Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Evening Antarii:
Eve nic nie chciała wspominać o wpływie Draga na nią. Zmrużyła tylko oczy i zachowała to dla siebie. Całe szczęście, że Antares nie umiał czytać w myślach.
-Ciebie już się bardziej zepsuć i zdemoralizować nie da, dziadku Drago- odparła. -Kurde... Czy to znaczy, że ja kiedyś też będę opowiadać młodszym na przykład o bitwie na Zuesh, która miała miejsce w zamierzchłych dla nich czasach, a ja brałam w niej udział?- spytała. Ta wizja jakoś nie bardzo jej się podobała. Za każdym razem uświadamiałoby jej to ile ma lat, bo "psychicznie" zestarzeje się na pewno. Na szczęście ciało dwudziestolatki zachowa na zawsze i to był już bardziej optymistyczny obraz.
Dragosani:
Wampir uśmiechnął się ponuro. I tym razem anielica nie widziała tego.
- Tak to już jest, gdy żyje się dłużej niż inni - odparł młodziutkiej anielicy. - Zauważ jednak, ze moja opowieść o Zielonych Równinach była dla mnie, tak proporcjonalnie do tego ile żyję, całkiem niedawno. No a co by było, gdybym zaczął opowiadać o czymś, co miało miejsce z trzy tysiące lat temu? Wtedy... heh... świat był jakoś lepszy. Nie to co dzisiaj. - Ostatnie słowa były dość typowe dla osób, które już trochę przeżyły.
- Może zejdziemy pod pokład? - zaproponował. - Tutaj trochę za jasno, jak na mój gust. No i Melkior podobno coś tam ugotował, więc sobie może zjesz. - Taki troskliwy był!
Domenik aep Zirgin:
- Co to jest 20 lat, stary grzybie. - rzucił do starego Draga Domenik przechodzący obok. - Sam Zielone Równiny pamintam jakoby to wczoraj było.
Evening Antarii:
Anielica słuchała i w duchu przyznawała rację wampirowi we wszystkim, co mówił. Poza jednym.
-Lepsze czasy? Chyba to nie przez ukrzyżowanie- zauważyła zdziwiona. Na propozycję Draga oczywiście przystała, musiała się przecież wykazać zrozumieniem wobec jego wampirzej przypadłości. -Tak, chodźmy... ale... Ja na tej wyprawie chyba bardzo przytyję- jęknęła niezadowolona i złapała się za brzuch. -A przez tą maskę to już niedługo zapomnę jak wyglądasz- zauważyła.
Rzeczywiście z kambuza coś pachniało nawet podobnie do jedzenia. Cebulą. I grzankami. Mógł z tego nawet dobry obiad wyjść.
Kenshin:
A ork nalał sobie gorącej zupy do miski i biorąc drewnianą łyżkę powoli acz jednostajnie zajadał się potrawą. Kenshina dziwił fakt, że nikogo tutaj jeszcze nie ma. Widocznie większość wolała pogadać zamiast napełnić sobie brzuchy dla niego było to akurat dobre, bo był sam do czasu aż zeszła panienka Eeving, ale i tak miał pełno miejsca dla siebie. Najwyżej inni będą mięli pecha jeśli druid weźmie o miskę więcej i zabraknie zupy dla reszty załogi. Teraz przyszła pora na degustację dania zupa była gorąca nie za wodnista a dobra. Ork zajadał bogaty smak cebuli taki wyjątkowy inni niż wszystkie i jedno było pełne, że nie zachoruje na szkorbut, bo w daniu pełno było składników zapobiegających temu. Dobrze, że chociaż on nie straci zębów. Kiedy skończył nalał sobie jeszcze trochę i jadł dalej.
Dziękować Ventepi, że ktoś potrafi gotować na tym okręcie.
Później miał zamiar wyjść na pokład jak już się odpowiednio nasyci.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej