Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Evening Antarii:
-Kilku kandydatów do chrapania było- rzekła z ironią.
-Niech śpią jak chcą...- anielica wzruszyła ramionami. -Nie robisz przypadkiem śniadania?- zaśmiała się.
Armin:
- Nie robię przypadkiem śniadania... - Armin zaczęła przekomarzać się z Evening. - Ale... - zaczęła. - Możemy zrobić. - spojrzała na anielicę. - Sama wszystkiego nie zrobię... - zwróciła się do przyjaciółki.
Silion aep Mor:
Krasnolud wreszcie się obudził, przez całą noc jego sen był niespokojny, wielokrotnie budził się by zaraz po tym zasnąć. Miał koszmary, śnił że spada w przepaść aż wreszcie pewnego razu w środku nocy stoczył się z łóżka. Mroczne wizje przez całą noc zaprzątały jego głowę.
Usiadł na skraju łóżka i podrapał się po zarośniętym podbródku, zatrzeszczało miętoszonymi włosami. Spojrzał przed siebie lekko zamglonym wzrokiem. Siedział tak przed chwile i rozmyślał dochodząc mentalnie do siebie.
Wreszcie wstał, pasy przypiął do pasa i na klatkę piersiową, topór zarzucił na plecy. Ubrał na siebie swoją ulubioną szatę.
Taki wypompowany i trochę jakby bez życia wyszedł z kubryka i zawlókł się na pokład.
- Dobry! - rzekł zmęczonym głosem do kobiet.
Dragosani:
Dragosani nie spał. Siedział na pryczy bez ruchu, z pozoru tylko pogrążony we śnie. Tak naprawdę mało i krótko sypiał. Od zawsze, znaczy od wskrzeszenia w tym ciele. Po prostu nie musiał spać niewiadomo ile, aby wypocząć. Do tego doszła wzmacniająca mutacja i dyscyplina umysłowa, którą sobie narzucił, aby nie stać się niszczycielem. Aby mroczna strona jego natury nie przejęła władzy.
Siedział teraz bez ruchu na pryczy z zamkniętymi oczami i medytował. Nie tak jak magowie, lecz po swojemu. Wyciszał umysł, skupiając się na mantrze doktryny Protektora. Wdech... Nie ma emocji, jest spokój. Wydech... Gdzieś z pokładu słyszał głosy załogi. Wdech... Nie ma ignorancji, jest wiedza. Wydech... Słyszał chlupot fal o burty brygu i szum wiatru. Wdech... Nie ma namiętności, jest pokój. Wydech... Czuł zapach słonej wody morskiej. Wdech... Nie ma chaosu, jest harmonia. Wydech... Czuł też powolny ruch statku. Nieustannie zmierzającego do celu. Wdech... Nie ma śmierci, jest życie. Wydech... Otworzył oczy. Powtarzał re mantrę wielokrotnie, starał się żyć nawet według niej. Nie wiedział, że i aniołowie ją mają ucieleśniać. Był w części demonem, a wyznawał anielską filozofię. Dziw nad dziwy. Wstał, pozbierał swoje rzeczy. Ubrał co miał ubrać. Nie wychodził jednak jeszcze na pokład. Wolał opóźnić wyjście na słońce tak długo, na ile mógł sobie pozwolić.
Kenshin:
Ork już przestał mówić o bogach i ich wyborach oraz o klątwie jaką posiadają wampiry. Teraz temat zszedł na boczne tory może i dobrze. Kesnhin dopiero zauważył, że część załogi obudziła się i wstała na nogi w takim przypadku trzeba było się przywitać. - Witajcie! Jak się spało? Rzucił mimowolnie, bo on jako jeden z pierwszych osób wstał. Dlatego też pierwszy się wyspał a jeżeli ktoś w ogóle chrapał to na pewno nie był to ork!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej