Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Test kruka - Isirr van Triol

<< < (7/11) > >>

Arivel:
-Zdzisław. - przedstawił się woźnica. -Mirty? Chyba nie znam. Ty chyba jakiś mieszaniec bo takie dziwne imiona to ja żem słyszał tylko u tych szpiczastouchych. - skomentował sobie. -Możesz opowiedzieć o tej rzece. Takich dziwów jak woda idącą do góry to nie słyszałem.

Canis:
- Mieszaniec nie... Imię nadane mi w domu, według wierzeń ojca imię dla wędrowca, "poszukującego drogi". Wybaczy pan, nigdy nie maiłem takiej prawdziwej rodziny, byłem przygarnięty i raczej traktowany po macoszemu... kiepskie imię... no ale przywykłem to co będę narzekał. - Mówił głosem pełnym wdzięczności a w oczach malowała się naiwna wręcz radość i podziękowanie, jednak w głębi siebie odczuwał radość z możliwości prawienia kłamstw naiwnej tuszy i korzystać z dobrodziejstwa podróży na wozie.

Rozsiadł się wygodnie prostując nogi i spoglądając w dal.

- Mój przybrany ojciec Atelius... dlatego Atelief, syn Ateliusa... kiedyś... całkiem niedawno bo to i rok temu było! Wybrał się wraz z miejscowym myśliwym, podróżowali z Atusel do Hessein a potem w samiuśkie szczyty wulkanów marchii Chatal. Zamierzali polować na mityczne stworzenia zwane Elthizarami. To mityczne psy, wilki, które zwane są też synami śmierci bo pochodzą od bożka Thanatosa. - opowiadał dalej o stworzeniu Elthizar, wspominając o zbiorze legend i innych bajkach związanych z Chatal nawiązując do niezwykle zawiłych zagłostek marchii.

- Gdy dotarli na miejsce i udali się w dzikie tereny dżungli an skraj wulkanicznych szczytów dobiegł ich krzyk miejscowego drwala, a pogoda była piękna i słoneczna nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń. Drwal krzyczał: - Nadchodzi huragan, idzie deszczowy sztorm, Nalas się gniewa! krzyczał jak obłąkany uciekając w dal w głąb dżungli, gdzie tu sztorm? przecież środek dżungli daleko do wody i w ogóle. powiadali sobie. Dotarli do jego chatki i dojrzeli jego pracownie, miał małą stocznie an podwórzu, tworzył łódki przepływowe, takie małe rybackie, pewnie wykorzystywane na morzu Enart. Gdy jednak oglądali łodzie zauważyli, że tuż za posesją już idzie wielki szczyt wulkaniczny, a na jego zboczu był wydrążony rów lawy, zadziwiająca pozostałość po zastygłej wydobywającej się magmie. rzędy strumieni law zastygając na ścianach góry utworzyły szczeliny miedzy sobą. Wyglądało to bardzo majestatycznie, jakby całą górę toczyły drzewne korzenie, albo na płaszczyźnie powstały żyły, a między nimi wolne koryta. Nagle niczym rozdzierające niebo dobiegło ich błyśnięcie, a pęknięte niebo wydało przeraźliwy demoniczny wrzask, zaś po chwili niebo, bezchmurne i czyste jak łza, zaczął toczyć siarczysty deszcz tnąc ich od boku. po chwili dojrzeli ogromne czarne jak noc chmury nadciągające z oceanu, a wraz za nimi wieeeelka fala wdarła się na ląd zalewając deszczowe lasy. po chwili już stali po kolana w wodzie i nie wiedząc co robić szybko zdarli łódź z warsztatu i wsiedli, a zalewające fale i kłęby oceanicznej wody uderzające w ich stronę rozbijały się o krawędź wulkanu wbijając się w koryta między żyłami lawy na wulkanie. - Opowiadała katastroficzny obraz działania jednocześnie zamaszyście obrazując opowieść gestykulując zaciekle i odważnie na możliwości swoich ramion jakże spiętrzając wrażenie ogromności kataklizmu.

- Siedząc w łodzi, zostawali wyrzucani stopniowo w górę wzdłuż koryta. tak wypchnięto ich niemal na sam szczyt wulkanu. Po paru dniach gdy udało im się wrócić do miasta, ludzie nadal pogrążeni w odbudowie zniszczonej miejscowości mówili o gniewie Nalasa, zaś ten wulkan na który szli nazywano Triol, tak też ojciec z myśliwym nazwali to koryto. - Opowiadał majac nadzieje na pozytywną reakcję po opowieści.

Arivel:
Przy opowieści minęła wam mniej więcej 1/3 trasy.
-No no. Niezłe opowieści tam znacie. Niekiepsko jak na takiego młokosa. O większości rzeczy pierwszy raz słyszę, bo ze mnie raczej prosty chłop choć nie jedno w życiu już widziałem. - rzekł. -Chętnie teraz posłucham tej drugiej historii. Woźnica sięgnął do worka obok siebie i wyciągnął dość apetycznie wyglądające jabłko. -Masz może ochotę na jedno?

Canis:
- Nie dobrodzieju, dość już Twojej łaskawości, ze pozwoliłeś mi siąść przy sobie na wozie. Nie godzi się bym jeszcze jadł z Twojego mienia. Ale chętnie i opowiem ci o bitwie na wulkanicznej wyspie, gdzie ogień i wąż stanęli do walki z niezdobytym lodem. Ja tez prosty człowiek, z biednej rodziny.

Powiedział wyciągając się na wozie i zapierając dłoniami o siedzenie.

- Setki jak nie tysiące lat temu na dalekiej północy, aż za starym Varrok, gdy świat wyglądał jeszcze inaczej niż dziś, była wyspa, a na niej wulkan. Niestrudzeni przybysze wędrowali w to miejsce bowiem było magiczne, puste, jałowe, bez życia, a jednak... pełne energii, pełne żywiołu kreatywnego ale i zabójczego, jak to magia. Znalazło się troje rodzeństwa, dwóch braci i siostra, oni jako jedyni potrafili władać tym rodzajem magii. Nie było to jak tutejsi kuglarze bawiący się sztuczkami, czy znani magowie miotający płomieniami. Oni budowali i rozwalali skinieniem dłoni niczym mury kamiennych domostw, kawałeczek po kawałku, drobinę po drobinie, nie zaś całymi efektami. - Opowiadał gestykulując stale dłońmi momentami symulując buchniecie płomieni z dłoni, a innym razem składanie klocków ze sobą razem do powstawania czegoś z niczego, powolniej, rozważniej ale stabilniej.

- Troje rodzeństwa brania Olaf i Aaken oraz siostra Ulrike. Byli potężni, niemal wszechmocni, a jednak niesforni i nierozważni. Najstarszy, Olaf, jako pierwszy poznał potęgę wulkanicznej wyspy. Udał się tam samotnie skłócony z rodzeństwem i począł w głębi wulkanu w samotności, rozważać i myśleć jak pojednać się z rodzeństwem, jak zjednać ich ze sobą a pojednać z sobą. Jednak nie znajdował odpowiedzi. Mijało wiele dni i nastał dzień, gdy wulkan ostygł, a z nieba począł padać śnieg. [.i]

- Ludzie lodu nazywali go martwym śniegiem, gdyż pada i pada bez końca usypiając wszystkich, a gdy ci się budzą nie pamiętają, ani kim byli ani czym są... znali jedynie pieśni.

- Olaf pogrążony we śnie zaczął śnić o lodowym zamku, o pokrywającym całą wyspę lodowej połaci, ogrodzonej wielkimi murami, z wydrążonymi tunelami, z ulicami, kamienicami i latrynami, a wszystko kute wyłącznie lodem ciepłym, ale krystalicznym, jak szkło. Spał tak tygodnie gdy nagle zbudził się, a swojej dłoni znalazł śnieżne jajo. Nie wiedząc co to znaczy i co z tym zrobić cisnął je w krater wulkanu pełen złości i gniewu na zmarnowany czas. gdy jednak jajo upadło na samo dno, pękło, a z niego rozlała się fala chłodu która doszczętnie zamroziła krater wulkanu a z krateru buchnął chłodny gejzer niczym eksplozja lawy, lecz była to woda, lód i śnieg. Padał i płynął tak dniami i nocami przez kolejny tydzień, a efekty tego były zaskakujące. powstała wielka warownia osadzona na samym kraterze, zaś w dół po całej wyspie rozlały się mury ogromnego miasta, większego od Efehidonu, jednak... pustego, bez ludzi... martwego.

- Władca lodu, bo taki przydomek dostał Olaf popadł w samozachwyt, czuł się cudotwórcą, władcą, hegemonem, niedosięgniętym panem świata... jednak nie miał kim rządzić. To tez i wynajmował żeglarzy przypadkowych, by zwozili tu ludzi, niewolnych i zależnych, którym władca zwracał wolność w zamian za zamieszkanie w ogrodzie. mijały miesiące i lata, gdy miasto w końcu zaczęło normalnie żyć - normalnie, w luksusie.

- Gnuśne rodzeństwo pełne żalu do brata, ze nie pojął ich do ogrodu jako współwładców, poczęli rywalizować z nim tworząc własne grody, tak Aaken stworzył stalową wierze tworząc dwa światy, radości i smutku, tak wychowywała swoich ludzi, ludzi węży. zaś jego siostra Ulrike, pojęła za swój świat ognia, gdzie jako bogini rządziła mężczyznami w kajdanach ujętych w niewolę pod służbę dla kobiet. To też wiele lat minęło i nadszedł sądny dzień, gdy czara zazdrości przelała się.

- Władczyni ognia i władca węży nie mieli wielkiej wyspy na własność, ani wielkiego lodowego zamku, a jednak, oboje go pragnęli. to też rozpoczęli przygotowania do wojny i w jeden dzień i w jedną noc zebrali okręty i armie na szturm lodowego grodu. kolejne dni i noce mijały a oni po przez szpiegów zdobywali o sobie informacje, gdy obie armie węzy o ognia stanęły u bram lodowej wyspy, Olaf stanął na najwyższej wierzy i począł swoją mowę.

- Nie oddam wam trony, lecz nie podejmę walki. nie stronię od siły, jednak nie spożyję na braci i siostry, jednak uniosę swą gardę by bronić się przed wami i tak trwał będę aż wy oddacie mi pokłon. Tak im powiedział i skrył się w swym zamku w najwyższej wieży w najwyższej komnacie. rodzeństwo nie wysłuchało brata i poczęło szturm, to kamienne katapulty, to bełty i strzały to płomienie i magia. Jednak nic nie mogło zniszczyć lodowych murów, lodowych bram, a ludzie w grodzie świętowali każdy dzień bezpieczni za murami dziękując Olafowi za troskę o siebie jak i innych.

- Mijały miesiące a atakującym brakło jadła i uciekli niczym zdeptane psy, głodne, zmęczone i poległe... Aaken i Ulrike nigdy nie zgięli karków, jednak mimo to mimo braku użycia siły przez Olafa, ogród przetrwał i zwyciężył stajać się jedyną ostoją prawa, porządku i bezpieczeństwa...

Mówił starając się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie, gestykulując przeciągając intonując, to wstawiając na wozie, to pokazując manewry okrętów i statków skupiając momentami detale na okrętach.

Arivel:
Trasa zlatywała wraz z opowiadaniem kolejnych historii. Teraz mieliście za sobą więcej niż połowę.
-Ta historia jest chyba nawet lepsza niż poprzednia. Ech, aż chciałoby się zamieszkać w takim miejscu co to niczego tam nie brakuje nie? - spytał prawie retorycznie. -No dobra. Jeśli masz jeszcze ochotę młody to możesz opowiedzieć tą ostatnią.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej