Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (100/139) > >>

Silion aep Mor:
- Armin, uzupełnianie płynów jest bardzo ważne i ważne też by tymi płynami nie był alkohol - uśmiechnął się mieszając zawartość patelni łyżką - Tylko w ten sposób możesz zachować siły. Bez popijania skończy ci się woda w organizmie a wiemy wszyscy czym to się kończy. - rzekł deczko posępnie ale mówił to w dobrej wierze.
Gdy skończył mieszać odłożył patelnię na kuchenkę i przysiadł się do stolika gdzie siedzieli wszyscy. Nalał sobie kielicha Domenickówki i wychylił. Płynny ogień przepłynął przez gardło brodacza niczym strumień lawy drażniąc swym stężeniem zakończenia nerwowe, tymsamym spiekło go po gardle.
- Dobre! - odetchnął głęboko.
- Domenicku wyjaśnisz mi zasady gry? - zapytał po czym zwrócił się do Armin. - Ar, próbowałaś się zdrzemnąć? Strasznie blado wyglądasz. Zawsze nabrałabyś sił. - rzekł z troską.
- Co jest kapitanie? - zapytał elfa jednocześnie rzucając kośćmi.

Rolled 2d6 : 6, 2, total 8

Melkior Tacticus:
- Dobra jest taka że jutro popołudniu będziemy na miejscu, zła zaś - Armin, zatkaj uszy - od Doral idzie sztorm. Powiedział dosiadając się i rzucając koścmi.
- Wygrywa ten co więcej wyrzuci.

Rolled 2d6 : 1, 2, total 3

Domenik aep Zirgin:
- W tym wypadku Silion wygrał. Ale ten tego... sztorm... nie lubię ich. Acz jeden ocalił miłość mego życia.

Armin:
- Sztorm? Serio sztorm?! - ciemnoskóra nie mogła, lub raczej nie chciała przyjąć tego do wiadomości. - Teraz to z pewnością nie zasnę... - mruknęła pod nosem. - Jeszcze więcej bujania. ÂŚwietnie... - powiedziała i położyła swoją głowę na stoliku. - Nalas mnie chyba nie lubi... - dodała po chwili. Jeszcze mi sztormu do szczęścia brakowało... Grzmoty, wiatr i bujanie statkiem... Jak to przeżyję to stanie się cud.

Kenshin:
Sztorm! Usłyszał ork znaczy się, że będzie bujać i to nie na żarty. Dziewczyna dopiero wtedy pozna co to jest choroba morska, można nawet śmiało rzec, że obiad się zwróci i to nie jeden raz! Właśnie wtedy poczuł zapachy jakie rozrzuciły się po kambuzie. Mięso i wino ładnie wypełniały pomieszczenie do tego stopnia, że orkowi kiszki zaczęły marsza grać. Armin nadal byłą zrezygnowana i marudna, ale ork jakoś nie wykurzał się tym, gdyż jest chora i to wystarczy, żeby zrozumiał jej stan, ale on sam poczuł się marudny, bo nie chciał sztormu.
- Jeszcze nam tutaj sztormu brakowało, jakby mało było nieszczęść. Ventepi daj nam siłę byśmy jakoś to przetrwali i dopłynęli na wyspę w zdrowiu i szczęściu.
Poprosił na głos, bo mógł a archonta nie było widać na tym statku pewnie też ma chorobę morską i siedzi w kubryku, a w kości nie chciał grać, bo hazard był dla niego zbyt niebezpieczny, on po prostu nie chciał wpaść w nałóg, jakby wyprawa dla niego była za mało niebezpieczna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej