Evening cofnęła się o krok, gdy zobaczyła tę dziwną istotę. Wstyd się przyznać, ale przestraszyła się trochę. Długie, szponiaste palce, rogi, czaszka na wierzchu zamiast twarzy i czarna, zmierzwiona ni to sierść, ni to włosy, która pokrywała strażnika. Wydawało jej się, że limit dziwnych istot spotkanych w jeden dzień już się wyczerpał. Myliła się. Valfden miało jak widać jeszcze wiele tajemnic, dotąd skrywanych w gęstych kniejach i miastach magicznych istot.
Słysząc to, że będą musieli odgadywać zagadki, zdenerwowała się. Przecież każda sekunda była cenna gdy hordy demonicznej armii szły w stronę Efehidonu, a także rozbiegały się po wyspie. To nie czas na słowne zagwozdki. Szczególnie, że anielica nie lubiła takich podchwytliwych gierek... Wydawało się jednak, że innego sposobu nie ma, a wysiłek umysłowy da o wiele wiele więcej niż fizyczny. A i tak wygląd stwora nie zachęcał do tego, by go atakować. Eve bała się tylko, żeby to jej nie wysłali na odpowiadanie na zagadki. To naprawdę nie jej mocna strona! A mogła się tylko spodziewać podchwytliwych i trudnych pytań, a nie byle dziecinnych rymowanek.