Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie jest Nemo?
Zaidaan:
Tak więc też zrobił, wrócił się kawałek rozglądając się za czymkolwiek. Co się stało z pataszkami, które powinny ćwiergotać? Czyżby dopiero się budziły?
Goris:
Ptaszki spokojnie sobie zimowały i przez najbliższe dni nie miały zamiaru wychodzić z ukrycia, przynajmniej póki ziemia nie odmarznie i nie wyjdą robaczki, albo nie rozwiną się rośliny. Nawet ty swojego trzymałeś w portkach, gdy była okazja. Więc wróciłeś się rozglądając się za... No właśnie czym? Niedbale omiotłeś wzrokiem całe otoczenie widząc ścianę klifu, piaszczystą ścieżkę, płaskie, zimne morze i samotne drzewo bez liści. Nawet nie przyjrzałeś się żadnym szczegółom.
Zaidaan:
Czego, właśnie, czego miał szukać? ÂŚladów stóp, jakiejś jaskini, czy jeszcze coś innego? To był problem. Jednak w połowie drogi zatrzymał się, coś mu nie dawało spokoju, jakby czegoś nie przeszukał, albo coś pominął. To zdawało się być bardziej, niż pewne. I więc pomaszerował z powrotem nad złocistą plażę, nawdychał się dla zdrowia czystego, zdrowego, morskiego powietrza, może z odświeżonym umysłem lepiej mu pójdzie poszukiwanie? Po drobiuteńkich kamykach przechadzał się jakiś wąż, albo jaszczurka, a gdzieś tam na morzu pojawił się łebek jednej z ryb. No nic, podarował sobie zabijanie jaszczurki, choć co prawda to prawda od tych poszukiwań coraz bardziej głodniał i by nie pogardził świeżo upieczoną jaszczurką. Gdzieś obok spotkał samotne, jeszcze bez liści starsze drzewo. Co by zaszkodziło obejrzeć to drzewo dokładniej? Okrążył tak drewniany posąg od korony do pnia, może gdzieś leżała jakaś lalka, lub strzępek ubrania. Słońce świeciło jak nigdy, co prawda przez długi okres czasu był tylko mrok, a teraz? Teraz wszystko zaczynało się budzić, na szczęście nie było tak gorąco, albowiem morskie powietrze przyniosło chłodny, przyjemny wiaterek. I tak oglądał swój obiekt, raz to dotknął kory, raz to gałęzi się trzymał, a gdy skończył przykucnął na przeciw spoglądając to na chwilę na morski krajobraz.
Goris:
Po drodze natrafiłeś na patyk. Nie taki zwykły patyk. Zaklęty też raczej nie był. Za to był dobrze i gładko ociosany. Nawet zaimpregnowany. Ewidentnie to nie wyglądało na robotę natury. Nie leżał zakopany w piasku ani nie nosił śladów działania morskiej wody. Długi na trzy łokcie, z jednej strony było widać ułamanie, z drugiej gładkie zaokrąglenie. To tyle z ważniejszych poszlak. Większą uwagę poświęciłeś samotnemu drzewu, które widocznie lubiło rosnąć na żółtym piachu. Z racji słabej gleby i ono było liche. Cienkie, z krótkimi gałęziami i odpadającą korą po dotknięciu. Bez żadnych dziupli z morderczymi wiewiórkami. Pozostało ci jedynie rozmyślać nad tropem i rozkoszować się morską bryzą.
Zaidaan:
Gdy podchodził do drzewa przez nogę przeplątał się patyk, mały nie był. Jednak odpuścił sobie na przeglądanie samotnego strażnika lasu, tego nadbrzeżnego. Okazało się, że nic ciekawego tam nie ma, wtedy przypomniał sobie o wcześniej napotkanym patyku, a więc wrócił do niego. Kucnął przy nim, trzymając go, przepadał, okazało się, że to nie był zwyczajny patyk z drzewa. Wyglądało to bardziej używany przez człowieka, a bardziej przez dziecko. Czyżby to była zabawka dzieciaka, który został wygoniony przez rodziców? Z jeden strony się złamał, może samo o coś zahaczyło i tyle, albo ktoś lub coś zniszczyło. Pierwsza, jakakolwiek poszlaka, choć brzuch domagał się porządnego jedzenia, choć tu takiego nie było więc zwykłą jaszczurkę na obiad. Jednak brzuch musiał poczekać. Skoro znalazł tu ten patyk to oznacza, że gdzieś w pobliżu się stało, przecież od tak by nie wyrzucił. A więc trzymając złamany patyk w ręce rozejrzał się po ziemi, w tym wypadku po piasku. Za czymś innym co zostało trochę zasypane przez piasek, albo jakieś większe ślady szamotaniny, czy temu podobnej sytuacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej