Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wakacje pod palmami

<< < (12/37) > >>

Gorn Valfranden:
Gorn uważnie obserwował całkiem dobre malowidła, jednak nie komentował ich. Wszedł do swojego pokoju. Nie był on aż tak skromny jak komnata w Rashet ale może być. Paladyn położył obok łóżka ekwipunek po czym położył się i leżał odpoczywając trudy podróży. Po parunastu minutach był już bardziej wypoczęty po czym ponownie założył cały ekwipunek. Siadł sobie na krześle i postanowił jeszcze chwilę pobyć w pomieszczeniu. Wyciągnął swoje bronie i szmatkę i zaczął polerować. Po kilku minutkach oręż błyszczał czystością. Wojownik ułożył odpowiednio sprzęt i postanowił chwilkę się zdrzemnąć. Jednak jedno oko miał otwarte aby czasem nie zasnąć jak kamień żeby nikogo po niego nie musieli wysyłać.

Evening Antarii:
Po dosłownie dziesięciu minutach do celi Kiellona ktoś zapukał. Nieco nieśmiało, ale drzwi otworzyły się same, nim krasnolud zdążył cokolwiek powiedzieć. Owa postać czuła się tu jak u siebie. Jego codziennością było opatrywanie urazów, a często wchodzenie do pokoju bez pozwolenia było konieczne, gdy cierpiący sam nie mógł podejść do drzwi, lub leżał nieprzytomny na łóżku. Tak, tak... Treningi to nie tylko przyjemność i zabawa, ale ciężkie kształtowanie własnej fizyki i psychiki. Obie te rzeczy łamały się na swój spokój, trzeba było więc dbać o hart ducha i ciała. Na progu Kiellon ujrzał łysego, mocno pomarszczonego i chudego jak śmierć staruszka w długiej do ziemi, brązowej szacie. W ręku trzymał słoiczek.
- Chwała Zartatowi- przywitał się zachrypłym głosem. Od razu przeszedł do konkretów. - I co dolega, hę? Słyszałem, że kolano. Pokaże pan ino mi tu tą opuchliznę- odkręcił słoiczek, w którym była oleista maź o zapachu ziół, ale było w nim coś nieprzyjemnego.

Nawaar:
Krasnolud spojrzał na drzwi, które zostały otwarte przez staruszka właściwie kogo innego mógł się spodziewać? Dziadek pewnie był starszym rangą medykiem i widział pewnie poważniejsze obrażenia od zwykłych stłuczeń, ale cóż musiał nieść pomóc każdemu potrzebującemu. Kiellon jakoś nie za bardzo ufał dziadydze, lecz nie opierał się tylko, przyglądał się czynom człowieka.
- Chwała niech Mu będzie, a oto rana.
Pokazał obrzęk jaki się zrobił od uderzenia gałęzią drzewca. Oczywiście nie spuszczał wzroku z rąk dziadka dla swojej pewności.

Evening Antarii:
//Coś ty taki podejrzliwy?  :P Przecież to jak mania śmierci, albo coś xd

Dziadek z trudem uklęknął przed Kiellonem. Wzrok skupił na siniaku, już bardzo fioletowym. Pomacał fachowo owo miejsce i stwierdził znudzonym głosem:
- Panie, za siedem dni śladu nie będzie- dźwignął się z podłogi i dał cały słoiczek krasnoludowi. - Smaruj pan to dwa razy na dobę, rano i wieczorem, to zejdzie za cztery dni. Kolano jest sprawne, niedługo powinno przestać boleć. Biegać pan możesz, walczyć też- staruszek odwrócił się i zmierzał do wyjścia, mamrocząc pod nosem. - Głowę zawracają, na podwórku dzieciaki większe siniaki mają, eh...- jęczał niezadowolony. - Jak coś to jestem w pracowni na trzecim piętrze. Jeszcze coś?

Nawaar:
Dziadek oglądając siniak na nodze krasnoluda, stwierdził, że to nic poważnego, tylko szkoda, iż brodacz to wiedział! Po prostu głupia dokuczliwość rany była, nie do przyjęcia. Kiellon odebrał słoiczek, zaczynając wcierać maść w to lekkie obrażenia, zapamiętał, żeby robić to dwa razy dziennie. Tymczasowo odrzucił podejrzliwość względem starca, ale głupich uwag nie mógł pominąć, lecz podziękować wypadało i wtedy, wpadł na pomysł, zapytania medyka o śmierć paladyna.
- Dziękuję za opiekę i mam jedno pytanie odnośnie martwego paladyna. Możesz coś o niej powiedzieć? Wszak jesteś tutejszym medykiem.   
Mówił nim starzec, mógł wyjść na zewnątrz, a zaczęcie sprawy poza kolejnością bardzo mu pasowało. Krasnolud wolał być przygotowany, znając jakieś szczegóły dotyczące śmierci paladyna nim, zejdzie na kolacje. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej