Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Morza szum, rumu smak
TheMo:
Themo nudził się przez cały czas. Widoków nie mógł podziwiać, gdyż po całym horyzoncie rozciągało się morze. Jedyne co go ratowało to rozmowy z załogą i popijanie trunków z ładowni statku. Aż w końcu dopłynęli. Themo stanął przy burcie i przyglądał się wyspie przez cały czas, aż zacumowali w porcie.
Kazmir MacBrewmann:
- Witamy w Sannau. Rzekł kapitan, port był schludny. ÂŁadniejszy nawet od tego w Atusel, w końcu takie miejsce to wizytówka miasta. A w tym przypadku to stolica małego państewka. W porcie było tłoczno, liczne okręty z różnych zakątków świata, przeważały te z Doral. Były też dwa drakkary co wprowadziło Kazmira w konsternację, i to niemałą. Okręt Georga dobił do brzegu.
- To co teraz robimy?
TheMo:
Themo powoli zszedł po trapie na stały ląd. Każdy kolejny krok był niepewnie stawiany. Pomimo dawnej włóczęgi, Bękart nie przepadał za nowymi miejscami. Wolał bywać w znanych sobie okolicach. Tutaj nie znał miasta, nie wiedział gdzie prowadzą poszczególne ulice, nie miał żadnych znajomości. Nie był tutejszy. Bardziej skupiał się na zabudowaniach. Statki już widywał. Wypatrywał portowej karczmy.
-Wywiad środowiskowy. Poznamy tubylców, wypytamy o ich nastroje, dowiemy się coś o mieście. Potem wkręcimy się w obozy rebeliantów i rządzących.
Kazmir MacBrewmann:
- O, tam jest karczma. Wskazał łapką. - To najlepsze miejsce na poznanie tubylców.
TheMo:
-I ogólnie do spędzania czasu.
Stwierdził Themo i podszedł do wejścia do karczmy. Uchylił drzwi, a w jego nozdrza uderzył typowy karczemny odór. Zaciągnął się nim, czując swąd tytoniu, przepoconych robotników czy drożdże z niedopitego lub rozlanego piwa. Oprócz zapachów, poczuł nostalgię. Dawniejsza włóczęga, gdzie pierwszym odwiedzanym miejscem była karczma. Tam oprócz informacji i znajomości przełamywał swe opory za pomocą alkoholu. Nierzadko zdarzało się, że musiał na kacu uciekać jak najdalej. Zaczął trochę tęsknić do dawnego trybu życia. Odkąd zrobił karierę na Valfden stał się bardziej... poważny. A może tylko tak marudził, bo od dłuższego czasu grzał dupę na stołku. Przynajmniej ta podróż będzie miłą odskocznią od tego i jeszcze milszym powrotem do dawnych czasów. Postanowił więc wykonać swój sprawdzony patent. Nie zawsze działał, ale Themo nie zastanawiał się nad jego ulepszaniem. Skierował swe kroki do lady, po drodze mierząc wzrokiem każdą obecną osobę. Starał się ocenić kto będzie przyjazny i pomocny, a kogo lepiej unikać. Potem spojrzał się na ladę, do której się zbliżał. Im czystsza, tym wzrasta ocena karczmarza i ogólnie przybytku. Następnie ocena wystawionych alkoholi. Jeśli były zbyt drogie, zwykle opuszczał przybytek, gdyż w takowych większość bywalców jest po prostu snobami, a karczmarz ocenia ludzi na podstawie sakiewki. W tych biedniejszych było zazwyczaj mniejsze stężenie chamów a i sprzedawcy byli milsi. Zazwyczaj jednak nie oznaczało zawsze, bowiem co kraj to obyczaj. Bękart zajął wolne krzesełko.
-Mości karczmarzu, piwa i informacji dla spragnionych podróżnych.
Postanowił się przekonać jak jest tutaj. Wyjął też z sakiewki kilka monet i zaczął je przeliczać. Zrobił tak, aby pokazać karczmarzowi, że nie jest jakimś gołodupcem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej