Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Dragosani:
Wampir zaśmiał się krótko.
- Akurat ten dar, jeśli nie masz go wrodzonego, nie będzie pochodził od bogów. Oto jego prawdziwe źródło! - Wskazał na butelkę tego czegoś, co Domenic nazywał wódką. Z tym, że to tak, jak gdyby morze nazwać kałużą. A, jak mówią mędrcy, "Morze to nie kałuża".
- O Pani Jeziora coś Gunses wspominał. Ale niewiele. W sumie on lubi dramatyczny ton, więc z chęcią wysłucham kogoś normalnego. - Zmarszczył brwi, patrząc na orka. - No, normalniejszego - sprostował.
Melkior Tacticus:
// [member=3594]Salazar Trevant[/member] w kubryku jest Ashog, Yarpen i mający przerwę orkowie. Drzwi są pootwierane, są ty tylko piętrowe prycze i szafki załogi.
Armin:
- Opowiedz. Z pewnością historia będzie ciekawa. - zwróciła się do Kenshina, który chyba spanikował w pierwszej chwili, ale ciemnoskóra chciała go zachęcić i pokazać, że nie ma się czego bać. Przecież żaden ze zgromadzonych nie wyśmiałby orka za słabo opowieść. Poza tym zawsze można sobie dodać odwagi pijąc kolne łyki wyrobu Domenika. - Ja nie słyszałam o Pani Jeziora, a zapowiada się całkiem ciekawie. - dodała po chwili patrząc na mężczyznę.
Canis:
Gadzina ruszając bezwiednie ustami wrócił do swojego wyrka i sięgnął pod nie. Wyciągnął futerał wraz z lutnią i wyjął z niego zwitki pergaminu. instrument zamknął i schował.
Panowie Ashog, Yarpen i mający przerwę orkowie mogli dojrzeć - o ile nie spali, że z nosa Salazara gęstą strugą zaczyna płynąć gęsta krew w odbiciu płomieni przypominająca czarną ciecz. Krew spływała obficie zalewając usta i kapiąc po brodzie na surdut. Salazar co chwilę przecierał usta dalej mrucząc coś pod nosem.
Siedział na wyrku i siedział przekładając pergaminy po czym zaczął je rozdzierać na małe strzępy, gdy każdy strzępek był już wielkości drobiny której już nijak z niczym nie dane było poskładać rozejrzał się w okół, a jego wygląd dalej uległ zmianie. Jego blade lico skrywała purpura a oczy były przekrwione, w oczach nie było widać już białek, jedynie rubinowe oczy z czarnymi plamkami, była wyłącznie krew płynąca z kącików oczu spływająca strugami po policzkach niczym łzy.
Wstał z wyrka i powolnym cichym krokiem niczym zombie udał się na pokład, a w ślad za nim kapała krew.
Ashog "Stalowa furia":
Ashog i Yarpen to zauważyli, było to dziwne. I podejrzane, zabrał mieczysko i wyszedł w ślad za Salazarem. Nie był pewien kto ma teraz wachtę, kusił go zapach cebulowej i grzanek ale to co widział... - Hej Yarpen, sprawdź jego wyro. Szepnął i ruszył na pokład.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej