Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Kenshin:
A, ork odpowiedział po Melkiorze zupełnie inaczej, bo bardziej dobierał słowa niczym sam archont.
- Tak wampiry zostały przeklęte przez starych bogów. Natomiast nowi bogowie podtrzymują ten wyrok. Doprawdy nie mam pojęcia czym kierowała się bogini ratując Gunsesa, ale faktem jest, że tak się stało! Niezbadane są ścieżki bogów i ich wybrańców. Widocznie Gunses miał jakiś cel do spełnienia dlatego został ocalony i niestety nie nam jest oceniać czy to było słuszne, czy nie.
Kenshin powiedział co sądzi o tej całej sprawie. Oczywiście do wyroków bożych się nie wtrącał, bo nie powinien. Jednak cały czas mówił poważnym tonem. Właściwie takim jaki powinien być przy tego typu rozmowach.
Armin:
- Na chorobę nic nie poradzisz. - powiedziała ciemnoskóra spoglądając na Melkiora. - Niestety to nadal nie wyjaśnia dlaczego bogowie wybierają sobie potrzebujących. Od czego to zależy? - pytała już chyba samą siebie, ponieważ raczej nikt nie umiał odpowiedzieć jej na to pytanie. - Eh... - westchnęła. - Najwidoczniej nigdy się tego nie dowiem... - dodała po chwili i spojrzała w stronę horyzontu. - Trzeba przyznać, że bardzo miła ta pogawędka. - powiedziała Armin uśmiechając się. - Kiedy tamte śpiochy wstaną? - zwróciła wzrok w stronę wejścia pod pokład.
Melkior Tacticus:
- Zaraz ich zbudzimy. Armin, potrzymasz ster? Rzekł z uśmiechem szaleńca albo geniusza zua.
Evening Antarii:
Eve w tym czasie wstała. Później niż wszyscy, ale co się dziwić, po nocnych harcach. Usiadła na pryczy, przeciągnęła się, rozpostarła skrzydła, o ile mogła, rozmasowała sobie barki. Włosy związała ciasno w kok, zrobiła względny porządek w swoich kuferkach. Kubryk był niemal pusty, wszyscy musieli już wyjść, wdychać świeże powietrze... Nie to co tu. W tym momencie anielica zatęskniła nieco za swoim szerokim, wygodnym i miękkim łóżkiem pełnym poduszek. I śniadaniem przyniesionym przez Narii, jeszcze ciepłej herbacie, świeżych warzywach i pieczywie. Nie żeby kanapki Siliona i Armin były złe! Szczególnie, że dania robione przez kogoś smakują jeszcze lepiej.
Tak niespiesznie Eve zbierała się, nałożyła swój płaszcz i powolnym krokiem, trochę leniwym, ruszyła między łóżkami do wyjścia na górny pokład. Po drodze nie mogła odmówić sobie przyjemności poczochrania śpiącego Draga po czuprynie, żeby go trochę poirytować i nie dać mu się wyspać.
-Pobudka, kraken atakuje!- zaśmiała się, a potem wymknęła się na górę, gdzie byli prawie wszyscy.
Armin:
- Wolałabym nie, jeszcze statek rozbiję... - powiedziała trochę zaskoczona ciemnoskóra. - Ale mogę ci pomóc w budzeniu innych - dodała po chwili z małym uśmieszkiem. W tym właśnie momencie zauważyła, że Evening wstała i właśnie wchodziła no pokład. - A dzień dobry. - zwróciła się do przyjaciółki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej