Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Przywracanie porządku I - Ekkerund

(1/7) > >>

Torstein Lothbrok:
Nazwa wyprawy: Przywracanie porządku I - Ekkerund
Prowadzący: Domenik aep Zirgin
Wymagania: Brak
Uczestnicy: Torstein Wilczy Skowyt, Kermos

-Powoli, ale w końcu odbuduje się chwałę Ekkerund. Wampiry albo won, albo rozstrzelać. A do rady sam też winieneś kandydować.- odrzekł wiking idąc obok krasnoluda. Czuć było gniew buzujący w Domeniku.-Tak po za tematem, Tyrr przeżył?- zapytał. Wszak Tyrr także był dobrym kandydatem do rady. Tak mu się przynajmniej wydawało.

Domenik aep Zirgin:
- Nie, zginęli wszyscy członkowie starej władzy. Po za... nie chcę sobie robić nadziei, ale podobno córki Aggromora nie było w mieście.

//Kermosa dopisz

Torstein Lothbrok:
Do krasnoluda i człowieka dołączył turdnaszan. Rasa młoda, rzadko spotykana, zwłaszcza w Ekkerund, nie - wolnym mieście tych pierwszych. ÂŻabka mogła się przydać, zwłaszcza z tym łukiem, mimo iż Torstein wolał kusze, z powodu ich mocy. Zdolnośc przebicia płytowego pancerza, niczym masła była tym, co sprawiało, że wiking faworyzował kuszę nad łuki. Ta równość wobec śmierci. Najbardziej jednak, Wilczy Skowyt lubiał wojaczkę na miecz, czy topór, napierdalanie się.
-Cześć... żabko?- powitał Kermosa. ÂŚciągnął rękawicę i wyciągnął swoją prawicę  ku Turdnaszanowi.-Jestem Torstein Wilczy Skowyt. A ty? Wracając do naszego tematu, Domenik...- przerwał i zebrał myśli.-Wiadomo, czy ta córka wróciła?- ukrył swe zdziwienie na temat istnienia żeńskich osobników krasnoludzkiego gatunku.

Kermos z Baźin:
Kermos z kolei stawiał na lekkie zbroje i poręcznie, krótkie bronie. Wolał być szybszy niż silniejszy. Takie zderzenie dwóch stylów walki może nieźle zaowocować. Zacisnął zęby, kiedy wiking się do niego odezwał po raz pierwszy, ale wyciągnął dłoń na powitanie.
-Kermos. I jakbyś się mógł tak do mnie zwracać.
Nie przepadał za drwinami z jego razy. Pomimo uspokajających medytacji wśród drzew, to nadal było jego czułym punktem wyzwalającym całą nienawiść. Nie był zorientowany w polityce, więc nie wtrącał się w rozmowę. Był tu aby pomóc poszkodowanym a nie bawić się w obsadzanie ludzi na szczycie.

Torstein Lothbrok:
-Zaufaj mi - bedę. Na mój Grabarz, przysięgam, będę.- powiedział, zabierając dłoń, którą poklepał po rękojeści swój miecz  z czarnej rudy. Miecz który był jedyną rzeczą, pozostałą mu po jego dowódcy i przyjacielu, Melkiorze. Poklepał z uznaniem, nutą nostalgii. Włożył rękawicę z powrotem na rękę.
Rozglądał się trochę, by popatrzeć na ruiny pięknego kiedyś miasta. Gdyby Torstein miał nie być człowiekiem, na pewno byłby dwarfem. Krasnoludy zawsze były mu bliskie, był do nich podobny.
Wyrwał się z nostalgii, skupił na chwili obecnej. Wyczekiwał odpowiedzi krasnoluda, a czekając, rzucił zdaniem, by przerwać ciszę.
-Czemu miasto już nie jest wolne? Valfden nic nie zrobiło dla niego. Napierdalaliśmy się na wodzie i na moście. Tyle. Uratowali was Ci dziwni przybysze z mgły...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej