni. Teraz znów są w potrzebie i znów trzeba walczyć. Z innym przeciwnikiem. Ale nie sama walka była ważna. Należało Kunanom pomóc w podstawowych sprawach życia codziennego, dać przysłowiową wędkę i otoczyć ochroną królestwa Valfden. Zapewne w ten sposób ta ziemia odzyska spokój i dopiero wtedy naprawdę się rozwinie i okaże się, jak piękne są te ziemie, jak żyzne są tu gleby, a złoża leżą pogrzebane zaledwie pod stopami.
Evening wyszła ze swojej kajuty. Kołysanie okrętu sprawiło, że zapadła w lekki sen, ale okrzyku nie dało się nie usłyszeć. Ożywiona wołaniami kapitana, Eve zainteresowała się tym, co dzieje się na horyzoncie.
-Kapitanie! Jakiś zwiad z góry, albo... atak?- krzyknęła do niego. Chciała pomóc najlepiej jak umiała. A nikt tutaj nie miał takich zdolności jak ona.

TheMo:
Themo jak na razie parł naprzód, aby ewentualna, pierwsza salwa padła na wzmacniany dziób statku.
-Taran? Abordaż? Chętnie, o ile nas nie rozwalą ciężkimi kulami i nie przeorają wszystkich na pokładzie szrapnelami.
Sprowadził na ziemię krasnoluda, który i tak doczeka się upragnionej wojaczki.
-Podajcie mi szybko odległości!
Ktoś z załogi pobiegł do bocianiego gniazda i szybko wrócił.
- Okręty stoją jakąś milę od brzegu, my z kolei jesteśmy od nich niecałe cztery mile.
-Dość blisko brzegu się ustawili, jak na blokadę.
Odległość się zmniejszała, a napięcie rosło.
-Zwiad się zawsze przyda. Zobacz z czym będziemy mieć do czynienia.
Odparł anielicy. Mając kolejne informacje będzie mógł lepiej zaplanować manewry.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej