A tymczasem Drago zszedł pod pokład, ciągnąc za sobą trupa pirata. ÂŁeb tegoż trupa rytmicznie obijał się o schody. Wampir dotarł w końcu na dół. Szybki rekonesans ujawnił mu, że coś co miało być chyba pokładową kuchnią znajduje się całkiem niedaleko. Tam też się Antares udał. Cały czas ciągnął trupa. W pewnym momencie zwłoki zahaczyły o coś, przez co wampir musiał mocniej szarpnąć. Zrobił to i mógł iść dalej. Przekroczył próg kuchennego pomieszczenia. I jego oczom ukazały się butelki! Cztery konkretnie. Litrowe butelki pełne jakiegoś trunku. Zapewne alkoholu. Kanclerz wciągnął trupa do środka i puścił go. Podszedł do butelek. Otworzył jedną z nich. Powąchał. Istotnie, był to alkohol. Podłej jakości. Wampir nie zastanawiając się, wylał zawartość. Podobnie postąpił z pozostałymi butelkami. Nadszedł więc czas na upuszczenie odrobiny krwi martwemu piratowi! Drago naszykował butelki. Wziął także pustą fiolkę, która miał przy pasku na piersi. Naszykował co miał naszykować, łącznie z trupem. Odsłonił strategiczne miejsca ciała pirata, w sensie takie, skąd najlepiej pobierać krew. Na początek naciął sztyletem nadgarstek pirata i napił się krwi prosto ze źródła. Otarł twarz i rozpoczął proces zlewania krwi do butelek. Używał do tego różnych żył i tętnic, tak aby w jak najkrótszym czasie spuścić jak najwięcej krwi. Ostatecznie okazało się, że pirat trochę krwi już stracił (co nie było dziwne), więc wampir nie wypełnił wszystkich naczyń. Zdołał zebrać krew tylko do trzech litrowych butelek i swojej małej fiolki. Zawsze coś. Wsunął fiolkę na jej miejsce, butelki zakorkował i wziął, chwytając za szyjki. Wyszedł z kuchni. Z kajuty kapitana usłyszał głosy, więc tam też się udał.
- Coś ciekawego znaleźliście? - zapytał zebranych.
Pozyskuję:
3,3 litry krwi pirata