Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (62/66) > >>

Mohamed Khaled:
- Mimo, że walka przegrana, musimy się trzymać. Jeszcze kiedyś te gnidy nam odpłacą...
Ojoj, jakie słodkie. Aż się wzruszyłem- odezwał się demon w głowie, takim cieniutkim głosem. Potem zaryczał ze śmiechu. - ÂŻartowałem. Nigdy z nami nie wygracie.
Zamkniesz się w końcu?
Nie.

Marduk Draven:
-Wzieliśmy za mało sił.- dodał Rycerz.-Wiem, że dla bezpieczeństwa trzeba było zostawić armię w kraju, ale kurwa. 10 000 żołnierzy to chyba nie duży uszczerbek na armii królewskiej.- zauważył.-Szło dobrze, póki dowódcy kotków nie poszli spać. W ogóle, gdzie jest Antarii? Latała tam trochę i zniknęła...- dodał na koniec rycerz, wycierając twarz w i tak brudną opończę. Jego pancerz nie prezentował się lepiej.

DarkModders:
- Kto to teraz wie. Jeśli jej nie widać to może poległa? - powiedział i tak nie wierząc w to co mówi. Anioły przecież nie umierają. Przynajmniej, na dzień dzisiejszy, miał taką wiedzę. Być może była błędna.

Narrator:
Evening dostrzegła w blasku sylwetkę Jana i po chwili usłyszała jego głos, ciepły i zatroskany o jej los. - Zbłądziłaś moje dziecię. Tylko część mej mocy była w stanie rozpalić w tobie na nowo światło. Własnymi rękoma wprawiłem niegdyś to serce w ruch. Odtąd biło w ciele mego wiernego sługi, by pewnego dnia dać nadzieję komuś, kto zostanie jej w okrutny sposób pozbawiony. Nie opuściłem was i nigdy tego nie zrobię. Masz misję do wykonania moje dziecko. Mój świat musi zostać uratowany. Jasność ponownie oślepiła anielicę. Kiedy znów mogła patrzeć zobaczyła stos anielskich ciał. Kurhan, na którym ucztował smok o czerwonych ślepiach.


Ryk bestii zbudził Evening. Leżała na podłodze kajuty obok ciała Sobieskiego. Serce, które trzymała w dłoni pulsowało od energii energicznie wybijając rytm. Anielica poczuła się oczyszczona.


//Tracisz wszystko co związane było z byciem upadłym aniołem ale zachowujesz pamięć.

Nawaar:
- Za mikstury podziękuje przydadzą się na coś innego i bardziej poważnego Powiedział krótko, by zająć się flaszeczką od Kazia, który nie opuścił brata w potrzebie. - Dzięki Kaziu! Powiedział z radością w głosie i zaczął opróżniać buteleczkę. Alkohol postawił go na nogi, co zaowocowało chwiejnym, ale bezpiecznym postawieniem się na nogi. Cały świat miał teraz konkretnie przewalone. - Jesteśmy w dupie. Skwitował krótko popijając jeszcze trochę bimberku taki słodki i dobry, po czym oddał butlę Kaziowi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej