Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Dragosani:
- Ku... - Przekleństwo Draga zostało zagłuszone przez huk dział okrętowych. Piracka załoga już teraz ponosiła straty, a nawet nie dokonali abordażu. Tak to jest, gdy atakuje się bezmyślnie silniejszych od siebie. Jednak do abordaży wciąż mogło dojść, więc wampir postanowił się przygotować. Wyciągnął z kabury pistolet i szybko go załadował. Jego ruchy były pewne i szybkie, zajęło mu to kilkanaście sekund. Złapał broń w lewą dłoń. Prawą wolał mieć wolną, na wypadek potrzeby użycia szabli. Przez moment zastanawiał się, czy aby nie ściągnąć rękawicy z demonicznej reki i razić ewentualnych wrogów piorunami, ale zaniechał tego. Zbyt spektakularne. Zbyt ściągające zbędną uwagę osób, które nie znają jego zdolności.
Melkior Tacticus:
Pierwsza z kul armatnich trafiła tuż nad linią wody uszkadzając lekko poszycie, druga poszła Nalasowi w okno czyli po prostu wpadła do morza. Trzecia trafiła w jedno z dział masakrując jego obsługę. Czwarta zaś przebiła i złamała grotmaszt.
- Bądź tak miła i przerób to szkaradzieństwo na deski. Poprosił, wrogi okręt zaś zwolnił niemal natychmiast. - Salazar, pozycja do abordażu! ÂŁadować kartacze!
15x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Pirat 50m od nas. (Ich statek też)
Canis:
Salazar cofnął rękę drugą biorąc zamach i wprawiając koło sterowe w dynamiczny obrót. Nie długo trzeba było czekać na efekt manewru, okręt stosunkowo gwałtownie aczkolwiek płynnie przechylił się i dokonał gwałtownego zwrotu w kierunku burt wrogiego statku. Gadzina za sterem widząc skuteczność i otrzymany efekt zatrzymała koło i analogicznym zamaszystym ruchem wprawiła koło w stronę przeciwną zmuszając okręt do wyrównania toru. pozostało zrównanie okrętów ze sobą i przeskoczenie... to jednak mógł zapewnić już tylko mijający czas... bowiem tor drogi powinien być dobry... jeszcze zależy jak wrogi statek zareaguje...
Kenshin:
Ork słysząc kolejny rozkaz schował łuk oraz strzałę a miał taką okropną chęć zestrzelenia kilku piratów a tym samym złamania swojej przysięgi, ale cóż nadejdzie drugą okazją do zabicia kogoś wszak piratów jest pod dostatkiem. Kenshin szybko przesunął kartacz w stronę obcej i już niszczejącej jednostki dzięki bogom! Ten kolor naprawdę sprawiał, że orkowi włączała się żądza krwi i niszczenia a powinien on być spokojny. Niestety nie miał teraz na to czasu, bo musiał działać i tak właśnie zrobił sypiąc proch do małej armatki i powoli wrzucając małe pociski zdolne do rozerwania ciał na strzępki! Wtedy właśnie Salazar zmienił nieco kurs, co nieznacznie wybiło druida z rytmu, który ponownie uzyskał kiedy statek płynął już spokojniej. W każdym bądź razie kartacze były gotowe no przynajmniej z jego części burty.
- Kartacze gotowe!
Wykrzyknął uśmiechając się krzywo, albowiem nastała pora na abordaż.
Evening Antarii:
-Zaatakuję ich z góry, ale uważajcie gdzie strzelacie- powiedziała nieco głośniej do orków i wszystkich, którzy mieli łuk, kusze albo pistolety. Nie chciała zostać ranna, choć byłaby to dobra okazja na przetestowanie jej anielskiego daru. Zwykłe skaleczenia znikały tak szybko, jak się pojawiły, ale głębsza rana... nie chciała ryzykować, dopóki nie musiała naprawdę. Wciąż odkrywała te możliwości, jakie otrzymała po staniu się anielicą.
Po tym komunikacie Eve wspięła się na burtę, kucnęła na niej by chwilę potem wybić się w powietrze. Wiatr zatrzepotał lotkami, skrzydła złapały podmuch, na którym można było się spokojnie unieść i wznieść nad wysokość masztów. Zrobiła to szybko, by żadna kula armatnia, której udało się polecieć jakoś wyżej, także jej nie trafiła. Odkąd zaczęła latać, musiała uważać na przeróżne obiekty latające.
Poleciała nad wrogi statek, zrobiła kilka okrążeń wokół niego. Chciała zbadać pozycję piratów na pokładzie, ocenić odległość i jak mocno będzie musiała pchnąć telekinezą pociski. Przeciwników nie było wiele. Kobieta upatrzyła sobie z góry jednego takiego, który nie wydawał się zbyt zorientowanym. Oczywiście, był wyposażony w broń, ale miecz czy sztylet niewiele mógł jej zrobić, jeśli znajdowała się dwadzieścia metrów nad nimi. Eve ustabilizowała lot. Szybowała, by nie skupiać się na machaniu skrzydłami, tylko na zaklęciu. Skupiła się gromadząc w sobie magiczną energię. Potrzebowała tej siły od Zartata za każdym razem, gdy używała magii. Poczuła jak ta energia zaczęła krążyć w jej żyłach. W jej dłoni zaczęła formować się magiczna kula z żywiołu życia, choć przecież bardzo śmiercionośna. Eve wykorzystała jeden korzystny moment, gdy żagle ani maszty nie przysłaniały jej pokładu. Wypowiedziała inkantację -Izeshar! a pocisk esencji pomknął wprost na pirata "grożącego" jej z dołu mieczem. Telekinetyczny impuls pokierował lotem magicznej kuli, a Eve odbiła szybko w górę. Unosząc się słyszała tylko przeraźliwy krzyk płonącego człowieka i przekleństwa rzucane w jej stronę.
Nie przejęła się tym zbytnio. Wzleciała wyżej, a w dole ujrzała dwa okręty popychane przez fale. Co jakiś czas salwa z armat, albo pojedyncze wybuchy i obłoki dymu wznosiły się nad wodą. Obrazek ten mocno kontrastował ze spokojem jaki zawsze odnajdywała szybując wysoko. To była jednak inna sytuacja, zagrożone jest przecież życie jej przyjaciół, choć niewątpliwie są dobrze wyszkoleni w walce.
Drugie podejście. Eve zniżyła lot na podobną wysokość jak za pierwszym razem. Powinno pójść łatwiej, wszak teraz wiedziała na czym polega ta zabawa: celowanie pociskiem z góry w piratów jak w małe, ołowiane zabawki. Tak samo łatwo rozpadali się i ginęli. Okrążyła bryg nieprzyjaciela by wybrać sobie następny cel, następnego nieszczęśnika, który miał zginąć od spopielenia co najmniej połowy ciała. Zwolniła w powietrzu, by móc się ponownie skoncentrować. Tym razem padło na jednego z tych, co tak na nią klęli. Jego wykrzykiwane słowa nie były teraz wiele warte, skoro zaraz miał zginąć. Nie był zbyt mądry, nie chował się nawet. Może właśnie tym jest odwaga i waleczność.
Anielica zniżyła lot, skoncentrowała się na zgromadzeniu boskiej mocy z niebios. Energia znowu dała jej siłę, a skupienie się spowodowało, że nad jej dłonią pojawił się drugi pocisk. Wielkości kuli armatniej, ale zbudowany z czystej magii. -Izeshar!- dało się słyszeć z powietrza. Pocisk zaś pomknął prosto w tułów przeciwnika, zostawiając w nim ciemną dziurę na wylot. Było przez nią widać deski pokładu. A potem mężczyzna, przed chwilą tak wojujący mieczem, upadł i nie było już w nim życia. Trudno bowiem przeżyć mając spalone wszystkie organy wewnętrzne.
Eve z lekkim uśmieszkiem wylądowała na swoim statku, na "Perle", znaczy się. Musiała odsapnąć, choć chwilę. Oczywiście nie mogła stracić czujności nawet na moment, gdy ich bryg był w takim niebezpieczeństwie.
//pocisk esencji x2
13 piratów zostało
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej