Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (57/66) > >>

Nawaar:
Walka toczyła się zaciekle starty były zauważalne po obu stronach, ale siły sprzymierzeńców malały znacznie szybciej, co spowodowało do spadków w morale niestety krasnolud się temu przyglądał i nie wiedział jak mógłby to poprawić poza zlikwidowaniem kolejnego demona ze swojej flinty osłaniając część swoich sprzymierzeńców.
    Kiellon widząc znaczącą przewagę wroga i walcząc cały czas zmęczył się nie na żarty mimo, że tylko strzelał to jego reakcja malała a demony niewzruszone zaatakowały bez utraty tchu. Według niego ta walka była przegrana, ale nie dawał po sobie tego poznać jako jeden z niewielu strzelców postanowił ich wytłuc dopóki starczyło mu sił. Dlatego tez oparł swój muszkiet o kawałek betonu z budynku i wymierzając w demona kolejny już raz wystrzelił ze swej, "Fuzyjki" prosto w łeb bestii kula przeleciała omijając sojuszników krasnoluda trafiając go bezpośrednio w łeb, kiedy to on miał zamiar zamachnąć się toporem na jednego z kunan. Przerośnięty kot został uratowany, by mógł powalczyć jeszcze dzisiejszego dnia a może nawet go przeżyć i powalczyć w przyszłych walkach, jednakże jedno było pewne demon zdechł po tym jak pocisk prześwidrował jego mózg nie zostawiając nic w środku niestety dla niego kula pozostawała w środku, co też nawet wrodzone leczenie mu nie pomogło. Krasnolud następnie wziął kolejny pocisk i zaczął przeładowywać muszkiet, coby mógł jeszcze ten raz wystrzelić.

Pozostaje : 14 srebrnych pocisków.   

5886x Ogrzy demon, reszta bez zmian.

Nasi:
1000 Kunan (-Vargas, -Vashir)
954 Bractwo ÂŚwitu
21 Bękarty Rashera
0 Ochotnicy
3x Magowie

Mohamed Khaled:
- Tak, tak Przytloczyla mnie ta miazga... - stwierdził na pytanie Marduke'a.
Miecz ściskał mocno w.dłoni, gotowy odeprzeć atak. Demon już się zbliżał.

Kazmir MacBrewmann:
- Themo! Trąb na odwrót! Zachodnia flanka pada! Ryknął krasnolud dopadłszy do Thema, widać po nim było zmęczenie a i jego kołczan świecił powoli pustkami.

Marduk Draven:
We włosach rycerza nie było już takiego ładu, błysku i piękna. Były tłuste od potu, lepiły się i wykręcały, będąc przy tym mokre. Jeszcze trochę i by się zaczęły kołtunić. Z ich właścicielem nie było lepiej, zasapany, zmęczony, spocony, wyczerpany. To wszystko się coraz bardziej odbijało, cudem zbierał energię na zabicie każdego kolejnego demona.

Z resztą dużo czasu nie zajęło, zanim napatoczył się kolejny pomiot otchłani, rycząc i machając toporem na prawo i lewo. Szedł tak, powalając od obrońców. Rycerz miał zamiar skończyć jego terror.
-Ej, dupomordy!- zawołał. Bestia zareagowała rykiem.
W sumie, to nie tylko rygiem. Wstrząsnął łbem i pobiegł ku Mardukowi. W biegu wystawił róg przed siebie. Rycerz z początku chciał zablokować cios tarczą, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Odrzucił tarczę na ziemię i odpiął opończę. Szkoda że nie była czerwona.
-Torro!- zawołał machając płachtą.
Nagle uchylił się zgrabnie, machając peleryną przed pyskiem demona, ten na szczęście nie uszkodził jej. Bestia zwiększyła odległość między nimi o 11 metrów i znów wybiegła, szarżując  rogiem. Rycerz powtórzył manewr. Ledwo mu wyszło. Zmęczenie brało górę.
Spodziewał się kolejnej szarży. Nie nastąpiła, zamiast tego rycerz został staranowany ramieniem. Nie zmiażdżony ale powalony na ziemię. Broń wypadła mu z ręki. Opończa została w jego ręku, brudna.
Demon zaryczał i uniósł broń by zadać ostateczny cios. Rycerz dobył z pasa na kirysie runy. Wyciągnął obie ręce przed siebie.
-Aresh!- krzyknął, uwalniając stalagmity w wolnej ręce. Poleciały one w stronę demona, przebijając go niczym szaszłyk. Demon upadł, zaś rycerz się podniósł się. Schował runę i poszedł w kierunku swej broni.

Zaatakował kolejny demon. Rycerz uchylił się, kucając, dobył sztyletu i wbił go w nogę demona, ból był tak wielki że upuścił broń. Wtedy to rycerz dobył młota i skatował pysk bestii uderzając naprzemian od prawej i lewej. Zęby  w drzazgi, tak jak twarz. Rycerz schował broń i znowu udał się w kierunku miecza.

Nie było wytchnienia. Kolejny demon zaatakował, szarżą. Znowu. Kurwa mać... Rycerz odskoczył w bok, niezdarnie. Bestia szybko wyhamowała, zaś rycerz dobył kolejnej runy. Ogrzy demon próbował ciąć toporem, od góry.
-Anoshu!- krzyknął uwalniając z dłoni lodowaty podmuch który skuł bestię w bryłę lodu. Bryła ta sama się zawaliła pod swoim ciężarem.

Wytchnienia dalej ni śladu. Kolejny ogrzy demon napatoczył się. Tnąc zamaszyście po skosie. Rycerz uchylił się i zranił bestię szybko dobytym srebrnym sztyletem, pod pachą. Równocześnie szybko ją schował i dobył ostatniej runy. Wyciągnął obie ręce przed siebie, z czego tą wolną tuż przed twarzą bestii.
-Heshar!- zainkantował. Z jego ręki, tej wolnej wystawionej tuż przed pyskiem bestii wystrzelił ognisty podmuch. Paląc skórę, włosy i mięśnie. Została goła, czarna od popiołu czaszka. Demon upadł, wyzwalając ostry swąd spalenizny.

Szarżował już następny, ale Marduke doskoczył do broni. Odbił cios wymierzony w jego głowę, uchylił się od ciosy w ramię, odgórnego i ciął demona pod żebrami. Ten raniony śmiercionośnym dla niego metalem złapał się za bok, rycerz wykorzystał to i w szybkim piruecie znalazł się za przeciwnikiem. Przebił go na wylot Spowiednikiem, aż po rękojeść, przeszywając serce. Kopnął demona, a ten zsunął się z ostrza, prosto na brudną i zakrwawioną ziemię. Rycerz w miarę spokojnie podpiął brudną opończę oraz podniósł tarczę.
Dołączył do reszty towarzyszy, tak samo zmęczonych. Razem z nimi kontynuował rzeź.

5881x  http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ogrzy_demon

Nasi:
1000 Kunan (-Vargas, -Vashir)
954 Bractwo ÂŚwitu
21 Bękarty Rashera
0 Ochotnicy
3x Magowie

Evening Antarii:

--- Cytat: Narrator w 07 Czerwiec 2016, 22:33:53 ---W momencie, kiedy upadła anielica dotknęła serca Jana zalała ją fala jasnego blasku. Przestała odczuwać swoje fizyczne ciało, nie potrafiła określić gdzie się znajduje i jak się tu znalazła. ÂŚwiatło było zbyt mocne.

--- Koniec cytatu ---


Nagle wszystko się zmieniło, dźwięki bitwy i wystrzeliwanych armat jakby zniknęły, przestały być ważne, ucichły. Liczyło się teraz zupełnie co innego. Eve nie wiedziała co się stało. ÂŚwiatło otoczyło ją, było wszędzie, raziło w oczy. Potworna jasność, aż bolały oczy. Antarii nie wiedziała czy to przez te oświetlające promienie, ale nagle stwierdziła, że nie wie gdzie się znajduje. Gdzie była przed chwilą? Co planowała? Co robiła? Jednocześnie nie czuła żadnego ciężaru swej fizycznej powłoki, stała się lekka, eteryczna.
Nie potrafiła określić miejsca, w którym się znajdowała. Może to przez światło, które uniemożliwiało jej zobaczenie czegokolwiek. Zakryła dłonią oczy, na jej twarzy pojawił się typowy grymas, jaki ma dziecko, gdy spojrzy w słońce. Jednak to była jasność innego pochodzenia...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej