Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #17 - Forneas

<< < (7/8) > >>

Forneas:
Machnął na gburowatego chłopa ręką, wyciągając szyję to w górę, to na lewo, to na prawo wyglądając za Fridą.

Widząc kamienicę z rozsianymi drzwiami i kolejnym szeregiem mieszkań wewnątrz, a w tej scenerii wchodzącą bez skrępowania, bez większych oporów, wręcz z radością jak do siebie, musiał zawierzyć, że dla małej Fridy, to co się mogło wydarzyć, było pozytywne i dla jej dobra. A skoro tak, to jego zadanie zostało wykonane.

Forneas uśmiechnął się na fakt takiego stanu rzeczy i nawet zamiast wyzwać dziada od "zidiociałych capów" lub jeszcze ciekawszych epitetów mogących wywiązać bójkę i nieprzyjemnosci, w dobrym nastroju nie chciał sobie psuć chwili.
- No tak, przepraszam, ale ważna sprawa mnie tak przypiliła. Będę bardziej ostrożny następnym razem. - Powiedział i mrugnął oczkiem, chociaż normalnie tak by się nei zachował... no ale cóż, moralność sytuacyjna wizjonera Kanta nawet w momentach nagłych wykraczająca poza schematy czasu i okresu dała o sobie znać w jego mentalności i poczuciu etycznym.

Wycofał się z uliczki i stając na rynku westchnął sobie i z uśmiechem wrócił na aleję, którą spokojnym krokiem, z uniesioną głową i pozytywną miną ruszył na rynek starego miasta, gdzie miał wrócić z wieściami. Tym razem z radości nawet wykroczenie poza kamienną kostkę i wdepnięcie "w płynną lawę" nie psuło mu na stroju, chociaż! starał się i tak poprawnie stąpać po bruku!

Evening Antarii:
- ÂŻywność dla wojska wiozę, a ty mi pod koła włazisz, durniu jeden- gorączkował się jeszcze, ale smagnął konie lejcami i pojechał dalej w swoją stronę.
Mobilizacja wojsk nie mogła być niezauważona... Każdy jakiś sposób przeżywał wojnę, inni pomagali dostawami żywności, leków, inni szli bronić wyspy własną piersią.
Forneas wreszcie dotarł do głównego placu, tam, gdzie były punkty rekrutacyjne. Po drodze nic szczególnego mu się nie przydarzyło.

Forneas:
Wszedł więc do punktu rekrutacyjnego Bractwa świtu i odszukał podstarzałego paladyna, który zechciał wysłać go na poszukiwania młodej Fridy Penn.
- I chyba jestem w stanie już zdać raport na temat tego co się stało z panieneczką Fridą. - Zagadnął z uśmiechem chcąc skupić na sobie uwagę paladyna i oderwać go od zajęcia, a gdy to się udało opowiadał... - Sprawdziłem kilka miejsc, sklep na Bławatnej, bibliotekę no i rynek. dowiedziałem się kilku rzeczy zwłaszcza o matce panienki Fridy, na przykład to, ze zwykłe leczenie preparatami nie przynosiło skutków i korzystała z usług pokątnych magów. Na rynku odnalazłem dziewczynkę, Fridę, wskazali na to mężczyźni, którzy często z nią grywali w karty i grają nadal, zatem kilka przyzwyczajeń, jak zamiłowanie do kart i biblioteki pozostało. Zmienił się natomiast stan w jakim się znajduje. Chciałem z nią porozmawiać, jednak nie zdążyłem,g dy zniknęła w drzwiach zapewne swojego nowego domostwa w dzielnicy obywateli. - Powiedział z uśmiechem i ciągnął dalej chociaż to co mówił dalej było raczej interpretacją a niżeli faktem.

- Wyglądała na zadowoloną, podśpiewywała, zadowolona, nie wyglądała ani na smutną, ani głodną. Podejrzewam, ze ktoś dał jej nowy dom, może rodzina się angle zmieniła w co wątpię, moze to jakiś mag leczący jej matkę otrzymał ją jako zapłatę, może inna osoba, która poznała jej kłopoty i sytuację rodzinną postanowiła ją przygarnąć do siebie, nie chciałem już tego rozdrapywać, bo nie jest to chyba ważne. Najważniejsze, że nie musi już żebrać, a może czerpać przyjemności z tego, że jest inteligentna i ma nowy dom.

Evening Antarii:
- O, no patrzcie państwo. Taka rezolutna, że i przyzwoity dach nad głową sobie załatwiła!- zaśmiał się. I odetchnął z ulgą. Obawiał się wszak najgorszego, iż ciało Penn zostanie znalezione gdzieś porzucone, okaleczone i tak dalej. - Z tymi kartami mogłaby skończyć. To tak panience nie przystaje, nieładnie, echh, dzisiejsza młodzież. Jak ja byłem młody, kto by pomyślał, żeby dzieci w karty dorosłych ogrywały? Ciekawe swoją drogą, kto ją tak nauczył grać... No i dlaczego nie przyszła się jakoś pożegnać albo podziękować nam? Nie raz, nie dwa ratowaliśmy ją przed odmrożeniami i burczącym brzuchem... - jego mina robiła się dziwna. Forneas wyczuł, że paladyn nieco zawiódł się na dziewczynce. - Może jest szczęśliwa i z tego wszystkiego zapomniała o nas, o dobrodziejach?- spytał patrząc w nieokreślony punkt w przestrzeni. Ocknął się po chwili. - No dobrze! Coś jeszcze?- zaczął przeglądać jakieś papiery, szukał pióra i atramentu.

Forneas:
- Znaczy... przepraszam, ze się wtrącę ale... - zaczął niemrawo. - Mimo wszystko to 8 letnie dziecko, które wiele przeżyło i też nie wiem jak długo ma ten dom. Z pewnością w duchu wam dziękuje i zapewne przyjdzie taki dzień że zechce okazać wszystkim, którzy jej pomogli chociaż dobre słowo. Jednak na wszystko trzeba czasu, poza tym... Najważniejsze by jej było dobrze, a to że nie podziękuje... Zartat widzi i z pewnością będzie miał baczenie na dusze, które w swym życiu pomogły Fridzie. - Powiedział chociaż wiedział, że to niekiedy marne pocieszenie, ale zawsze dobre wytłumaczenie by nie zapominać o dobrej ścieżce.

- Nie, to wszystko... To jak? Mogę zostać członkiem bractwa? - Zapytał z uśmiechem unosząc brew, licząc z nadzieję na zgodę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej