Spokojne szybowanie, które miało na celu dokonanie skutecznego zwiadu, bardzo mocno się skomplikowało. Cicha, martwa z pozoru okolica, nagle ożyła i posłała w jej stronę setki strzał. Przeszywały one niebo lecąc w górę, prosto na nią. Nie było czasu na manewrowanie. Nie teraz, teraz nie mogła po prostu sobie spokojnie skręcić i dalej podziwiać świat z góry. Zrobiła zatem coś innego. Skupiła się i skoncentrowała, co zabrało jej bardzo mało czasu - miała to wszak wytrenowane. Zaczerpnęła boskiej energii i spojrzała w górę, w jedno wyznaczone miejsce w powietrzu. Cząstki jej ciała przemieściły się i zmaterializowały w wybranym przez nią miejscu, wyżej, niż mogły dosięgnąć strzały. Groty przeszyły niebo w miejscu, w którym przed sekundą jeszcze była.
Serce zabiło jej mocniej, gdy dostrzegła tonącą Perłę. Tam przecież byli jej przyjaciele, nie mogła ich tak zostawić. Już jedną bliską osobę straciła w morzu, nie chciała ponownie doświadczać tego. Poczuła, że jest spięta. Zaczęła się denerwować, starała się myśleć szybko, coś zrobić. Lecz najpierw musiała sama rozeznać się sytuacji by móc pomagać.
Wiedziała, że nie mogła latać po linii prostej, ale jakimiś zygzakami, raz wyżej, raz niżej, czasem przemieszczając się o pewien dystans.
Szybko skręciła w bok, chcąc podlecieć nad sam ląd. Niech skoncentrują się na niej, niech nie strzelają do ludzi w wodzie...