Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #15 - Kiellon aep Kharim
Evening Antarii:
//Przecinki. Naprawdę oczy bolą czasem ;[
Pamiętnik był gruby, dużo w nim zostało napisane. Zawiązywało się go na sznurek, bo inaczej to by się chyba rozpadł. Między kartki powkładane były inne, zapisane karteczki, koperty. A nawet woreczek z resztką bagiennego ziela. Kiellon znalazł wpis sprzed trzech lat. Był to zwykły opis dnia. Aimar był gdzieś nad jakimś jeziorem i podziwiał lilie wodne. Tak bardzo mu się spodobały, że wlazł do wody po pas, by wyciągnąć kilka kwiatów.
Dopiero okres dwóch- trzech miesięcy wstecz był ciekawszy.
--- Cytuj ---Drogi Aimarze!
Jak mają się sprawy u ciebie? Leśniczówka dobrze sobie radzi?
U mnie wszystko w porządku, poza jedną rzeczą... Na niczym nie mogę się skupić. Te kilka nocy spędzonych z Tobą sprawiło, że przed oczami mam tylko Twój widok, a moja skóra pragnie Twojej. Pragnę się z Tobą spotkać jak najszybciej, najmilszy! Za trzy dni będę w drodze do Efehidonu,
Twoja Emilia.
--- Koniec cytatu ---
--- Cytuj ---Najukochańszy,
w Atusel zatrzymały mnie obowiązki. Andrew kazał mi iść do pracy, by zarobić na remont sklepu. On sam pracuje bardzo ciężko. Zobaczymy się niebawem, czekaj na mój list,
Na zawsze Twoja Emilia.
--- Koniec cytatu ---
--- Cytuj ---Aimarze,
nie czekaj na mnie. Interesy wzywają. Do zobaczenia.
Emilia
--- Koniec cytatu ---
--- Cytuj ---Aimarze,
Jak twoja praca? My z Andrew pracujemy w pocie czoła, zarabiamy też niemało...
Wiem, że to trudne... Jednak musimy się rozstać. Bardzo Cię kocham, nie zapomnij. Jednak życie zmusza mnie do pozostania w Atusel. Nie wiem kiedy się zobaczymy. To chyba koniec...
Emilia
--- Koniec cytatu ---
Nawaar:
Pamiętnik był dość gruby i w pełni zapisany, co znaczyło iż elf dbał o każdy zapisek część była nudna nawet nie zaintrygowała krasnoluda. W końcu docierając do kilku ostatnich stron odczytał każdy fragment upewniając się, że był zakochany w pewnej kobiecie, która odwzajemniała jego miłość. Oczywiście wszystko było do czasu i ona czyli miłość nie przetrwała próby czasu to kolejny powód do popełnienia samobójstwa. Kiellon w sumie nie musiał nic szukać miał dość dowodów a ten również podepnie pod raport, aby mieć jeszcze pełniejszy obraz, ale dodał kilka zapisków o odnalezieniu pamiętnika. Krasnolud położył pamiętnik na stole i już z czystej ciekawości poszedł przejść się po pokojach oceniając ich stan czy nic nie jest przewrócone, albo czy nie ma śladów walki, jednak był pewien, że nic innego poza porządkiem nie zastanie.
Evening Antarii:
Pozostałe pokoje nie prezentowały niczego ciekawego. Ot, zwykłe ślady dotychczasowego życia.
Nawaar:
- Wszystko w porządku czyli jak przewidziałem. Zero śladów napaści, więc samobójstwo. Powiedział do siebie, by się upewnić w przemyśleniach. W końcu mógł wracać do swoich zadań jeszcze, tylko uzupełnił co zastał w pozostałych pomieszczeniach na raporcie, po czym zwinął papier, listy i pamiętnik chowając je do kieszonki. Zwłoki postanowił pochować, więc zabierając wszystko przerzucił umrzyka na ramię co było nie lada wyczynem, gdyż na zmarłego elf był dość ciężki a nawet wysoki. Kiellon wyszedł z nim na zewnątrz przez główne drzwi, które zamknął kopniakiem, potem przeniósł nieszczęśliwego kochanka w okolice zadbanego jeszcze ogrodu z pomieszczeń gospodarczych wyciągnął szpadel i zaczął kopać grób o odpowiednich wymiarach w trakcie sobie śpiewał. - Jam jest krasnolud i kopię sobie dziurę, kopię sobie dziurę. Tak mu praca minęła i w przeciągu piętnastu minut wykopał grób, do którego złożył ciało i jako wspaniały krasomówca powiedział do nieszczęśnika. - ÂŻegnaj nieszczęśniku ta baba zapłaci za swoje grzechy, niech bogowie dadzą ci inną babkę. Splunął soczyście obok grobu zasypując zmarłego. Krasnolud pozostawił grób z zamiarem pójścia już do zleceniodawcy łopaty nawet nie chował, tylko zostawił. Kiellon wychodząc wyciągnął jeden z pistoletów, aby w razie czego się obronić przed dzikimi zwierzętami, bo w końcu był w lesie.
Evening Antarii:
Krasnolud dobrze wywiązał się z tych obowiązków. Zebrał co trzeba, a nawet pochował ciało, żeby nie straszyło przypadkowych gości.
Nawet nie zdążył wyjść z terenu leśniczówki, a z zagajnika wyszło dwóch mężczyzn uzbrojonych w sztylety.
- No i co. I zaraz tobie tam grób wykopiemy obok tego elfiego chujka- powiedział pierwszy bawiąc się sztyletem. Drugi zaśmiał się z tego nędznego żartu.
- Niepotrzebnie tu przychodziłeś. Aimar miał długi... Przyszliśmy je dzisiaj wyegzekwować, ale tek skurwysyn się zabił, kurwa jego mać- chrząknął.
- I niestety napatoczyłeś się ty, co za szkoda. Ale... w sumie lubię zabijać krasnoludy. Zawsze mnie jakoś wkurwaiły- wyznał szczerze. - Dawaj, ÂŁysy! Na niego!- i obaj mężczyźni rzucili się na Kiellona chcąc go obezwładnić i zwyczajnie poderżnąć gardło jak świnie. Sztylety mieli dobre, ale w głowach to oni nie mieli za dużo.
//2x Bandyta
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej