Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (85/139) > >>

Silion aep Mor:
Krasnolud już od jakiegoś czasu ślepo wpatrywał się w morską otchłań, nawet nie wiedział ile czasu minęło, ile powietrza zużył, ile w tym czasie zostało wypite wódki. Opierał się o burtę i wzdychając do widoków rozmyślał nad sensem swego życia i nad tym że czuje siętutaj nie bardzo potrzebny.
Mijały kolejne sekundy, minuty, godziny, powoli mijał czas na kołysającym we wszystkie strony statku.
Ta wyprawa zapowiadała się na cholernie dziwną i tajemniczą.
Nie wiedział nawet kiedy jego towarzysze opuścili go i udali się na posiłek, on nie czuł głodu, czuł tylko nie wielkie kłucie w sercu. Był to ból wspomnień i straty. Na szczęście nikt nie podejrzewał tego o czym on myśli i tak powinno pozostać.
Z zastygnięcia wyrwał go widok włuczącego się po pokładzie Salazara, wyglądał źle, cholernie źle a jeszcze gorzej gdy wylądował za burtą.
Po chwili rozbrzmiał alarm.
Krasnolud słysząc rozkaz podbiegł do szalup i kręcąc kołowrotkiem spuścił jedną na wodę po czym pobiegł pod pokład.
- Salazar wypadł za burtę! Chyba nie żyje! - krzyknął do wesołej gawiędzi starając się przekrzyczeć hałas alarmu.

Dragosani:
Drago także usłyszał alarm. Coś się stało. No bo alarmu się nie ogłasza bez powodu. Wraz z innymi wyszedł na zewnątrz. Oczywiście nałożył maskę na twarz. Po drodze dostrzegł krew, lecz nie wyglądała ona na zbyt zdrową. Ani nie pachniała jak takowa. Wyszedł w końcu na pokład. Rozglądał się, próbując zrozumieć co się dzieje.
- Salazar? - zapytał, słysząc słowa krasnoluda. Rzucił okiem na Evening. Dla niej mógł to być nieco większy szok. Podszedł do burty i spojrzał w wodę, próbując dostrzec jakiś znak obecności ciała.

Melkior Tacticus:
Melkior pływał świetnie, i tylko dlatego zdołał w porę pochwycić jego bezwładne ciało, sprawdził czy dycha. Nie oddychał. "Perła" "zatrzymała się", elf podpłyną z ciałem bliżej.
- Dajcie bosaki i liny!

Evening Antarii:
Przemiły obiad przerwał alarm. Czyli coś, czego Eve nie spodziewała się po spokojnym rejsie, nawet po pokonaniu piratów wszystko zdawało się przebiegać zgodnie z planem. Udało im się pokonać wrogów, a teraz znów dzieje się coś złego.
Szybko poderwała się z miejsca i pobiegła za resztą. Zostawiła już tą zupę cebulową, z resztą zrobiła się już zimna.
Poczuła adrenalinę i to, jak strach i zdenerwowanie ściska jej wnętrzności. Bała się, nie wiedziała jeszcze co mogło się stać. A krew na pokładzie... Kropelki krwi tworzyły ścieżkę, ostatnią drogę w którą wyruszył...
-Salazar- usłyszała czyjeś zawołanie. Nie wnikała w to. Podbiegła do burty i poczuła, jak jej własna krew zaczyna pulsować w jej skroniach, a serce wali jak szalone. Zaczęła płakać, bo wiedziała, że to jej wina.
Złapała się za głowę i zatoczyła kilka kroków do tyłu, jakby była pijana. -To przeze mnie... to przeze mnie...- mamrotała nie chcąc spojrzeć w dół, za burtę. Ta krew na pokładzie była jak ślady jej zbrodni, tego co powiedziała, była następstwem jej słów. Zakryła twarz dłońmi, czuła się bezradna, nawet nie mogła zanurkować i pomóc. Czuła ból, ale nie fizyczny, gorszy. O wiele gorszy.

Kenshin:
- Salazar wypadł! Ale, gdzie jak, jakim cudem? Sypał pytaniami na oślep będąc cały w nerwach w końcu zaczął szukać ciała wpatrując się w morską otchłań. Wszyscy już z kambuza wyszli, więc każdy na swój sposób starał się pomóc nawet on spanikowany ork, który również dojrzał mnóstwo krwi na pokładzie. W każdym razie Evening mogła by pomóc dzięki technice latania i szybko wyłowiła by może jeszcze żyjącego człowieka, jednak i ona spanikowała i poczuła się znacznie gorzej zwłaszcza, że mamrotała, że to przez nią stało się, co się stało. Skok samobójczy, ale ciekawe z jakiego powodu?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej