Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Kazmir MacBrewmann:
- Masz moją, z ziemniaków. Południowo wschodnie kartofliska Valfden. Rzekł podając butelkę samogonu. - Poszedłbym, pod warunkiem że byłoby jasne jak i czym go zabijemy. Szanuje magów, bo pizdnąć meteorem to nie byle co. Tylko im nie ufam, majom za dużo tajemnic. A potem dziwo sie że pogromy so!
Marduk Draven:
-Dzięki.- powiedział odbierając od Kazia wódkie. ÂŁyknął solidnie, oddając się mocy i ostrości alkoholu. Aż trudno uwierzyć, że powstała z niewinnego kartofla.-Magowie, mają swoje sekrety nie bez powodu.- odrzekł.-Ta wiedza, wszak nie jest dla wszystkich. Jeszcze by ktoś się zranił, lub nie daj Zartacie zabił próbując być magiem. I co wtedy?- postawił pytanie.-Powiem co. "Magowie sprawiają otwartością swoich arkan że ludzie giną! Na stos z nimi". Wszak ludzie są głupi. Wierzcie mi.- oddał alkohol właścicielowi.
Kazmir MacBrewmann:
- Znam krasnoluda co zna elfa mającego za przyjaciela pewnego maga. Mag ten wiele lat spędził wśród krasnoludzkiej kompanii najemnej Yarpena aep Thora. Głównie chłodził im piwo, co raz poskutkowało oburzeniem pewnego wampira... No bo jak? Arcymag?! Kuglarskie sztuczki?! A mag na to że on magyę woli używać w sposób praktyczny. I że lepsze to niż zrzucanie na łeb ludziom meteorów. Obecnie ów czarodziej gada coś o budowie gildii magów na Chatal. Tam gdzie zabobonu nie ma. I że po wojnie ludzi chce przuczyć że czary i alchemia to nic złego. A jak który mag zacznie się panoszyć to go Bractwo dojedzie, jak byk jałówkę.
Narrator:
Rikka uwolniła jednego ze zwiadowców, jednak nie była już w stanie dotrzeć do pozostałych. Tym zostało walczyć o swoje życie na własną rękę. Pająki były już zbyt blisko.
Nie wiesz co to za pająki, nie wiesz czy mogą być trujące. Możesz zaryzykować lub uciec.
Nagle z koron drzew zerwały się całe stada dzikich gołębi. Zaczęły krążyć ponad polaną wywołując niepokój u wojaków. Wtem rozbrzmiało uderzenie bębnów.
//www.youtube.com/watch?v=G24_1FbBrbg
Rikka Malkain:
Dziewczyna wiedziała, że jest odporna na większość znanych trucizn, ale nie miała pojęcia czym dysponują te małe bestie. Logika podpowiadała jej, że powinna przygotować się na setki dotkliwych ugryzień i rzucić na pomoc pozostałym. Szanse na to, że jad jej zaszkodzi były raczej marne. Z drugiej strony, coś wewnątrz kazało jej zabierać się stąd jak najszybciej. Nie był to wrodzony lęk przed pająkami, czy nawet troska o własną skórę, której bezpieczeństwo zawsze było dla wampirzycy sprawą najwyższej wagi. To była intuicja, a tej Rikka dawno już nauczyła się ufać. Podejmując decyzję w ułamku sekundy, zabójczyni odwróciła się plecami do zwiadowców i niczym pantera pomknęła w górę drzewa tą samą drogą, którą zeszła na dół. Będąc już na wierzchołku skoczyła w noc i zmieniła postać wzbijając się wysoko w powietrze. Reszcie mogła tylko życzyć w myślach szczęścia. Razem z uwolnionym wampirem kołowali teraz nad lasem niecierpliwie czekając na znak od pozostałych. Rikka pogratulowała sobie sprytu, ale kto mógł przewidzieć podobną przeszkodę? Szybko powiedziała sobie, że więcej zrobić nie mogła i jeszcze szybciej w to uwierzyła. W każdym razie dobrze zrobiła, nie przywiązując się przesadnie do nikogo z oddziału.
Odgłosy bębnów nieprzyjemnie ją zaskoczyły. Dźwięk dochodzi z lasu? To możliwe? Swoim zwyczajem pewnie przygryzłaby w tej chwili wargę, gdyby w obecnej formie było to możliwe.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej