Grupa się podzieliła część ruszyła w stronę drugiej bramy a reszta udała się główną. Właściwie było to dobre posunięcie, bo tutejsi pewnie by niezbyt zareagowali na taki oddział wkraczający do ich miejsca azylu, a tak trzy osobowa grupa mogła bardziej się wtopić w tłum oczywiście do czasu. Dziw jednak brało Kiellona, że nikt nie postawił straży przed wjazdem a mieszkańcy zareagowali dość agresywnie, gdyż chcieli pokazać swoją gotowość do każdej bójki na ich szczęście natomiast brodaczowi nie chciał się wyciągać pistoletów, żeby nauczyć ich pokory, lecz miał wszystkich pod obserwacją w razie jakiegoś ataku. Paladyna zdziwiła również to, że ta wieś z pozoru była zaniedbana jak to pozory mylą, ale w końcu towarzysze dojechali do centrum, którym stanowiła karczma oraz port dwa okręty cumujące nie zaintrygowały brodacza wszak i tak nie mógł ich ocenić, bo była noc. W każdym bądź razie coś działo się w środku i takie sytuacjach krasnolud czuł się jak u siebie! Walka wisiała w powietrzu tak to wyczuł, że nawet się uśmiechnął a nie robił tego ostatnio za często nasz brodacz. Kiellon za marszałkiem wszedł do środka i pierwsze co mu się wrzuciło w oczy był mężczyzna, który nie wyglądał na zwykłego karczmarza a raczej typa z pod ciemniej gwiazdy jego obraz został uzupełniony słowami maurena, który dokładnie go opisał. Rycerz widział jak ów facet dynda na szubienicy albo z jego kulą we łbie spoczywa gdzieś w zapomniany grobie!
- Widzę, że lepiej nie mogliśmy trafić.
Oznajmił cichaczem swoim towarzyszą, ale teraz zaczął się podwójnie pilnować tak dla bezpieczeństwa kompanów i siebie.