Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Evening Antarii:
Dni mijały anielicy wolno, ponuro i nudno. Monotonia tego rejsu dobijała ją jeszcze bardziej. Nie było czym sobie zająć myśli. Latanie nad wodą znudziło jej się już jakiś czas temu. Były to bowiem mało urozmaicone loty: wszędzie tylko woda, żadnego lądu na horyzoncie. Czyżby nawet nie zbliżyli się do kontynentu? Przestała więc wybierać się na takie wycieczki, gdyż każda była taka sama i nie przynosiła oczekiwanej ulgi.
Pewnego dnia odważyła się wreszcie wciąż to, co zostało jej zapisane w testamencie, napisanym szybko, w pośpiechu i świadomości bliskości śmierci. Za każdym razem, gdy sobie to przypominała, zalewała ją nowa fala smutku. Była wrażliwa na takie rzeczy, co poradzić. Jeszcze nie przywykła do odchodzenia. Choć przecież Salazar miał szansę na nieśmiertelność, tak samo jak ona. Mógł nigdy nie umrzeć, a sam się zabił rezygnując z tego daru.
Podeszła do pryczy Salazara pod którą była lutnia i futerał, obie zdobione białym wężem. Nie umiała grać na tym instrumencie, ale dotknęła palcami strun i powiodła po bukowym drewnie. Lutnia była inna niż wszystkie.
Zamknęła instrument w zdobionym futerale i zabrała pod swoją pryczę. Schowała ją dokładnie. Tak samo zrobiła z Kulą Północy, którą włożyła do kuferka ze swoimi rzeczami.
Gdy wróci do domu będzie musiała zająć się jeszcze Mayą, która w końcu była siostrą Edgara, niegdyś jej taru. Postanowiła tym razem bardziej dbać o chowańca. Jeśli Maya będzie tak wierna jak i Edgar, to będzie naprawdę dobrym psem. Dobrze będzie mieć futrzastego przyjaciela u boku. Zaś opieki nad papugą będzie musiała się nauczyć, nie miała do czynienia nigdy z wygadanymi i mądrymi ptaszyskami, szczególnie, że Mary potrafi zaprezentować co umie. Pałasz zapewne znajdzie miejsce w jej stajni obok Caledusa i Płotki. I Szkarłata, który był lwem. Niezły zwierzyniec zrobi się z dworu Eve...
Dojdzie jeszcze opieka nad kolejnymi gminami. Ale to wszystko trzeba będzie jakoś pogodzić.
Evening wstała z pryczy i poszła na rufę, gdyż lubiła to miejsce, bo najbardziej bujało. Ot, taka zachcianka.
//Jakby co to na razie zabieram:
Nazwa: Lutnia sygnowana głową białego węża.
Opis: Nowoczesna lutnia o odmiennych od klasycznej kształtach bębna rezonansowego, wykonana z bukowego drewna wraz z zamontowanymi pięcioma strunami oraz gryfem zwieńczonym główką wraz z kluczami stroikowymi. Lutnia zwana również gitara ma na swoim bębnie wymalowany biały wizerunek węża, bardzo zbliżony wyglądem do węża z herbu rodu Trevant.
Nazwa: Drewniany futerał na lutnie z wymalowanym białym wężem.
Opis: Drewniany, idealnie wymierzony do lutni z głową białego węża futerał. Wykonany został z wytrzymałego drewna, polakierowany na ciemno-brazowy kolor. Na wieku wymalowany został wizerunek białego węża.
Kula Północy.
Melkior Tacticus:
--- Cytat: Silion aep Mor w 18 Styczeń 2016, 01:17:53 ---//Jakie my tam jeszcze mamy zapasy składników do gotowania? Oraz jaka jest pora dnia?
Krasnolud w ciągu tych sześciu dni podróży, obalili z Domenickiem około 2 flachy jego specyfiku. Głowy mieli twardę więc przyjemnie się piło i tylko lekko szumiało, w międzyczasie zdążył się zaprzyjaźnić z dwoma brodatymi kompanami. Trochę czasu spędził w towarzystwie ciemnoskórej która wydawała mu się taka nieobecna, jakby się gdzieś spieszyła, teraz niestety się pochorowała.
Tego dnia Silion wraz z Melkiorem pełnili dyżur w kuchni, mieli sporządzić jakieś smakowite danie które zachwyci podniebienia reszty załogi.
Mężczyzna pochwycił dwa noże i zaczął je ostrzyć o siebie. Po chwili przeciągnął je jeszcze na skórzanym pasku i były gotowe do krojenia.
- Tak więc co robimy? Tylko nie znowu zupa z elfa i cebuli, prosze. - delikatnie zażartował. - Czy na tym statku jest cokolwiek co pomogło by na chorobę morską? Armin z tego co wiem nie ma się zbyt dobrze.
--- Koniec cytatu ---
//Jest wieczór
- Elf z cebulą dobry, smakuje jak pomidor. Odpowiedział żartem na żart - Salmagundi. Po prostu pokroimy mięso, zamarynujemy w winie i przyprawach, do tego jajko i troche octu. i Na patelnie. Proste, ale kończy nam się "świeże" mięso.
Domenik aep Zirgin:
- Co! Spojrzał na Armin - Ojjojojjoj... Zaraz ci zrobie napar z imbiru, a ty postaraj się nie myśleć o kiwaniu dobra?
Kenshin:
Ork zauważył, że chora kobieta zeszła na dół to postanowił pójść za nią do kambuza. Rejs trwał i trwał a końca nie było widać, ba nawet jeszcze nie wiadomo ile im czasu zleci nim dopłynął do Torgonu, a jako że Melkior i Sil gotowali postanowił zejść i pogadać z biedną Armin podnosząc ją na duchu rzekł.
- Czym się strułaś tym się lecz, tako rzeczy stare przysłowie jak świat wielki. Domenik może po kielichu jak już się tutaj zebraliśmy?
Zaproponował licząc na to, że brodacz oraz Armin się skuszą na małego kielicha.
Domenik aep Zirgin:
- Zostało aby szyść butelków. Oznajmił zalewając napar z imbiru dla maurenki. Potem zaś postawił jedną litra na stoliku. - Pijmy, bo się ściemia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej