Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Evening Antarii:
O, Eve na pewno się nie obraziła. -Uff, dzięki Sil. Skrzydła i tak by nie pomagały. Niedobrze jeśli pióra walają się po kuchni- dodała jeszcze, jakby się usprawiedliwiając. Była zadowolona, na jej twarzy gościł uśmieszek, taki zawadiacki. Z wielką ulgą wydostała się z kuchni i pomknęła na górny pokład.
Kenshin:
Ork natomiast nic nie komentował, bo jadł owsiankę poza tym i tak to by nic nie dało, bo jak Yarpen sobie coś ubzdura to mogiła. ÂŻarty Draga również były nie na miejscu, ale czasami potrafi powiedzieć coś takiego, że nawet kamień by się zaśmiał, ale i Armin nie odstąpiła go na krok dorzucając coś od siebie. Kobieta wiedziała jak wyjść z takiej sytuacji a docinka była na miejscu. Dlatego też Kenshin uniósł lekko wargi a gdy skończył pałaszować "danie" postanowił coś się odezwać, aby i coś jego dotyczyło w tym wypadku była praca na rzecz całej załogi w kuchni.
- No, jak mówiłem to pomogę póki jeszcze mam chęci. Owsianka była przyzwoita, ale i coś innego z chęcią każdy by zjadł. Dlatego popieram słowa Sila.
Ork otarł twarz dłoniom i czekał na ruch całej załogi, by zrobiła trochę miejsca dla dwóch "kucharzy". Pierwsza wyszła Eve, która jakoś nie zabawiła długo w kuchni i pozostało jeszcze kilka osób, które powinny opuścić kambuz i wtedy dwoje towarzyszy zacznie działać.
Armin:
- Skoro tak mówisz... - powiedziała maurenka patrząc na krasnoluda. - Jeśli będziecie potrzebowali pomocy to wiecie gdzie mnie szukać. - Armin puściła oczko i zwróciła się w stronę wyjścia. Spojrzała na Evening pytającym wzrokiem, czy również z nią wychodzi. Nie zastanawiając się długo ciemnoskóra zaczęła iść po schodkach, lecz na jej drodze stanęła jedna przeszkoda, mianowicie wampir, który stał w wejściu. - Chciałabym wyjść... - powiedziała jeszcze trochę zirytowana poprzednią sytuacją kobieta.
Dragosani:
"Miejsce kobiety jest w kuchni". To mógł odpowiedzieć Drago. I najprawdopodobniej skończyłby z nożem w brzuchu. ÂŚrednio ciekawa perspektywa. Przesunął się więc, aby ciemnoskóra kobieta mogła wyjść. Chociaż jeszcze przed chwila Evening jakoś nie miała problemów z wymknięciem się na zewnątrz. To pewnie jakieś anielskie gusła.
- Proszę bardzo - powiedział jeszcze wampir, gdy ustąpił z drogi. W sumie też mógłby wyjść na zewnątrz, zobaczyć czy dzieje się tam coś ciekawego. Czy może nie przydałaby się jego pomoc. Ale to za chwilę. Chociaż z drugiej strony zdecydowanie wolałby wyjść gdy już słońce przestanie świecić jak powalone. Ale niestety nie zawsze się ma na to wpływ. Kwestia przyzwyczajenia do dziennego osłabienia. No i odpowiedniej ochrony.
Armin:
- A dziękuję bardzo. - powiedziała z lekkim uśmiechem ciemnoskóra. - Jaki dżentelmen... - dodała wychodząc na zewnątrz. Na pokładzie nie było zbytnio ruchu, gdyż większość załogi krzątała się jeszcze w jednym pomieszczeniu. Maurenka podeszła do anielicy. - Nareszcie mężczyźni zostali w swoim naturalnym środowisku, czyli w kuchni. - zaśmiała się, lecz wiedziała, że to co powiedziała to najprawdziwsza prawda. - Chociaż z drugiej strony fajnie jest tak czasem upiec coś lub ugotować. - stwierdziła po chwili namysłu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej