Melkior, ty mnie lepiej nie denerwuj... - jak na życzenie, krasnolud w duchu zbulwersował się gdy wielmożny pan kapitan pobrudził to co on wyczyścił.
No ale co miał zrobić? Musiał to zetrzeć i żyć dalej. Wypucował, wypolerował, działa aż lśniły.
Po skończonym czyszczeniu artylerii, rozprostował plecy, rozejrzał się po pokładzie i zagadnął do ciemnoskórej i orka.
- Jak wam idzie? - uśmiechnął się.
Niestety długo nie pogadali gdyż aniołek w oddali dojrzał statek, jak się okazało, piracki. Nie było na co czekać, rozkazy były jasne - strzelać.
Podbiegł do skrzyni z kulami i wyjął jedną, była cholernie ciężka, mimo to dał radę.
- Kenshin, ty połowę, ja połowę? Dobrze? Trzeba to szybko załadować... Armin, nasypiesz prochu do zapalników w dziale? - zapytał taszcząc kulę w stronę wylotu działa i umieszczając ją w nim.
Zaraz po tej jednej kuli pobiegł po drugą, by załadować ją do następnej armaty.