Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (59/66) > >>

Melkior Tacticus:
Walnęło. Masakrując wojska aliantów.

5296x  http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ogrzy_demon

Nasi:
350 Kunan (-Vargas, -Vashir)
224 Bractwo ÂŚwitu
8 Bękarty Rashera
0 Ochotnicy
1x Magowie

//Marduke i Kiellon tracą przytomność rzuceni przez fale uderzeniową

DarkModders:
Szeklanowi nie było dane odpocząć. Walczył już z kolejnym demonem. Obecność jego towarzyszy dawała mu więcej sił i nadziei na jakieś szczęśliwe zakończenie tej całej batalii, choć była ona z góry przewidziana na niepowodzenie. Demon był nieustępliwy ale jaszczur tak samo nie dawał sobie pluć w kaszę. Mocne ciosy czarnego Negocjatora rozbijały się, to raz o puklerz, to raz o topór który aż zgrzytał nieprzyjemnie. Wiedział dobrze że w ten sposób zajmie mu to trochę. Musiał wykombinować coś innego. I tak też uczynił. Pozwolił demonowi na wyprowadzenie ciosu. W tym momencie wykonał sprytny unik. Demon, przez swoją głupotę odsłonił całej ramię. Nie zamierzał psuć tak idealnej okazji. Zamaszystym ciosem odrąbał mu ją wraz z toporem. Wrzask demona rozległ się po całym Kenin. Wykorzystał to po raz drugi. Tym razem perfekcyjnym ciosem odrąbał głowę demonowi kończąc tym jego żywot. Zmęczony stanął nad jego zwłokami. Wtedy też usłyszał głosy kompanów. Przetarł czoło i w tym samym czasie odwrócił się i spojrzał na niebo. Zmienił się od razu jego wyraz twarzy. To, co zobaczył, całkowicie go przeraziło. Przełknął głośno ślinę po czym powiedział.
- No to mamy przejebane. Miło się z wami panowie walczyło..
Po tych słowach nagle dupło. Miał cholerne szczęście, ale tego szczęścia nie mieli Kiellon i Marduke. Widząc to co się stało krzyknął do Mohameda.
- Ratuj Marudka, ja pójdę do Kiellona. - powiedział i tak też uczynił. Pobiegł ile miał sił w nogach do nieprzytomnego Kiellona. Będąc przy nim przykucnął i zaczął go cudzić.


5296x  http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ogrzy_demon

Nasi:
350 Kunan (-Vargas, -Vashir)
224 Bractwo ÂŚwitu
8 Bękarty Rashera
0 Ochotnicy
1x Magowie

Mohamed Khaled:
Pójdziesz?
Tak!
A co, jeśli Ci nie pozwolę?
Mam to w dupie. Nie wiem, jak to tam u was w otchłani jest. Ale tutaj ratujemy tych, których się jeszcze da uratować - warknął w myślach do demona, stawiając pierwszy krok.
Oni i tak zginą! Nie marnuj swoich wielkich sil na takie bezwartościowe gnidy... Widzę... Widzę wszystko. Czemu nie jesteś taki jak kiedyś? Oschły? Bezlitosny? Bezuczuciowy?! Idealny był z Ciebie zabójca! Czemu się zmieniasz!
Bo..
Ach, tak, widzę... - demon zaśmiał się cicho, podejrzanie i złowieszczo. - Ta dziewczyna, tak? Tamara? ÂŁadna z niej sztuka.. Będę chyba musiał ją wypróbować, jak się spotkacie..
A spróbujesz, ty ku...
Co chciałeś powiedzieć? - demon spowodował krótki ból u Mohameda. - Siedź cicho i nie ględź tyle.
Nastała chwila ciszy, w której Kruk nie miał pojęcia, co zrobić.
No, idź. Chętnie sobie pooglądam, jak zmagasz się z tamtym rycerzykiem. Twój.. Przyjaciel, tak? Zobaczymy, czy uda Ci się go uratować...
Kruk spiął mięśnie, zaczął ignorować demona i ruszył na pomoc swojemu przyjacielowi. Dobiegł szybko do Marduke'a i, klękając przy nim, zaczął go trzaskać po ryju.

DarkModders:
- Kurwa, to nic nie da. - powiedział spoglądając na nieprzytomnego krasnoluda. Rozglądnął się uważnie dookoła po czym podjął dość ryzykowną decyzję. Najwyżej zginę, ale przynajmniej uratuję Kiellona. - pomyślał rozglądając się jeszcze. Szybko wstał od niego, wziął jego muszkiet i przerzucił go przez ramię. Po tej czynności schylił się, złapał Kiellona po czym przerzucił go przez bark. Nie było to zbyt proste z jedną ręką, ale udało mu się to zrobić. Po tym sprintem udał się w stronę statku. Musiał z nim zdążyć.

Melkior Tacticus:
Na co oni czekają? - Kotwice w góre, czekać w gotowości! Melkior nie miał ochoty umierać, nie teraz i nie tutaj. On chce umrzeć z kielichem wina w rękach i trzema dziwkami w łóżku...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej