Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Melkior Tacticus:
- No to teraz się zacznie. Powiedział obserwując desant.
TheMo:
Przyłożył do skroni, skrytej za barbutą palce środkowy i wskazujący, na znak, że zrozumiał rozkaz. Odwrócił się do kompanii. Nabrał powietrza w płuca, by chwilę potem wydać polecenie, które winno dotrzeć do wszystkich zgromadzonych, oprócz tych z uszczerbkiem na słuchu.
-Schodzimy na ląd!
Swoje spojrzenie skierował w stronę portu, gdzie za chwile wszyscy mieli wyjść na brzeg i ruszyć do obrony miasta. Oczywiście czekał już na nich komitet powitalny. Na szczęście w postaci przyjaznych kunan, którzy pilnowali portu. Themo szybko wsiadł na konia i po spuszczeniu trapu zszedł po nim jako pierwszy. Salutując przywitał się z kunanem, który stał na czele oddziału.
-Themo Kacmarus i reszta Valfdeńskiej odsieczy meldują się na miejscu. Jak sytuacja?
Narrator:
- Generał Vargas. Wczoraj padła na dobre Funera. Na murach i w mieście jest 5 tysięcy Kunan, na dachach mamy porozstawiane stanowiska przeciw lotnicze, podwójne kusze oraz krasnoludzkie muszkiety* połączone takimi... a chuj! No strzelają szybciej niż zwykłe i głównie w górę. Stanowisk jest dwanaście, ale tych krasnoludzkich aby dwa. Na miasto idzie 8.5 tysiaca bestii. Dotrą tu po południu.
//*Zwykłe kusze na stojakach, "sprzężone". Nie umiem tego opisać bez używania współczesnych określen
Evening Antarii:
-Rycerze! Przyszykować bronie i ruszyć dupy! Schodzimy na ląd. I módlcie się, żeby nie zginąć zbyt szybko. Pamiętajcie o damach swego serca i o tym, że o tej wojnie będą śpiewali pieśni jeszcze tysiąc lat po was! - rozkazała "swoim". -No, chyba że przegramy... Przeze mnie- dodała pod nosem do siebie. Setki rycerzy uzbrojonych w miecze i magię ruszyły na pomoc kunanom.
Nawaar:
Wszystko nabierało tempa statki wypływały do portu jeden po drugim okręt flagowy był zawsze pierwszy, więc krasnolud mógł zobaczyć całą sytuację i nie wyglądało to dobrze, można powiedzieć, że port to ostatni wolny bastion tego terenu. Dobrze, że przybyli zawczasu, aby przełamać oblężenie oraz wspomóc rannym kunanom. Kiellon mało o nich wiedział poza tym, że są to wyrośnięte koty, lecz o strasznie ostrzejszych pazurach oraz nieugiętości i bronienia się do samego końca i są uparci w swych dążeniach. Brodacz widząc, że zostaje rzucony trap zrobił kilka kroków do przodu w jego kierunku, bo pierwszy raz był na obcej ziemi, gdyż Valfden uznał za swój dom a Torgon traktował już jako miejsce, z którego pochodził. Dlatego wziął muszkiet pod pachę i ruszył na dół a sytuacja nie miała się za dobrze duża armia nadciąga od strony Funery idzie armia i to nie byle jaka, bo aż osiem i pół tysiąca wrogich jednostek i wtedy zdał sobie sprawę, że wziął za mało naboi! Liczył na mniejszy stan przeciwników jego Fuzyjka będzie miała robotę, co go w sumie zadowoliło i było to jedyną rzeczą jak na razie. Rozkazy wydane czas się zebrać i stać przy strzelcach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej