Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Magiczny spadek
Izabell Ravlet:
- Tego z kosturem? Kręci się tu czasem, jakieś zakupy robi. Jakiś mag chyba, bo kostury to ino magowie noszą, ale z drugiej strony to magowie raczej w szatach chodzą. Zresztą, magowie to teraz się ukrywają po tym całym pogromie kilka lat temu, więc nigdy nic nie wiadomo. Może jeszcze jedno?
Fernes:
- A znajdę gdzieś tutaj jakąś bibliotekę?
- O jaki pogrom dokładnie chodzi? - dopytał
Fernes widząc że blokuje kolejkę, podał straganiarzowi 20 grzywien aby nie przerwał rozmowy.
// 171 - 20 - 1(jabłko) = 150
Izabell Ravlet:
- No jest przecie biblioteka publiczna. Gdzieś tutaj, w okolicach rynku, nigdy nie byłem to nie wiem. Tam pan poczyta czy dopyta o pogromie, bo ja tutaj mam jabłka do sprzedania - odpowiedział, oddając Fernesowi 10 grzywien.
Fernes:
- dziękuję - odpowiedział Fernes i odszedł od straganu kończąc jedzenie jabłka. Popytał parę osób po drodze i w końcu udało mu się dotrzeć do biblioteki, wszedł do środka i się rozejrzał, niestety nie widział nikogo przy wejściu, zacząć więc chodzić między regałami czytając pod nosem tytuły książki, nic co by go interesowało... Zaczął się rozglądać za kimś kto jest odpowiedzialny za biblioteke...
Izabell Ravlet:
//Wybacz kilkudniowy przestój
//Nie przyśpieszaj akcji. Pamiętaj, że to ja zajmuję się wszystkim poza Twoją postacią. Być może miałeś kogoś spotkać w drodze do biblioteki? Albo przy wejściu? Cofam akcję do momentu, w którym Fernes dotarł przed bibliotekę.
Budynek biblioteki okazał się większy, niż Fernes sobie wyobrażał. Zdawał się przechowywać całą wiedzę Valfden, a pewnie i trochę więcej. Równe, gładkie schody sugerowały, że władza całkiem sporo wydaje na tą instytucję.
Po wejściu, w przedsionku za biurkiem siedziała nieco starsza pani, skrobiąc coś piórem po pergaminie. Widząc otwierające się drzwi, uniosła głowę wyżej. Nic nie mówiąc, wpatrywała się w przybysza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej