Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Melkior Tacticus:
//To Yarpen był wredny dla Eve a nie Domenik :(
Elf postanowił zrobić zupę. A więc pokroił cebulę w cienkie plasterki. Rozpalił pod patelnią i zaczął dusić ją na maśle, aż stanie się miękka i przezroczysta. Dodał tymianku i liść laurowy, wcześniej oczywiście nastawił sobie wywar. Cebulkę zrumienił dodając mąki, zalał to winem i dusił jakieś pół godziny. A mogłem gulasz zrobić... Zalał to odrobiną bulionu i podusił aż odparuje. Podgotował aż było gotowe... Doprawił i zrobił grzanki. Spróbował, nawet zjadliwe!
Evening Antarii:
//Dla Eve wszystkie krasnoludy są takie same.
-Byś wyszedł z tej szafy kiedyś- przewróciła oczami. -ÂŁóżko jest wygodniejsze- powiedziała całkiem na serio. -Poza tym jak zachce ci się ciasteczek imbirowych w środku nocy to możesz mnie obudzić to się po prostu upiecze, a nie, chowasz się w szafie- zaśmiała się.
Eve zaś wróciła wzrokiem do jej znaleziska. Przesunęła się i obróciła, żeby sprawdzić, czy kompas jest w ogóle dokładny, a może uległ uszkodzeniu i w jakiś sposób igła rozmagnesowała się. Tak też mogło się zdarzyć. Gdy Eve potrząsnęła delikatnie kompasem a później znowu odwróciła się, igła wskazywała zachód. -Kurde, zepsuty- mruknęła pod nosem z niezadowoleniem. -To już sobie polatałam z kompasem- wzruszyła ramionami z rezygnacją. -Ale od razu wiedziałam, że coś z nim nie tak...
Canis:
Saluś w końcu zebrał się, pełen nerwów wzdychając, prychając, sapiąc, charcząc i mrucząc coś pod nosem zebrał się i udał do kubryka, gdzie z kolei walnął się na pryczy. Zakładając ręce za głowę i wyciągając na niezbyt wygodnym posłaniu pogrążył się w refleksji minionego czasu.
Dragosani:
Drago uśmiechnął się krzywo, czego oczywiście nie było widać. Jednak maska na twarzy to dobra rzecz. Można robić do ludzi głupie miny, a oni o tym nie wiedzą! Jakiż ma to humorystyczny potencjał!
- W szafie nie jest aż tak źle, mogę się podwiesić na wieszaku jako nietoperz - odparł. - Ale rozważę propozycję. Te ciastka są naprawdę kuszące - dodał. Zerknął na kompa Eve.
- Może to magiczny kompas, który wskazuje mityczny kierunek niepółnocy? - zasugerował poważnym tonem.
Silion aep Mor:
Krasnolud spokojnie wyszedł z kajuty kapitana, przeczekał aż wszyscy zejdą z łososia po czym tak jak nakazał kapitan podpalił statek. Dokładniej to pobiegł do ładowni, wyjął swą manierkę i obficie polał znajdujący się tam proch alkoholem. Zrobił taką mokrą ścieżkę aż na pokład, zapalił jedną z zapałek znalezionych w ładowni i rzucił ją na alkoholową ścieżkę.
Ogień powoli ruszył przed siebię, w stronę ładowni, z każdą chwilą spalając alkohol.
Szybciutko wbiegł na "Perłę", złapał za drewnianą kładkę i wciągnął ją na pokład.
Rozejrzał się po pokładzie i dojrzał kapitana dyskutującego z krasnoludem. Oczywiście jak to Sil, podszedł bliżej i chętnie wysłuchał o co chodzi. Bardzo go to zaintrygowało.
Zaginione złoto z Ekkerund? Jak miło. - uśmiechnął się do siebie.
Po skończonej historii Domenicka, Silion podszedł do burty statku i oparł się o nią, założył ręce na piersi i wpatrywał się zamyślony w morze.
Mężczyzna w międzyczasie zauważył że ork chyba polubił ciemnoskórą bo tak jakoś ciągle się do niej uśmiechał. No cóż, krasnolud nie wnikał w szczegóły.
Silionowi się nudziło a statek płynął przed siebie...
W międzyczasie tych wszystkich wydarzeń, alkoholowy szlak spalił się, zajął małą beczkę z prochem która po chwili wybuchła.
Na łososiu rozprzestrzeniał się nie mały pożar, ale to już inna historia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej